Jakiś czas temu głośno było o zorganizowanej przez Marks&Spencer przecenie niebeczkowanych win ze starszych roczników. Skusiliśmy się wtedy na dwie butelki; Macon Rouge już "za nami", teraz przyszedł czas na Cuvée de Tête 2010.
Wino, podobnie jak poprzednie, pochodzi z Burgundii, tym razem z apelacji Brouilly. Jesteśmy w Beaujolais, w kieliszku mamy więc flagowy szczep tego regionu - gamay. W procesie winifikacji zastosowano macerację węglową. Polega ona na poddaniu fermentacji całych winogron (bez uprzedniego zgniecenia). Sok fermentuje w środku owoców, a następnie ulegają one samoistnemu zgnieceniu pod wpływem ciężaru i ciśnienia wydzielającego się dwutlenku węgla. Fermentacja przebiega wtedy bardzo szybko, ale odbywa się to kosztem zdolności starzenia się takiego wina. Dlatego otwierając butelkę rocznika 2010 byliśmy pełni obaw...
W kieliszku wino o soczystym kolorze dojrzałych czereśni. Jest transparentne, z bardzo delikatnym połyskiem i średnimi łzami. Dość lekkie - 12,5% alkoholu. W nosie na pierwszy plan wysuwają się aromaty płatków róży. Czujemy też niedojrzałe, kwaśne wiśnie; w tle również nuty ziemiste i zioła. Zapach jest lekko perfumowany, ale trzyma się w ryzach i nie jest przesadzony. W smaku dobra kwasowość. Nieagresywna i fajnie orzeźwiająca rześkością czerwonych porzeczek. Finisz krótki, delikatnie taniczny.
Robert: Idealny przedstawiciel letniej czerwieni. Do inauguracji Mundialu pasowało jak ulał. Taki brazylijski styl - lekkość i finezja. Maceracja węglowa odcisnęła piętno w intensywnie owocowym bukiecie. Mi to pasuje i daję 85/100.
Marta: Zgadzam się z Robertem, że butelka wypada bardzo korzystnie, jednak daleka jest od mojego ideału. Wino niby nie jest za ciężkie, ale dzikość róży w zestawieniu z owocowością robi swoje. Na szczęście jest gdzieś na granicy mojej wytrzymałości na elegancję Gamay, dlatego zniosłam jego harmonię i przegraną Chorwacji, której kibicowałam.
Wino okazało się nadal aromatyczne, świeże i żywe. W przecenie po 26 zł o klasę wyprzedza większość win z tej półki. Ciekawe jak smarowałoby rok-dwa wcześniej...
Ocena - dobre+.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beaujolais. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beaujolais. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 czerwca 2014
sobota, 12 kwietnia 2014
Kaczka + Beaujolais = Fleurie 2011
Na kolację postanowiliśmy zrobić pierś kaczki smażoną na patelni z jabłkowo-gruszkowym chutneyem i odrobiną sałaty. W poszukiwaniu wina, które komponowałoby się z tym daniem ruszyliśmy do Burgundii. Co prawda klasycznym połączeniem do kaczki jest pinot noir, my dziś poszliśmy nieco inną (i tańszą:)) drogą...
Beaujolais kojarzy się z tanim, prostym, by nie powiedzieć prymitywnym winem, pitym radośnie w drugiej połowie listopada. Osoby, które nieco głębiej weszły w winny świat wiedzą, że ze szczepu gamay produkowane są również wina nie określane jako "nouveau", ale nieco bardziej wyrafinowane, choć wciąż mające podobnie radosny, owocowy i lekki charakter.
Za sprawą promocji w Marks&Spencer (butelkę przeceniono z 54,99 zł na 29,99 zł) zaopatrzyliśmy się we Fleurie 2011 od Paula Sapina z La Chapelle de Guinchay. Wino pochodzi z apelacji o tej samej nazwie, która jest jednym z dziesięciu Cru de Beaujolais, czyli miasteczek, które mogą oznaczać wina swoimi nazwami.
Wina z Fleurie określane są jako typowe beaujolais. Nasze w kieliszku ma różowo-truskawkowy kolor, jest bardzo klarowne i transparentne. Zapach jest delikatny, trochę ulotny. Dominują aromaty truskawek i porzeczek oraz nuty kwiatowe. Smak jest orzeźwiający, owocowy. Kwasowość przyjemnie miesza się ze słodyczą, a taniny są bardzo delikatne, ale jednak wyczuwalne (zwłaszcza na finiszu). Całość jest dobrze zbalansowana i sprawia niezwykle przyjemne wrażenie.
Jak wino sprawiło się w połączeniu z kaczką?
Naprawdę dobrze. Jego lekkość i rześkość nie zagłuszyły mięsa. Złagodziło dodane przez nas obficie przyprawy i podbiło smak samej piersi.
Robert: Trochę nie moje klimaty, wolę wina cięższe, beczkowe, pełniejsze. Tym razem kierowaliśmy się jednak połączeniem wina i jedzenia i w tym równaniu dało ono znakomity wynik. Radosne, świeże, lekkie... Myślę, że w jakiś upalny wieczór dałbym się mu porwać nawet solo. Daję 83/100.
Marta: Moje klimaty! Radosne, świeże, lekkie! Lubię smak owocu w ustach i jego delikatną konsekwencję. To wino nie wymaga większego komentarza - 83/100.
Dzięki wspomnianej promocji stosunek jakości do ceny wypadł rewelacyjnie. Doskonale ułożone wino w takiej cenie to naprawdę skarb warty zakupu!
Na koniec przepis na szybką i bardzo smaczną pierś z kaczki. Nacinamy skórę, solimy i przyprawiamy według uznania. Na suchej patelni (tłuszcz wytopi się ze skóry) kładziemy pierś skórą do dołu. Gdy po kilku minutach na górze zacznie wyciekać krew przewracamy pierś i smażymy drugą stronę już na zmniejszonym ogniu jakieś 5-7 min - zależy jaki stopień wysmażenia mięsa chcemy osiągnąć. Tak przygotowane mięso powinno być jeszcze różowe w środku, soczyste i mięciutkie - spróbujcie, bo warto :).
Beaujolais kojarzy się z tanim, prostym, by nie powiedzieć prymitywnym winem, pitym radośnie w drugiej połowie listopada. Osoby, które nieco głębiej weszły w winny świat wiedzą, że ze szczepu gamay produkowane są również wina nie określane jako "nouveau", ale nieco bardziej wyrafinowane, choć wciąż mające podobnie radosny, owocowy i lekki charakter.
Za sprawą promocji w Marks&Spencer (butelkę przeceniono z 54,99 zł na 29,99 zł) zaopatrzyliśmy się we Fleurie 2011 od Paula Sapina z La Chapelle de Guinchay. Wino pochodzi z apelacji o tej samej nazwie, która jest jednym z dziesięciu Cru de Beaujolais, czyli miasteczek, które mogą oznaczać wina swoimi nazwami.
Wina z Fleurie określane są jako typowe beaujolais. Nasze w kieliszku ma różowo-truskawkowy kolor, jest bardzo klarowne i transparentne. Zapach jest delikatny, trochę ulotny. Dominują aromaty truskawek i porzeczek oraz nuty kwiatowe. Smak jest orzeźwiający, owocowy. Kwasowość przyjemnie miesza się ze słodyczą, a taniny są bardzo delikatne, ale jednak wyczuwalne (zwłaszcza na finiszu). Całość jest dobrze zbalansowana i sprawia niezwykle przyjemne wrażenie.
Jak wino sprawiło się w połączeniu z kaczką?
Naprawdę dobrze. Jego lekkość i rześkość nie zagłuszyły mięsa. Złagodziło dodane przez nas obficie przyprawy i podbiło smak samej piersi.
Robert: Trochę nie moje klimaty, wolę wina cięższe, beczkowe, pełniejsze. Tym razem kierowaliśmy się jednak połączeniem wina i jedzenia i w tym równaniu dało ono znakomity wynik. Radosne, świeże, lekkie... Myślę, że w jakiś upalny wieczór dałbym się mu porwać nawet solo. Daję 83/100.
Marta: Moje klimaty! Radosne, świeże, lekkie! Lubię smak owocu w ustach i jego delikatną konsekwencję. To wino nie wymaga większego komentarza - 83/100.
Dzięki wspomnianej promocji stosunek jakości do ceny wypadł rewelacyjnie. Doskonale ułożone wino w takiej cenie to naprawdę skarb warty zakupu!
Na koniec przepis na szybką i bardzo smaczną pierś z kaczki. Nacinamy skórę, solimy i przyprawiamy według uznania. Na suchej patelni (tłuszcz wytopi się ze skóry) kładziemy pierś skórą do dołu. Gdy po kilku minutach na górze zacznie wyciekać krew przewracamy pierś i smażymy drugą stronę już na zmniejszonym ogniu jakieś 5-7 min - zależy jaki stopień wysmażenia mięsa chcemy osiągnąć. Tak przygotowane mięso powinno być jeszcze różowe w środku, soczyste i mięciutkie - spróbujcie, bo warto :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)