Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bardzo dobre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bardzo dobre. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Włochy w DaWino na Ursynowie

Zawsze kibicujemy lokalnym inicjatywom winiarskim! Od jakiegoś czasu obserwowaliśmy różne miejscówki na Ursynowie i upatrzyliśmy sobie dopiero co otwarty lokal DaWino. Same połączanie szerokiej selekcji włoskich win, lokalnych polskich piw (z rzemieślniczych browarów), serów i wędlin zapowiadało ciekawe wrażenia. Na miejscu możecie też spróbować włoskich dań z krótkiego, ale treściwego menu. Jak na włoski klimat przystało, w poniedziałek kuchnia była zamknięta, ale do kieliszka zamówionego na miejscu otrzymaliśmy deskę serów i wędlin.

Współwłaściciel zdradził parę tajemnic tego miejsca, podpowiedział że wszystkie artykuły są przez niego osobiście wyselekcjonowane. Wśród win dominuje lubiana w Polsce Toskania, ale znaleźć można też przedstawicieli innych popularnych włoskich regionów. Ceny wskazują na prokunsumenckie podejście, pewnie wpadniemy tam jeszcze nie raz:)!

Korzystając z okazji zakupiliśmy Brunello di Montalcino Bellaria 2007 (119 zł). Montalcino dane nam było zwiedzić podczas tegorocznego urlopu. Sami przywieźliśmy kilka butelek, które wymagają jeszcze domowego leżakowania, dlatego z tym większą ciekawością sięgnęliśmy po taką 7-letnią butelkę. Bellaria to niewielki producent który istnieje od 1963 r. i posiada 40-hektarowe gospodarstwo. 
Jak to Brunello, wino dojrzewa w beczkach przez prawie 36 miesięcy i wypuszczane jest na rynek w piątym roku po zbiorach. 

W kieliszku głęboki kolor: dojrzałych wiśni z bordowymi refleksami. Piękne, regularne łzy. Rocznik 2007 był rokiem stosunkowo ciepłym, stąd wino ma aż 14,5% alkoholu, jest on jednak znakomicie wkomponowany w całość i dzięki temu praktycznie niewyczuwalny. Nos złożony, bogatszy z każdym kolejnym kieliszkiem: ciemne owoce, czekolada, suszony tytoń i zioła to jedne z najbardziej wyrazistych aromatów. W smaku umiarkowana kwasowość, sporo słodyczy (to też zasługa ciepłego rocznika) i odrobinę nie do końca zintegrowane taniny. 

Robert: Spokojnie mogłoby poczekać jeszcze 2-3 lata, choć już teraz daje niesamowitą frajdę. Wino ułożone, mocno owocowe, pełne aromatów i smaków. Pewnie nie jest to czołówka Brunello, ale w tej cenie pozwala cieszyć się butelką pełną wdzięku i owocowej mocy. 89/100

Marta: Poukładana i spokojna butelka. Lubię miękko skoncentrowane owoce, lekkie ziemiste aromaty i absolutnie wyczuwalną czekoladę. To miłe doznania, szczególnie dla tych którzy są jej miłośnikami! 
We mnie przywołała wspomnienia porośniętych winoroślą wzgórz które otaczają to cudowne miejsce!  

Ocena - bardzo dobre.

sobota, 23 sierpnia 2014

Krew z byka z Lidla - Sangre de Toro 2013 od Torresa

Próbujemy dziś znaną na polskim rynku butelkę Sangre de Toro 2013 od Torresa. W Lidlu dostaniecie ją za jedyne 19,99 zł. 

Torres to potężny producent, posiadający kilkanaście winnic w Katalonii, Chile i Kalifornii. Jedna z jego marek to właśnie Sangre de Toro - kupaż szczepów Garnacha oraz Carinena, produkowane od 1954 roku. Jego nazwa nawiązuje do rzymskiego boga wina - Bachusa, zwanego też Synem Byka. 

Kolor stanowi znakomite rozwinięcie nazwy. Jest ciemny, głęboki, nieprzezroczysty. Ma wiśniowy odcień z bordowymi refleksami. Łzy są liczne i gęste. Alkohol jest dość wysoki - 13,5%. Zaraz po otwarciu dominuje też w nosie - dlatego warto dać temu winu pooddychać. Stopniowo otwiera się w kierunku wiśni i czerwonych porzeczek. Wychodzi też beczka (wanilia i nuty korzenne), ale nie jest nachalna i pozwala dominować owocom. W ustach mamy średnią kwasowość i bardzo miłą owocowość - wiśnie, jeżyny.Taniny są bardzo aksamitne.

Robert: Po byczej krwi spodziewałbym się nieco więcej zadziorności. Tutaj w ustach zabrakło trochę ciała i koncentracji. Ale wino jest przyjemnie owocowe, beczka nie dominuje i nie przytłacza, a jedynie spina butelkę w przemyślaną całość. W swojej cenie bardzo eleganckie i dobrze ułożone. Zdecydowanie warto. 86/100

Marta: Bardzo przyjemna i miła w obejściu butelka. Owocowość jest jej największym atutem. Delikatna, subtelna i dobrze zbalansowana kwasowość, wydobywa aromaty dojrzałej wiśni a beczka dosłownie muska smak.

Ocena - bardzo dobre.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Dzika Ca' La Bionda Valpolicella Classico 2013

Po kiepskim Amarone, czas na Valpolicellę, w lekkim wydaniu - Ca' La Bionda Valpolicella Classico 2013. Butelkę zakupiliśmy w warszawskim sklepie Wine Corner w cenie 59 zł. 

Wino jest tradycyjnym kupażem Corviny (80%), Rondinelli i Molinary. Fermentuje w stalowych zbiornikach, a przez kolejne 10 dni odpoczywa na skórkach i dojrzewa 3 miesiące w butelkach. Dzięki temu, że nie ma kontaktu z beczką, zachowuje bardzo świeży, owocowy charakter.

Transparentny czereśniowy kolor z delikatnymi fioletowymi refleksami. Jest lekkie, pozostawia tylko pojedyncze łzy (12% alkoholu). W nosie czujemy aronię, czerwoną porzeczkę i aromaty kwiatowe. W ustach wyraźnie zaznaczona kwasowość, świeże owoce, trochę cierpkich tanin w finiszu.

Robert: Valpolicella w swojej "podstawowej" wersji należy do moich ulubionych wyborów jeśli chodzi o lekkie, owocowe wina. W tej butelce ta owocowość jest ożywcza, wręcz lekko dzika, nieokiełznana. Gdybym miał pić solo, kwasowość chyba by mnie zniechęciła, ale do posiłku była idealna. 86/100

Marta: Kaczka z ananasem w żurawinowym sosie to było wyzwanie dla Valpolicelli, któremu bez wątpienia sprostała. Postaraliśmy się o ostrość sosu, którą kwaskowy kieliszek idealnie złamał. Zgadzam się, że w solowym wydaniu może nieco odstraszyć, ale należą jej się brawa za klimat, który zaprowadza przy stole!

Ocena - bardzo dobre.

piątek, 18 lipca 2014

Riesling #8 - Rieslinga Feinherb 2013 od Dr Loosena

Wróciły upały a wraz z nimi nasze poszukiwania idealnego rieslinga. Na dzisiejszą odsłonę trafia zwycięzca panelu Rieslingów do 50 zł, zorganizowanego przez Winicjatywę.

W kieliszku mamy Rieslinga Feinherb 2013 od Dr Loosena Brosa. Do zakupienia w Vivinova za 42,90 zł.

Kolor typowy jak na Rieslinga. Jasno-żółty, bardzo delikatny. Na szkle nie widać łez. Ma 10,5% alkoholu. Zapach jest czysty, elegancki, wyraźny. Czujemy jabłka, morele i melona. W smaku bardzo dobra kwasowość, która sprawia, że wino jest przyjemnie wytrawne - pomimo oznaczenia "feinherb". Dominują soczyste cytrusy o długim ładnym finiszu.

Robert: Nie dziwię się dlaczego to wino wygrało wspomniany panel degustacyjny. Takiego rieslinga szukamy. Bardzo orzeźwiający, soczysty a przy tym wysublimowany. Posmak jeszcze długo pozostaje w ustach. Zdecydowanie polecam. Z próbowanych do tej pory rieslingów jedynie 
Steinmühle prezentował podobny poziom. 88/100

Marta: Bardzo przyjemna, orzeźwiająca pozycja. Zgadzam się z Robertem, że godnie reprezentuje poziom rieslingów, aczkolwiek dla mnie osobiście nadal nie pokonała 
Steinmühle. Niezwykłe doznania pozostawia przyjemnie długi finisz, w tak ciepłe wieczory przyjemnie czuć szczypiącą kwasowość, z przeplataną słodyczą.

Ocena: bardzo dobre.

Na koniec mała podpowiedź - do końca lipca niemieckie wina w Vininova są przecenione o 25% :)

piątek, 11 lipca 2014

Langwedocja w gronie przyjaciół - Sainte Croix Magneric 2011

O winach z Langwedocji pisaliśmy już na naszym blogu kilka razy. Wczoraj wpadli do nas przyjaciele i otworzyliśmy butelkę Sainte Croix Magneric 2011 zakupioną podczas wizyty w Wejman Winebarze. Winnica Domaine Sainte Croix leży na 13 hektarach na granicy pomiędzy Langwedocją i Rousillon w miejscowości Fraissé des Corbières.

Nasza butelka jest kupażem Garnachy (60%) i Carignan (40%). Nazwa wina pochodzi od parceli, na której rosną stare krzaki Garnachy, używane do produkcji tego wina. Maceracja trwa 25-40 dni, następnie połowa wina dojrzewa w beczkach z francuskiego drewna przez 16-20 miesięcy, a pozostała część w metalowych zbiornikach przez 2 lata.

W kieliszku wino krwiste, w kolorze dojrzałych wiśni, soku z buraków. Mamy tu sporo alkoholu (14,5%), który jest ładnie wtopiony w strukturę wina i praktycznie w ogóle niewyczuwalny. Łzy na kieliszku są liczne i gęste. Zapach odurza swoją gęstością. Jest zawiesisty i głęboki. Czujemy ciemne owoce, figi, maliny i wiśniowy likier. W smaku lekko słodkawe, kwasowość jest raczej niska. W ustach czujemy wędzoną śliwkę i nuty dymne. Taniny dobrze zaznaczone, a zarazem ładnie wkomponowane w całość. Bardzo długi posmak. Ten rozciągnięty moment pozwolił rozkoszować się bukietem butelki.

Robert: Znakomite wino, warte swojej ceny 79 zł. Bogactwo aromatów i smaku. Czuję się w nim gorący i soczysty smak win z południa Europy, ale całość jest pięknie skomponowana. Nie jest to wino codzienne, ale na specjalne okazje będzie rewelacją i przekona do siebie nawet osoby, które na co dzień nie są fanami wytrawnych butelek. 88/100

Marta: Uwielbiam momenty, kiedy możemy napić się dobrego wina w gronie przyjaciół - każdy dodał coś od siebie a ci nieprzekonani do wytrawnego stwierdzili, że nie jest złe! Dla mnie wyczuwalna słodka nuta, może nawet wanilia; leśne owoce, jakieś dzikie kwiaty. Bardzo dobry wybór, sprawdzi się w gronie niewysublimowanych gustów ale i w eleganckiej scenerii.

Ocena - bardzo dobre.

piątek, 20 czerwca 2014

Riesling #7 - Cleebourg Alsace Riesling 2010 (Leclerc)

Ostatnio w Leclercu trafiliśmy na francuski tydzień. Spośród kilku win, które zostały przecenione, wybraliśmy alzackiego rieslinga za 29,99 zł (przeceniony z 55 zł). Mamy ten sam szczep, region i cenę jak w przypadku degustowanego Terres Calcaires z Lidla, dlatego porównaliśmy te dwa wina.

Dzisiejsza butelka to Cleebourg Alsace Riesling 2010. Producentem jest Cave Vinicole de Cleebourg. Winnice leżą 60 km na północ od Strasburga na zboczach Północnych Wogezów. Już w IX w. dominikanie zaczęli tam uprawiać winorośle; rosną one na iłowych, gliniastych i marglowych glebach, z ekspozycją na południe i południowy zachód.

Wino o ładnym złotym kolorze, z zielonkawymi refleksami. Zostawia na kieliszku delikatne łzy, wydaje się lekko zbudowane - ma 12% alkoholu. Aromaty są schowane, matowe. Czujemy zielone, niedojrzałe jabłka i melona. Całość jest surowa, by nie powiedzieć mineralna. W smaku fajnie zaznaczona kwasowość. Wydaje się ona tym bardziej widoczna w zniwelowanym finiszu, który utrzymuje się w rejestrze limonkowo-cytrynowym. Mamy nuty agrestu, a w tle zioła.

W porównaniu do lidlowej butelki, dzisiejsze wino wydaje się bardziej żywe i radosne. Kwasowość jest zdecydowanie wyższa, orzeźwiająca i nie pozwalająca na nudę. 

Robert: Bardzo fajny riesling! Mamy trochę (ale też nie za dużo) owoców, wyraźną kwasowość i rześkość godną tego szczepu. Jako aperitif przed wieczornym grillem sprawdził się znakomicie. Z chęcią spróbowałbym go do ryby - to mógłby być hit. Daję 86/100.

Marta: Krystaliczne i przenikliwe, z nieco zmineralizowaną kwasowością. Ale dla mnie za bardzo matowe, nie potrafię dookreślić czego właściwie mi brak. Trochę zaskoczyło mnie drażniące uczucie szczypania w język, ale taki mamy klimat! - bez wątpienia, innym razem w doskwierającym upale, spełniłby swoją orzeźwiającą rolę.

W tym pojedynku Leclerc zdecydowanie wygrywa z Lidlem.

Ocena - bardzo dobre.

niedziela, 15 czerwca 2014

Francja z Lidla #3 - Château Andron Blanquet 2007

Musimy przyznać, że nadal podchodzimy do Bordeaux z pewnym szacunkiem należnym legendzie. Trochę jest w nim respektu, trochę obaw, nieco dystansu. Przede wszystkim zdajemy sobie sprawę z faktu, że klucz do Bordeaux leży też w jego cenie, a jako że nie jesteśmy w chińskiej przewadze "kolekcjonerów=inwestorów" i nie możemy zaliczyć je do naszych luksusowych rozrywek, rzadko zdarza się sięgać po dobre butelki. 
Możliwości mamy mniejsze od azjatyckich przedsiębiorców ale ostatnio korzystając z promocji, kupiliśmy Château Andron Blanquet Saint-Estèphe Cru Bourgeois 2007 (butelkę przeceniono o połowę ceny).

Leżący na lewym brzegu Żyrondy region Médoc śmiało może być nazywany mekką fanów wina. Takie nazwy jak Lafite, Latour czy Mounton stały się synonimem bajecznie drogich win, zwykle niedostępnych przeciętnemu człowiekowi. Saint-Estèphe to leżąca najbardziej na północ i najmniej ceniona z czterech głównych apelacji Médoc (obok Pauillac, Saint-Julien i Margaux). Wina z Saint-Estèphe są uważane za mało eleganckie, pozbawione finezji, chłopskie i kanciaste. W porównaniu do leżącego na południe Pauillac są zwykle twardsze, bardziej taniczne, co prawda aromatyczne, ale o wątlejszym ciele. 

Château Andron Blanquet leży na południowo-wschodnim krańcu Saint-Estèphe i graniczy z chyba najbardziej znaną winnicą tej apelacji: Château Cos d`Estournel. Dominują tutaj żwiry leżące na twardym, obfitującym w żelazo piaskowcu. W butelce mamy typowy dla Médoc kupaż: Cabernet Sauvignon, Merlot i Cabernet Franc.

Wino jest w kolorze ciemnych wiśni. Głębokie, niemal czarne z delikatnie różową obręczą i ładnymi łzami (13% alkoholu). Aromatyczne - czujemy porzeczkę, paprykę (ewidentny wpływ Cabernet Sauvignon), ale też nuty pieprzne i roślinne. Zapach jest gęsty, pełny, tłusty, niemal daje się pochwycić w palce. W smaku za to niezbyt rozbudowane. Czujemy kwaskowate owoce z dobrze wtopnionymi taninami. W tle ładnie komponują się delikatne nuty ziemiste.

Robert: W tym winie nie chodzi o epatowanie owocami, czy o nadmierną agresywność tanin. Kluczem jest za to balans i harmonia. Każdy kieliszek roztacza przed nami nowe odcienia i barwy. Szkoda je pić, skoro sam zapach upaja. Bordeaux nie są moimi ulubionymi winami, ale uczę się cenić ich klasę - 87/100.

Marta: Nigdy (chyba!) nie zostanę wielką fanką Bordeaux, bo do tego potrzeba pasji i cierpliwości, a ja wino traktuję jak przygodę a nie sztukę życia. Kiedyś czytałam, że azjatyccy turyści biorą Bordeaux za iPhona czy inną nowinkę technologiczną, którą trzeba po prostu mieć. Ja inwestorem nie jestem, chciałabym jednak nauczyć się doceniać tę elegancję i umieć z nią sobie poradzić...
Czuję przewagę zapachu nad smakiem. Jak na Bordeaux i moje obawy, chyba brak mu ciężkości i dlatego warzywne klimaty nie mają możliwość rażenia przesytem. Stąd spodobała mi się jego aromatyczność i optymalny poziom rustykalizmu. 

Zdecydowanie warto je spróbować zwłaszcza, że nieczęsto zdarza się okazja, by napić się 7-letniego Bordeaux w takiej cenie.

Ocena - bardzo dobre.

czwartek, 12 czerwca 2014

Riesling #6 - Steinmühle Riesling Trocken 2012

Rowery to nasza wieloletnia pasja, staramy się poświęcać jej każdą wolną chwilę. Zdarza się, że po pracy potrafimy godzinami zwiedzać warszawskie dzielnice, dziś padło na Wawer a potem Międzylesie, zielone uliczki i stylizowany "nadmorski klimat" przypadł nam do gustu. Po długiej wycieczce sięgnęliśmy po coś orzeźwiającego. Wybór padł na degustację kolejnego rieslinga - Steinmühle Riesling Trocken 2012. Wcześniej mieliśmy już możliwość spróbować słodkiej wersji od tego producenta, i wypadła całkiem przyjemnie.

W kieliszku wino w kolorze jasnozłotym, z ładnym połyskiem i bez łez. Butelka ma 12,5% alkoholu, ale wino jest lekkie i świeże. Zapach nie jest intensywny, wręcz skąpy i schowany. Zdominowany przez tropikalne owoce - głównie melona. Czujemy też nuty gruszkowe, a w tle delikatną pieprzną ostrość. W ustach dobrze zaznaczona, orzeźwiająca kwasowość. Rozpoznajemy limonkę i kwaśne jabłka. Całość zakończona słonawo-gorzkawym finiszem. 

Zapach nie wybija się nadmiernie, smak choć przyjemny, pozbawiony jest niuansów. To wino jest jednak pełne klasy - ma to coś czego szuka się w rieslingu: dobrą kwasowość, orzeźwienie, lekkość i żwawość.

Robert: Najlepszy ze smakowanych tej wiosny rieslingów. Dobry balans kwasowości i owoców. Wino mnie nie znużyło, każdy kieliszek cieszył jeszcze bardziej, co w białych jest rzadkością. Kojarzy się z kruchym zielonym jabłkiem, cierpkim, pełnym kwaskowego soku, ale też podszytego słodyczą. Daję 87/100.

Marta: Przyjemny i kwasowy; wysiłek producenta powinien być doceniony. Jestem fanką rieslingów, ten może ma trochę za krótki finisz, ale takie rozwiązanie dodaje mu lekkości i soczystości. Zachowuje dobre proporcje i dzięki temu tak dobrze się sprawdza.

Butelkę kupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 42 zł.

Ocena - bardzo dobre.


sobota, 7 czerwca 2014

Z prezydenckiego stołu - Kaitui Sauvignon Blanc 2013

Markus Schneider nazwał swojego sauvignon blanc: Kaitui (krawiec), co jest tłumaczeniem jego nazwiska na język maoryski. Krzewy, na których rosną winogrona użyte do produkcji tego wina sprowadził właśnie z ojczyzny Maorysów - Nowej Zelandii. Do ciekawostek należy informacja, że Angela Merkel częstowała tym winem Baracka Obamę w czasie jego wizyty w Berlinie. Podczas naszej ubiegło-weekendowej wizyty u Wojtka w Winnym Garażu, dostaliśmy butelkę tego wina na spróbowanie (w regularnej sprzedaży pojawi się już za 1-2 tygodnie, w cenie ok. 50 zł). Sprawdziliśmy młodszy rocznik, niż ten którym był przyjęty President of United States.
 picture source: detroidnews.com

Wino w kolorze białego złota, delikatnie mieniące się żółtymi refleksami. Na szle pozostawia wyraźne łzy, ma 12,5% alkoholu. W nosie zaraz po otwarciu dominują nuty marakui, w tle czujemy grejpfruta. Zapach bardzo przyjemny, orzeźwiający i owocowy.

To młode wino (rocznik 2013) jest pełne młodzieńczej werwy i świeżości. W smaku zachowana jest dobra kwasowość, szczypiąca w język i sprawiająca wrażenie, jakby wino było delikatnie gazowane. Rozpoznajemy grejpfruta, limonkę i nieco gruszki. Finisz jest lekko gorzkawy, co dobrze równoważy wspomnianą kwasowość.

Robert: Wino trochę jednowymiarowe, dominuje w nim nieposkromiona owocowość. W tym przypadku nie jest to dla mnie wada. Wyróżnia go większa otwartość niż u jego nowozelandzkich krewnych. W tak upalne popołudnie świetnie się sprawdza zamiast zimnego piwa. Podsumowując daję mu 87/100.

Marta: Egzotyka od początku do końca. Bardzo przypadła mi do gustu, od takich butelek uczę się stopniowania napięcia. Zapach sugeruje słodkie tropikalne owoce, smak zaskakuje kwasowością a finisz pozostawia na długo orzeźwienie i świeżość.
Bardzo przyjemna pozycja.

Ciekawe jak smakowało Obamie... Ta butelka to wino skrojone na naszą miarę. Kwasowość orzeźwia, gorzki finisz dobrze ją kontruje, a całość jest poskładana i pasuje jak ulał :) 

Ocena - bardzo dobre.

wtorek, 3 czerwca 2014

Winne Wtorki - Vinho Verde Quinta de Gomariz Loureiro

Temat dzisiejszych Winnych Wtorków to Vinho Verde (czyli Zielone Wino), gatunek wina cieszący się w Polsce coraz większą popularnością. Pochodzi z północnej Portugalii, z regionu Minho. Podstaw jego sukcesu możemy upatrywać w bąbelkach, przystępnej cenie, cukrze resztkowym i Biedronce :) 

Vinho Verde w swojej białej odsłonie (produkowane jest również w czerwonej postaci) powinno być winem lekkim, średnioaromatycznym, delikatnie gazowanym i orzeźwiającym. Wytwarzane jest najczęściej z autochtonicznych portugalskich szczepów - alvarinho lub rzadziej loureiro. Sama nazwa wina nawiązuje do młodości, sugerując, że powinno się je pić jak najszybciej po wytworzeniu. Ale można doszukać się również nut negatywnych, wskazujących na częstą niedojrzałość wina i jego zbyt agresywną kwasowość.

Nasz wybór padł na Quinta de Gomariz Loureiro Colheita Seleccionada 2012. W cenie 35 zł dostępne jest w Winnicach Południa. Kupując je "ostrzegano" nas, że nie jest to typowe Vinho Verde. Rzeczywiście bardzo nas zaskoczyło.

Wino w kolorze jasno złotym z zielonymi refleksami. Jest lekkie, nie zostawia na szkle łez (11,5% alkoholu). Przy tych winach zasadą jest by podawać je mocno schłodzone. Tak też początkowo zrobiliśmy. Pachniało wtedy jabłkami, w smaku było mocno kwaskowe, orzeźwiające, ale płytkie i krótkie. Bąbelki były niemal niewyczuwalne. Jednak dopiero gdy wino się ociepliło pokazało pełnię swojej klasy. W nosie pojawiły się nuty owoców tropikalnych (limonka, melon), delikatne aromaty miodu i drożdży. W smaku kwasowość złagodniała, wreszcie można było poczuć cukier resztkowy (jest go 6,8 g./litr). Finisz jest lekko słonawy, czy też mineralny (ups!). Czujemy nuty brzoskwiń i gruszek. 

Robert: Totalne zaskoczenie. Spodziewałem się, że będziemy zmuszeni pić jakieś kwaskowe, nieciekawe wino. Tymczasem degustowaliśmy butelkę, która nie ma czego się wstydzić. Wino jest wciąż rześkie i lekkie, ale ma głębię i dobry balans pomiędzy kwasowością i słodyczą. Smakowałoby jeszcze lepiej, gdyby za oknem był upał, ale i tak daję 85/100.

Marta: W kieliszku krople jak po ulewie, ostają się na oknie. Zbalansowane, nieprzytłaczające, delikatnie radosne i przyjemne w degustacji. Nie chcę powiedzieć, że kieliszek uzależnia, bo może to źle zabrzmieć, ale na pewno jest miłym towarzyszem. Zasłużona bardzo dobra ocena.

Wino nauczyło nas pokory w spotkaniu ze stereotypami. Zamiast spodziewanego płytkiego kwasiora mamy ładnie zbudowane i ciekawie poprowadzone wino. Pozytywne, miłe zaskoczenie.

Ocena - bardzo dobre.

Pozostali blogerzy prezentują:
Winniczek -  Muralhas de Moncao Vinho Verde 2013 
Czerwone czy białe - Quinta do Burgo Vingo Verde
Winne przygody - Quinta de Lourosa Blue Ocean
Białe nad Czerwonym - Anjos Vinho Verde 2012
Winiacz - Adega de Monção 2013 DOC Vinho Verde
 

czwartek, 22 maja 2014

Klasyka - Chianti Classico Castello di Verrazzano 2011

Jest okazja, więc nadszedł moment, aby otworzyć butelkę Chianti Classico Castello di Verrazzano 2011.

Jak podaje kontretykieta winiarstwo w Verrazzano sięga aż XI w. Sam zamek od którego pochodzi nazwa winnicy leży na wzniesieniu w okolicy Grave. Winnica obejmuje swoim zasięgiem 52 hektary leżące na wysokości 300-400 m.n.p.m. To chianti zawiera w sobie, oczywiście oprócz nieodzownego sangiovese, domieszkę canaiolo. Wino podlega fermentacji w kontrolowanej temperaturze, a następnie maceracji przez 10-14 dni. Dojrzewanie odbywa się we francuskich beczkach przez 12 m-cy i przez kolejne 4 m-ce w butelkach. 

Wino ma czysty kolor dojrzałych czereśni z fioletowym pobłyskiem i delikatnie jaśniejszą obręczą. Jest transparentne i zostawia na szkle ładnie spływające, gęste łzy (ma 14% alkoholu). Początkowo nos nie jest intensywny. Wino wymaga przewietrzenia i pooddychania. Wówczas pojawiają się nuty drzewne, zielone. Stopniowo smak staję się coraz bogatszy. Czujemy wiśni z pestkami, nieco likieru wiśniowego, malin i ziół. Mamy też aromaty beczkowe - czekolada i wanilia. Zapach jest złożony, z każdym kolejnym kieliszkiem możemy znaleźć nowe aromaty i wrażenia.

Smak najpierw kwaskowy, z gorzkawą końcówką. Później staje się bardziej zaokrąglony. Na wierzch wypływa delikatna wiśniowa słodycz. Taniny początkowo szorstkie i wypełniające całe usta, stopniowo wtapiają się w całość. Wino staje się zaokrąglone, beczka nie przytłacza, dobrze podbija owocową świeżość sangiovese.

Robert: Wino mogące być archetypem chianti. Wszystko jest w idealnych proporcjach - radosne owoce, zadziorne taniny, świeża kwasowość, a nawet piękna stylizowana etykieta. Pełna gama zapachów i smaków połączone w całość jak idealna muzyczna kompozycja. Gra mi w ciele jeszcze długo po wypiciu i domaga się 87/100.

Marta: Klasyczna elegancja z pasjonującym zapachem, który zostawia nawet długo po delikatną ostrość w nosie. Piękny fioletowy połysk, który wprowadza smakowe doznania dobrego chianti. Zaspokoi te niewymagające gusta, a dla tych którzy poszukują klasyki w klasyce stanie się godnym uwagi przystankiem. 85/100

Dobry balans owocu i beczki. Wino od święta i na co dzień. Dobre solo i do posiłku. Gdyby nie cena - ok. 75 zł w Winnicach Południa i w podobnej cenie w innych winiarniach - sięgalibyśmy po nie częściej.

Ocena - bardzo dobre.

poniedziałek, 12 maja 2014

Nowy Świat w Biedronce #2 - Greyrock Hawke`s Bay Sauvignon Blanc

Weekend upłynął zdecydowanie pod znakiem białego wina. Wczoraj smakowaliśmy rieslinga, a dziś otworzyliśmy drugą z butelek zakupionych w Biedronce w ramach promocji Nowego Świata - nowozelandzkie Greyrock Hawke`s Bay Sauvignon Blanc 2013.

Już kiedyś pisaliśmy,że sauvignon blanc daje na Wyspach wyjątkowe wina. Trudno jednak kupić je za rozsądną cenę. Dlatego oferta Biedronki jest warta uwagi, bo samo wino dostępne jest za jedyne 24,99 zł. Dodatkowo zdobyło już uznanie na Winicjatywie, więc sporo od niego oczekiwaliśmy...

Ta butelka pochodzi, jak sama nazwa wskazuje i na co zwrócił uwagę Mariusz - dzięki :) - z uprawy leżącej w regionie Hawke`s Bay, na wybrzeżu północnej nowozelandzkiej ziemi.

Wino ma delikatny, niemal bezbarwny kolor z lekkimi słonecznymi odblaskami. Łzy są niedostrzegalne. Gdy jednak winem zakręcimy i wsadzimy nos do kieliszka, nasze zmysły atakują nuty południowych owoców. Czujemy marakuję, melona - jakbyśmy przenieśli się na targ i spacerowali pomiędzy straganami pełnymi świeżych, soczystych owoców.

Smak jest nieco zaskakujący. Dość oszczędny, z dobrze zarysowaną kwasowością i dozą goryczy przypominającą czerwonego grejpfruta. To właśnie ten posmak czujemy w finiszu. Całość jest bardzo orzeźwiająca. Wino sprawdziłoby się jako towarzysz wiosennego pikniku na pełnej słońca łące, ale też jako towarzysz do dań rybnych, czy nawet tajskich.

Robert: Przyznaję się, że picie drugi dzień z rzędu białego wina to dla mnie trochę za wiele. Tęsknię już do tanin, ale czego się nie robi dla ukochanej osoby :). Potrafię też docenić klasę tej butelki. To wino ma swój styl, jest fajnie zbudowane i konsekwentne w każdym aspekcie. 84/100

Marta: Pierwszy raz mogę powiedzieć, że wino opowiedziało mi historię. Ja wiem wiem, że to daleka Nowa Zelandia, ale ja byłam w tajlandzkiej bajce, pełnej egzotycznych smaków i zapachów. Nie mogę pozbyć się wrażenia pociągającej pasji i nie ważne jak to brzmi: słodyczy, cierpkości a zarazem kwasowości mango. Robert niech nie przesadza z tym poświęceniem, z drugiej strony wyszło i mu na dobre! 87/100.

W swojej cenie (24,99 zł) sauvignon blanc z Nowej Zelandii to prawdziwy biały kruk.

Ocena całościowa - bardzo dobre.