Nic tak nie odpręża po ciężkim dniu, jak proste, nieskomplikowane bąbelki. W kieliszkach znalazło się Nani Rizzi Prosseco Frizzante, które zakupiliśmy za 29 zł w Winnym Garażu.
Prosseco to dobry wybór na lato - w Polsce cieszący się coraz większą popularnością. Niestety za tym popytem idzie też fala kiepskiej jakości win, która zalewa rynek. Kiedy chce się spróbować najwyższej klasy Prosseco, warto sięgnąć na przykład do win z prestiżowej apelacji Superiore Valdobbiàdene (takiego oznaczenia szukajcie na etykiecie).
W kieliszku bardzo delikatny, słomkowy kolor. Jest typem frizzante, stąd niski poziom bąbelków, które szybko znikają po nalaniu. W nosie czujemy melona i leżące długo na słońcu jabłka. Zapach jest bardzo ulotny, ale jednocześnie świeży i rześki. W smaku pierwsze wrażenie gorzkawe, potem przechodzi w lekką, nieco landyrnkową słodycz. Bardzo radosne, choć trudno określić jakiś jeden dominujący smak.
Robert: Prosseco w tej cenie ma przede wszystkim orzeźwiać - w tej roli sprawdziło się znakomicie. Nie chcę tego wina oceniać w punktach, bo nie o to w nim przecież chodzi. Ważne, że po prostu znakomicie smakowało w ten wieczór.
Marta: Przychodzą takie dni, gdy nie oczekujemy od wina eksplozji smaków, czy wielowymiarowości. Doceniamy prostotę, lekkość i bąbelkową nonszalancję.
Ocena - dobre.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winny Garaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winny Garaż. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 lipca 2014
wtorek, 17 czerwca 2014
Organiczne Winne Wtorki - Falcata Bio 2012
Dzisiejszy winno-wtorkowy tematu padł ofiarą naszej propozycji. Postawiliśmy na wina organiczne. Wśród bloggerów pojawiła się krótka dyskusja, która potwierdziła że pojęcie "wina organicznego" ma wielorakie znaczenie.
Mówiąc najprościej są to wina, przy których produkcji nie stosuje się produktów chemicznych tj. nawozów czy środków owadobójczych. Podczas winifikacji nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego, a siarka dozwolona jest w ilości znacznie mniejszej niż w "normalnym" winiarstwie. Istnieją organizacje (Agrocert, Aclave czy Ecocert), które nadają specjalne certyfikaty winnicom, jakie przestrzegają powyższych zasad. Co ciekawe nazwa "wino organiczne" została dopuszczona do używania w Unii Europejskiej dopiero w 2012 r. Istnieje też odrębna kategoria win biodynamicznych, które idą jeszcze krok dalej. Winnice traktuje się wtedy jak żywy organizm, do nawożenia używa się produktów wytworzonych wewnątrz gospodarstwa, zaś przy uprawie ważną rolę odgrywają m.in. fazy księżyca. Przy całej tej tematyce nasuwa się pytanie: jaka jest granica prawdy pomiędzy "zielonym" marketingiem, a rzeczywistą troską o środowisko...
Jedno jest pewne, wina organiczne to ciekawy trend, który na pewno będzie się cieszył coraz większą popularnością.
Wybrana przez nas butelka to Falcata Bio 2012 z winnicy Pago Gran Casa (DO Valencia), położonej na 50 hektarach, ok. 50 km na południe od Walencji, na wysokości 530 m.n.p.m. Butelkę zakupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 33 zł.
Falcata to nazwa starego Iberyjskiego miecza. Jej długość odpowiadała ramieniu wojownika, który był grzebany razem z nią po śmierci. Butelka stanowi kupaż Garnachy, Syrah, Monastrell, z niewielką ilością starannie wyselekcjonowanego Merlota. Fermentacja i maceracja następuje w stalowych zbiornikach w kontrolowanej temperaturze. Każdy szczep fermentuje osobno, na jego naturalnym osadzie. Dodatkowo, część wina przez trzy miesiące dojrzewa w beczkach. Na sam koniec, jeszcze przed wypuszczeniem na rynek, odpoczywa w butelkach przez kolejny kwartał.
W kieliszku piękny burgundowy kolor z fioletowymi refleksami. Jest delikatnie transparentne i pozostawia na kieliszku rzadkie łzy. Ma 14% alkoholu, ale bardzo ładnie wtopionego w strukturę wina. W zapachu ulotne, z delikatnymi nutami wanilii i żywicy, ale stanowiącej jedynie tło radosnej i świeżej śliwkowej owocowości. Soczyście kwaskowe, jagodowe, z łagodnymi taninami i lekko metalicznym posmakiem.
Robert: Hiszpania w niedocenianej przez nas Polaków postaci. Nie ma tutaj przytłaczającej i pokrywającej wszystko beczki. Jej aromaty stanowią tylko ładne tło i dopełnienie owoców. Całość jest lekka i rześka. Może brakuje trochę koncentracji, ale w letni wieczór przymykam na to oko i daję 85/100.
Marta: Czuję suszone zioła, zapach świeżo ściętego drzewa. Zaraz dostanie mi się, za to że koloru nie można wyczuć nosem, ale nasuwają mi się skojarzenia soczystej, trawiastej zieleni. Zostawia ona przenikliwe doznania, nawet trochę drażni. Smak wzbogaca się nieco słodyczą, czuję ciemne, leśne owce, które całości dodają rześkości. Przyjemna, organiczna pozycja.
Ocena - dobre+.
Jakie wina organiczne popijali inni:
Winiacz - Parra Jimenez Demeter Syrah 2013
Czerwone czy białe - Mont'Albanno Grillo 2012
Mówiąc najprościej są to wina, przy których produkcji nie stosuje się produktów chemicznych tj. nawozów czy środków owadobójczych. Podczas winifikacji nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego, a siarka dozwolona jest w ilości znacznie mniejszej niż w "normalnym" winiarstwie. Istnieją organizacje (Agrocert, Aclave czy Ecocert), które nadają specjalne certyfikaty winnicom, jakie przestrzegają powyższych zasad. Co ciekawe nazwa "wino organiczne" została dopuszczona do używania w Unii Europejskiej dopiero w 2012 r. Istnieje też odrębna kategoria win biodynamicznych, które idą jeszcze krok dalej. Winnice traktuje się wtedy jak żywy organizm, do nawożenia używa się produktów wytworzonych wewnątrz gospodarstwa, zaś przy uprawie ważną rolę odgrywają m.in. fazy księżyca. Przy całej tej tematyce nasuwa się pytanie: jaka jest granica prawdy pomiędzy "zielonym" marketingiem, a rzeczywistą troską o środowisko...
Jedno jest pewne, wina organiczne to ciekawy trend, który na pewno będzie się cieszył coraz większą popularnością.
Wybrana przez nas butelka to Falcata Bio 2012 z winnicy Pago Gran Casa (DO Valencia), położonej na 50 hektarach, ok. 50 km na południe od Walencji, na wysokości 530 m.n.p.m. Butelkę zakupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 33 zł.
Falcata to nazwa starego Iberyjskiego miecza. Jej długość odpowiadała ramieniu wojownika, który był grzebany razem z nią po śmierci. Butelka stanowi kupaż Garnachy, Syrah, Monastrell, z niewielką ilością starannie wyselekcjonowanego Merlota. Fermentacja i maceracja następuje w stalowych zbiornikach w kontrolowanej temperaturze. Każdy szczep fermentuje osobno, na jego naturalnym osadzie. Dodatkowo, część wina przez trzy miesiące dojrzewa w beczkach. Na sam koniec, jeszcze przed wypuszczeniem na rynek, odpoczywa w butelkach przez kolejny kwartał.
W kieliszku piękny burgundowy kolor z fioletowymi refleksami. Jest delikatnie transparentne i pozostawia na kieliszku rzadkie łzy. Ma 14% alkoholu, ale bardzo ładnie wtopionego w strukturę wina. W zapachu ulotne, z delikatnymi nutami wanilii i żywicy, ale stanowiącej jedynie tło radosnej i świeżej śliwkowej owocowości. Soczyście kwaskowe, jagodowe, z łagodnymi taninami i lekko metalicznym posmakiem.
Robert: Hiszpania w niedocenianej przez nas Polaków postaci. Nie ma tutaj przytłaczającej i pokrywającej wszystko beczki. Jej aromaty stanowią tylko ładne tło i dopełnienie owoców. Całość jest lekka i rześka. Może brakuje trochę koncentracji, ale w letni wieczór przymykam na to oko i daję 85/100.
Marta: Czuję suszone zioła, zapach świeżo ściętego drzewa. Zaraz dostanie mi się, za to że koloru nie można wyczuć nosem, ale nasuwają mi się skojarzenia soczystej, trawiastej zieleni. Zostawia ona przenikliwe doznania, nawet trochę drażni. Smak wzbogaca się nieco słodyczą, czuję ciemne, leśne owce, które całości dodają rześkości. Przyjemna, organiczna pozycja.
Ocena - dobre+.
Jakie wina organiczne popijali inni:
Winiacz - Parra Jimenez Demeter Syrah 2013
Czerwone czy białe - Mont'Albanno Grillo 2012
czwartek, 12 czerwca 2014
Riesling #6 - Steinmühle Riesling Trocken 2012
Rowery to nasza wieloletnia pasja, staramy się poświęcać jej każdą wolną chwilę. Zdarza się, że po pracy potrafimy godzinami zwiedzać warszawskie dzielnice, dziś padło na Wawer a potem Międzylesie, zielone uliczki i stylizowany "nadmorski klimat" przypadł nam do gustu. Po długiej wycieczce sięgnęliśmy po coś orzeźwiającego. Wybór padł na degustację kolejnego rieslinga - Steinmühle Riesling Trocken 2012. Wcześniej mieliśmy już możliwość spróbować słodkiej wersji od tego producenta, i wypadła całkiem przyjemnie.
W kieliszku wino w kolorze jasnozłotym, z ładnym połyskiem i bez łez. Butelka ma 12,5% alkoholu, ale wino jest lekkie i świeże. Zapach nie jest intensywny, wręcz skąpy i schowany. Zdominowany przez tropikalne owoce - głównie melona. Czujemy też nuty gruszkowe, a w tle delikatną pieprzną ostrość. W ustach dobrze zaznaczona, orzeźwiająca kwasowość. Rozpoznajemy limonkę i kwaśne jabłka. Całość zakończona słonawo-gorzkawym finiszem.
Zapach nie wybija się nadmiernie, smak choć przyjemny, pozbawiony jest niuansów. To wino jest jednak pełne klasy - ma to coś czego szuka się w rieslingu: dobrą kwasowość, orzeźwienie, lekkość i żwawość.
Robert: Najlepszy ze smakowanych tej wiosny rieslingów. Dobry balans kwasowości i owoców. Wino mnie nie znużyło, każdy kieliszek cieszył jeszcze bardziej, co w białych jest rzadkością. Kojarzy się z kruchym zielonym jabłkiem, cierpkim, pełnym kwaskowego soku, ale też podszytego słodyczą. Daję 87/100.
Marta: Przyjemny i kwasowy; wysiłek producenta powinien być doceniony. Jestem fanką rieslingów, ten może ma trochę za krótki finisz, ale takie rozwiązanie dodaje mu lekkości i soczystości. Zachowuje dobre proporcje i dzięki temu tak dobrze się sprawdza.
Butelkę kupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 42 zł.
Ocena - bardzo dobre.
sobota, 7 czerwca 2014
Z prezydenckiego stołu - Kaitui Sauvignon Blanc 2013
Markus Schneider nazwał swojego sauvignon blanc: Kaitui (krawiec), co jest tłumaczeniem jego nazwiska na język maoryski. Krzewy, na których rosną winogrona użyte do produkcji tego wina sprowadził właśnie z ojczyzny Maorysów - Nowej Zelandii. Do ciekawostek należy informacja, że Angela Merkel częstowała tym winem Baracka Obamę w czasie jego wizyty w Berlinie. Podczas naszej ubiegło-weekendowej wizyty u Wojtka w Winnym Garażu, dostaliśmy butelkę tego wina na spróbowanie (w regularnej sprzedaży pojawi się już za 1-2 tygodnie, w cenie ok. 50 zł). Sprawdziliśmy młodszy rocznik, niż ten którym był przyjęty President of United States.
Wino w kolorze białego złota, delikatnie mieniące się żółtymi refleksami. Na szle pozostawia wyraźne łzy, ma 12,5% alkoholu. W nosie zaraz po otwarciu dominują nuty marakui, w tle czujemy grejpfruta. Zapach bardzo przyjemny, orzeźwiający i owocowy.
To młode wino (rocznik 2013) jest pełne młodzieńczej werwy i świeżości. W smaku zachowana jest dobra kwasowość, szczypiąca w język i sprawiająca wrażenie, jakby wino było delikatnie gazowane. Rozpoznajemy grejpfruta, limonkę i nieco gruszki. Finisz jest lekko gorzkawy, co dobrze równoważy wspomnianą kwasowość.
Robert: Wino trochę jednowymiarowe, dominuje w nim nieposkromiona owocowość. W tym przypadku nie jest to dla mnie wada. Wyróżnia go większa otwartość niż u jego nowozelandzkich krewnych. W tak upalne popołudnie świetnie się sprawdza zamiast zimnego piwa. Podsumowując daję mu 87/100.
Marta: Egzotyka od początku do końca. Bardzo przypadła mi do gustu, od takich butelek uczę się stopniowania napięcia. Zapach sugeruje słodkie tropikalne owoce, smak zaskakuje kwasowością a finisz pozostawia na długo orzeźwienie i świeżość.
Bardzo przyjemna pozycja.
Ciekawe jak smakowało Obamie... Ta butelka to wino skrojone na naszą miarę. Kwasowość orzeźwia, gorzki finisz dobrze ją kontruje, a całość jest poskładana i pasuje jak ulał :)
Ocena - bardzo dobre.
![]() |
picture source: detroidnews.com
|
Wino w kolorze białego złota, delikatnie mieniące się żółtymi refleksami. Na szle pozostawia wyraźne łzy, ma 12,5% alkoholu. W nosie zaraz po otwarciu dominują nuty marakui, w tle czujemy grejpfruta. Zapach bardzo przyjemny, orzeźwiający i owocowy.
To młode wino (rocznik 2013) jest pełne młodzieńczej werwy i świeżości. W smaku zachowana jest dobra kwasowość, szczypiąca w język i sprawiająca wrażenie, jakby wino było delikatnie gazowane. Rozpoznajemy grejpfruta, limonkę i nieco gruszki. Finisz jest lekko gorzkawy, co dobrze równoważy wspomnianą kwasowość.
Marta: Egzotyka od początku do końca. Bardzo przypadła mi do gustu, od takich butelek uczę się stopniowania napięcia. Zapach sugeruje słodkie tropikalne owoce, smak zaskakuje kwasowością a finisz pozostawia na długo orzeźwienie i świeżość.
Bardzo przyjemna pozycja.
Ciekawe jak smakowało Obamie... Ta butelka to wino skrojone na naszą miarę. Kwasowość orzeźwia, gorzki finisz dobrze ją kontruje, a całość jest poskładana i pasuje jak ulał :)
Ocena - bardzo dobre.
sobota, 3 maja 2014
Majówkowy Steinmühle Riesling Spätlese 2012
Podczas majówkowej wycieczki rowerowej do Góry Kalwarii, w pewnym momencie zjechaliśmy ze szlaku i wpadliśmy na niesamowite miejsce - Winny Garaż. Trudno stwierdzić co urzekło nas bardziej: czy to położenie na obrzeżach sennej miejscowości Dobiesz; czy właściciel - Pan Wojtek - sympatyczny winoman z pasją we krwi? Warto wspomnieć też o sporym wyborze win w niedostępnych w Warszawie cenach; no i najważniejsze trojgu czworonożnych "stróżach" posesji :)
Kluczem jest chyba sama koncepcja sprzedaży wina w przydomowym garażu. Takie miejsce, leżące trochę "nie po drodze" ma swój wielki urok.
Winny Garaż specjalizuje się m.in w imporcie win niemieckich. W związku z tym, że byliśmy rowerami i mieliśmy przed sobą jeszcze ponad 30 km trasy nie poszaleliśmy, ale do plecaka udało się upchnąć jedną butelkę rieslinga. Po przyjeździe do domu plecy wołały o ratunek, ale nasze poświęcenie się opłaciło.
Riesling to szczep, z którego słyną nasi zachodni sąsiedzi. O jego charakterze decyduje wysoka kwasowość. To ona pozwala wyprodukować półsłodkie, czy nawet słodkie wina, będące jednocześnie żywymi i orzeźwiającymi. Do tej pory gustowaliśmy w rieslingach w wersji wytrawnej. Ale wiosna sprzyja eksperymentom i skusiliśmy się na coś słodszego.
Steinmühle Riesling Spätlese 2012. Spätlese oznacza "późny zbiór". Winiarz zdecydował się na pozostawienie dojrzałych winogron nieco dłużej na krzakach, aby wytworzyły one więcej cukru i tym samym dały słodsze wino.
W kieliszku wino ma słomkowy kolor z ładnym połyskiem. Mimo wysokiej zawartości cukru (60 g./litr) butelka ma jedynie 9,5% alkoholu - nie zostawia w kieliszku łez. Dominują aromaty jabłek i gruszek. Zapach jest dość oszczędny, ale czujemy też nieco aromatów kwiatowych. Gdy wino się ociepli można znaleźć również cytrusy.
W ustach wino jest bardzo ładnie ułożone. Wysoka kwasowość znakomicie współgra ze słodyczą. Mamy tutaj nuty soczystych, ale jeszcze nie do końca dojrzałych jabłek i trochę miodu. Cukier zupełnie nie przytłacza, a kwasowość dalej orzeźwiającą lekkość.
Robert: To wino może sprawić, że będziecie chcieli wejść głębiej w świat rieslinga. Nie znam szczepu, który mimo takiego poziomu cukru, dawałby frajdę z picia rześkiego wina. Mnie, fana ciężkich win czerwonych, ta butelka uwiodła. Daję 86/100 i nie mogę się doczekać kiedy podjadę samochodem po większy zapas.
Marta: Ja odnajduję się właśnie w takich klimatach. Takie wino zabrałabym ze sobą w każdą wiosenną podróż, lekkie ale i słodkie, proste ale niebanalne. Nasze poszukiwania Reslingów uważam za otwarte. 84/100.
Riesling to szczep, który do sporej gamy różnorodnych potraw. My długo szukaliśmy wina, które współgrałoby z jednym z naszych ulubionych dań - ryby z patelni z sosem chrzanowo-koperkowym. Jego słodycz przełamała ostrość sosu, a kwasowość ładnie skomponowała się z samą rybą. W cenie 39 zł mamy ładnie ułożone wino, idealne zarówno do wypicia jako orzeźwienie w ciepły wieczór jak i dodatek do dań.
Kluczem jest chyba sama koncepcja sprzedaży wina w przydomowym garażu. Takie miejsce, leżące trochę "nie po drodze" ma swój wielki urok.
Winny Garaż specjalizuje się m.in w imporcie win niemieckich. W związku z tym, że byliśmy rowerami i mieliśmy przed sobą jeszcze ponad 30 km trasy nie poszaleliśmy, ale do plecaka udało się upchnąć jedną butelkę rieslinga. Po przyjeździe do domu plecy wołały o ratunek, ale nasze poświęcenie się opłaciło.
Riesling to szczep, z którego słyną nasi zachodni sąsiedzi. O jego charakterze decyduje wysoka kwasowość. To ona pozwala wyprodukować półsłodkie, czy nawet słodkie wina, będące jednocześnie żywymi i orzeźwiającymi. Do tej pory gustowaliśmy w rieslingach w wersji wytrawnej. Ale wiosna sprzyja eksperymentom i skusiliśmy się na coś słodszego.
Steinmühle Riesling Spätlese 2012. Spätlese oznacza "późny zbiór". Winiarz zdecydował się na pozostawienie dojrzałych winogron nieco dłużej na krzakach, aby wytworzyły one więcej cukru i tym samym dały słodsze wino.
W ustach wino jest bardzo ładnie ułożone. Wysoka kwasowość znakomicie współgra ze słodyczą. Mamy tutaj nuty soczystych, ale jeszcze nie do końca dojrzałych jabłek i trochę miodu. Cukier zupełnie nie przytłacza, a kwasowość dalej orzeźwiającą lekkość.
Robert: To wino może sprawić, że będziecie chcieli wejść głębiej w świat rieslinga. Nie znam szczepu, który mimo takiego poziomu cukru, dawałby frajdę z picia rześkiego wina. Mnie, fana ciężkich win czerwonych, ta butelka uwiodła. Daję 86/100 i nie mogę się doczekać kiedy podjadę samochodem po większy zapas.
Marta: Ja odnajduję się właśnie w takich klimatach. Takie wino zabrałabym ze sobą w każdą wiosenną podróż, lekkie ale i słodkie, proste ale niebanalne. Nasze poszukiwania Reslingów uważam za otwarte. 84/100.
Riesling to szczep, który do sporej gamy różnorodnych potraw. My długo szukaliśmy wina, które współgrałoby z jednym z naszych ulubionych dań - ryby z patelni z sosem chrzanowo-koperkowym. Jego słodycz przełamała ostrość sosu, a kwasowość ładnie skomponowała się z samą rybą. W cenie 39 zł mamy ładnie ułożone wino, idealne zarówno do wypicia jako orzeźwienie w ciepły wieczór jak i dodatek do dań.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

