sobota, 28 czerwca 2014

Włoch z Biedronki - Venezia Giulia Pinot Grigio Puiattino 2013

Mistrzostwa Świata wkraczają w decydującą fazę, a nam w końcu udało się sięgnąć po butelkę z biedronkowej oferty win włoskich. Pinot grigo to szczep będący mutacją czerwonej odmiany pinot noir, bardzo popularny w Alzacji i właśnie w północnych Włoszech. 

Nasza butelka to Venezia Giulia Pinot Grigio Puiattino 2013 w cenie 24,99 z, od dość znanego producenta Puiatti. Biedronka konsekwentnie podąża obranym kierunkiem, aby w wyższej kategorii cenowej pokazywać wina znanych marek. Niestety bardzo często odstają one od flagowych produktów danego producenta.

Wino o kolorze maślano-słomkowym. Mimo, że o lekkim ciele, zostawia na szkle regularne łzy. Mamy tutaj 12,5% alkoholu. Nos początkowo bardzo zamknięty. Dopiero po ogrzaniu czujemy nuty jabłek, trochę melona i cytryny. Zapach jest bardzo świeży i orzeźwiający. W smaku nienachalna kwasowość, ale i owoce nie są na pierwszym planie. Finisz lekko słonawy. Jest lekkie, rześkie, ale brakuje mu wyrazistości. 

Robert: Bardzo neutralne wino. Nie za wiele da się o nim powiedzieć. Przypominało mi trochę bezimienne wina stołowe, które można spotkać we włoskich restauracjach. Nie wzbudza zachwytu, ale i nie odrzuca. Mgliste. 81/100

Marta: Dla mnie totalne zaskoczenie, bo jak tu cokolwiek powiedzieć, jak się nic nie czuje?! 
Pomyślałam, że może za bardzo schłodzone, ale nawet chwila w temperaturze pokojowej na niewiele się zdała. Alkohol niewyczuwalny, zapach słaby (nie pytajcie jaki - bo nie wiem), płytkie, słabe, czy rześkie?  Możemy nieco nagiąć fakty i postawić na lekkość i minimalną rześkość. Niestety moich powrotów nie będzie...

Ocena - średnie.

czwartek, 26 czerwca 2014

Casa Silva w Wejman Wine Barze - relacja

Wielkim fanem win z Chile nie jestem. Wydają się w większości do siebie podobne, epatują łatwą i przyjemną owocowością, ale co najważniejsze brakuje w nich jakiegoś drugiego dna. Dlatego głównym powodem, dla którego wybrałem się na wczorajszą degustację win z winnicy Casa Silva, była chęć poznania nowego miejsca na winiarskiej mapie Warszawy - Wejman Wine Bar.

Casa Silva to winnica leżąca w Colchagua Valley - drugim obok Maipo Valley najbardziej znanym regionie winiarskim Chile. Jak opowiadał nam prowadzący degustację Benoit Grima, rodzina Silva wywodzi się z Saint-Emilion w Bordeaux, a do Chile przeniosła się pod koniec XIX w. Stała się dzięki temu pierwszym zagranicznym rodem, który założył winnice w Dolinie Colchagua. Obecnie familijny biznes prowadzi czwarte i piąte pokolenie winiarzy. Przyświeca im idea - połączyć "power" win z Nowego Świata z elegancją Europy. Dodatkowo przykładają dużą wagę do terroir: posiadają pięć stanowisk w różnych częściach Doliny, tak, aby do każdego szczepu dobrać najlepsze dla niego warunki.

środa, 25 czerwca 2014

Wyblakła Biedronka - Paço do Monsul Branco 2012

Quinta de Vallado to portugalski producent; wino Vallado i kulisy jego wprowadzenia do oferty Biedronki, wywołały kilka miesięcy temu ożywioną dyskusję w winiarskim świecie. Warto jednak pamiętać, że wcześniej w dyskoncie można było zakupić niższą półkę tego producenta Paço de Monsul (zarówno w wersji czerwonej jak i białej). Nadal w niektórych sklepach można znaleźć pojedyncze butelki, przecenione na 16,99 zł.

Próbujemy Paço do Monsul Branco 2012. W butelce mamy połączenie szczepów: Moscatel Galego Branco, Rabigato, Codega do Larinho i Malvasia Fina. 

W kieliszku wino niemal bezbarwne, w kolorze delikatnego białego złota, z żółtawymi refleksami. Na szkle pozostawia regularne, ładne łzy. Ma 12,5% alkoholu. Zapach jest rześki i świeży. Wino wyjęte bezpośrednio z lodówki pachnie tropikalnymi owocami - marakują i bananem. Gdy nieco się ogrzeje do głosu dochodzą miodowo-kwiatowe aromaty pochodzące od Moscatela. W ustach trochę za mało ciała i koncentracji, nieco rozwodnione. Kwasowość niska, finisz lekko gorzkawy w tonacji grejpfruta.

Robert: Wino zakupione głównie z myślą o zastosowaniu kulinarnym (użyliśmy je do risotto). Okazało się, że jako lekkie wino na wieczór również się sprawdza. Nie ma co się w nim doszukiwać jakiejś wielkiej klasy, ale jest przyjemny nos, świeże usta. Za 17 zł nie narzekajmy. 81/100

Marta: Ponarzekajmy trochę: wino nie może być jak zmywacz do paznokci, który paruje i chwile po nie mamy już ani jego intensywności ani charakteru! Faktycznie cena nie jest wymagająca, ale butelka nie powala.

Ocena - dobre ( - od Marty) 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Francja z Lidla #4 - Ventoux Vieilles Vignes 2011

Mont Ventoux by Gemini1980
Pogoda nie rozpieściła nas w ten "długi weekend". Taki początek lata sprawił, że poczuliśmy ochotę na coś bardziej rozgrzewającego. Ostatnio winiarska blogosfera skupiła się na nowej, włoskiej ofensywie Biedronki, my jednak - dla odmiany - otworzyliśmy kolejną butelkę z francuskiej oferty Lidla - Ventoux Vieilles Vignes 2011 z konkretną 15% dawką alkoholu!

Próbowane wcześniej wina z Doliny Rodanu (Font du Mirail i Cotes du Rhone Villages) były lekkie i owocowe; poprawne, ale jak się okazywało i bez większej historii. Mont Ventoux, góra od której nazwę wzięła sama apelacja położona w jej okolicach, to potężny szczyt o wysokości 1912 m.n.p.m. Popularnie znany jest pod nazwą „Géant de Provence” (z franc. Olbrzym Prowansji). Do tej pory kojarzył się nam z heroicznym podjazdami podczas Tour de France. Oby ten wysoki poziom alkoholu nie okazał się szczytem nie do zdobycia.

Wino jest kupażem Garnachy, Syrah i Carignan. W kieliszku ma kolor dojrzałych czereśni, z lekkimi purpurowymi refleksami i ładnym połyskiem. Na szkle widzimy liczne, gęste łzy. Początkowo alkohol rzeczywiście przytłacza - czuć go zarówno w nosie jak i w ustach. Zdecydowanie warto dać tej butelce pooddychać. Po trzydziestu minutach alkohol odpływa, a pojawiają się aromaty roślinne, dojrzała czereśnia, pestki i delikatne zioła. W smaku dobra kwasowość, znowu czereśnie i spinające to wszystko: szorstkie, drewniane taniny. O zawartości procentowej tego wina świadczy ciepło, które przyjemnie rozchodzi się po organizmie.

Robert: Chyba nie zostanę fanem win znad Rodanu. Bo choć są one ładnie owocowe, soczyste i świeże, to brakuje mi w nich jakiegoś drugiego dna. W dzisiejszej butelce na plus mamy ładne wkomponowanie 15% alkoholu w strukturę wina oraz niewygórowaną cenę (19,99 zł). Ogólnie ode mnie 82/100.

Marta: Typowy przedstawiciel Doliny Rodanu. Dobry wybór dla osób lubiących te klimaty (niebeczkowane wina o średnim ciele). Brakuje tylko kominka, bo rozgrzewający klimat wina wprowadza w odpowiedni nastrój. Przyjemny jak na wysoką zawartość alkoholu, łatwo wyczuć czereśniowe nuty i drewniane tło. Jest jednak stanowczo za mało niespodzianek.

Ocena - dobre.

piątek, 20 czerwca 2014

Riesling #7 - Cleebourg Alsace Riesling 2010 (Leclerc)

Ostatnio w Leclercu trafiliśmy na francuski tydzień. Spośród kilku win, które zostały przecenione, wybraliśmy alzackiego rieslinga za 29,99 zł (przeceniony z 55 zł). Mamy ten sam szczep, region i cenę jak w przypadku degustowanego Terres Calcaires z Lidla, dlatego porównaliśmy te dwa wina.

Dzisiejsza butelka to Cleebourg Alsace Riesling 2010. Producentem jest Cave Vinicole de Cleebourg. Winnice leżą 60 km na północ od Strasburga na zboczach Północnych Wogezów. Już w IX w. dominikanie zaczęli tam uprawiać winorośle; rosną one na iłowych, gliniastych i marglowych glebach, z ekspozycją na południe i południowy zachód.

Wino o ładnym złotym kolorze, z zielonkawymi refleksami. Zostawia na kieliszku delikatne łzy, wydaje się lekko zbudowane - ma 12% alkoholu. Aromaty są schowane, matowe. Czujemy zielone, niedojrzałe jabłka i melona. Całość jest surowa, by nie powiedzieć mineralna. W smaku fajnie zaznaczona kwasowość. Wydaje się ona tym bardziej widoczna w zniwelowanym finiszu, który utrzymuje się w rejestrze limonkowo-cytrynowym. Mamy nuty agrestu, a w tle zioła.

W porównaniu do lidlowej butelki, dzisiejsze wino wydaje się bardziej żywe i radosne. Kwasowość jest zdecydowanie wyższa, orzeźwiająca i nie pozwalająca na nudę. 

Robert: Bardzo fajny riesling! Mamy trochę (ale też nie za dużo) owoców, wyraźną kwasowość i rześkość godną tego szczepu. Jako aperitif przed wieczornym grillem sprawdził się znakomicie. Z chęcią spróbowałbym go do ryby - to mógłby być hit. Daję 86/100.

Marta: Krystaliczne i przenikliwe, z nieco zmineralizowaną kwasowością. Ale dla mnie za bardzo matowe, nie potrafię dookreślić czego właściwie mi brak. Trochę zaskoczyło mnie drażniące uczucie szczypania w język, ale taki mamy klimat! - bez wątpienia, innym razem w doskwierającym upale, spełniłby swoją orzeźwiającą rolę.

W tym pojedynku Leclerc zdecydowanie wygrywa z Lidlem.

Ocena - bardzo dobre.

wtorek, 17 czerwca 2014

Organiczne Winne Wtorki - Falcata Bio 2012

Dzisiejszy winno-wtorkowy tematu padł ofiarą naszej propozycji. Postawiliśmy na wina organiczne. Wśród bloggerów pojawiła się krótka dyskusja, która potwierdziła że pojęcie "wina organicznego" ma wielorakie znaczenie.
Mówiąc najprościej są to wina, przy których produkcji nie stosuje się produktów chemicznych tj. nawozów czy środków owadobójczych. Podczas winifikacji nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego, a siarka dozwolona jest w ilości znacznie mniejszej niż w "normalnym" winiarstwie. Istnieją organizacje (Agrocert, Aclave czy Ecocert), które nadają specjalne certyfikaty winnicom, jakie przestrzegają powyższych zasad. Co ciekawe nazwa "wino organiczne" została dopuszczona do używania w Unii Europejskiej dopiero w 2012 r. Istnieje też odrębna kategoria win biodynamicznych, które idą jeszcze krok dalej. Winnice traktuje się wtedy jak żywy organizm, do nawożenia używa się produktów wytworzonych wewnątrz gospodarstwa, zaś przy uprawie ważną rolę odgrywają m.in. fazy księżyca. Przy całej tej tematyce nasuwa się pytanie: jaka jest granica prawdy pomiędzy "zielonym" marketingiem, a rzeczywistą troską o środowisko...
Jedno jest pewne, wina organiczne to ciekawy trend, który na pewno będzie się cieszył coraz większą popularnością. 

Wybrana przez nas butelka to Falcata Bio 2012 z winnicy Pago Gran Casa (DO Valencia), położonej na 50 hektarach, ok. 50 km na południe od Walencji, na wysokości 530 m.n.p.m. Butelkę zakupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 33 zł.

Falcata to nazwa starego Iberyjskiego miecza. Jej długość odpowiadała ramieniu wojownika, który był grzebany razem z nią po śmierci. Butelka stanowi kupaż Garnachy, Syrah, Monastrell, z niewielką ilością starannie wyselekcjonowanego Merlota. Fermentacja i maceracja następuje w stalowych zbiornikach w kontrolowanej temperaturze. Każdy szczep fermentuje osobno, na jego naturalnym osadzie. Dodatkowo, część wina przez trzy miesiące dojrzewa w beczkach. Na sam koniec, jeszcze przed wypuszczeniem na rynek, odpoczywa w butelkach przez kolejny kwartał.

W kieliszku piękny burgundowy kolor z fioletowymi refleksami. Jest delikatnie transparentne i pozostawia na kieliszku rzadkie łzy. Ma 14% alkoholu, ale bardzo ładnie wtopionego w strukturę wina. W zapachu ulotne, z delikatnymi nutami wanilii i żywicy, ale stanowiącej jedynie tło radosnej i świeżej śliwkowej owocowości. Soczyście kwaskowe, jagodowe, z łagodnymi taninami i lekko metalicznym posmakiem.

Robert: Hiszpania w niedocenianej przez nas Polaków postaci. Nie ma tutaj przytłaczającej i pokrywającej wszystko beczki. Jej aromaty stanowią tylko ładne tło i dopełnienie owoców. Całość jest lekka i rześka. Może brakuje trochę koncentracji, ale w letni wieczór przymykam na to oko i daję 85/100.

Marta: Czuję suszone zioła, zapach świeżo ściętego drzewa. Zaraz dostanie mi się, za to że koloru nie można wyczuć nosem, ale nasuwają mi się skojarzenia soczystej, trawiastej zieleni. Zostawia ona przenikliwe doznania, nawet trochę drażni. Smak wzbogaca się nieco słodyczą, czuję ciemne, leśne owce, które całości dodają rześkości. Przyjemna, organiczna pozycja.

Ocena - dobre+.

Jakie wina organiczne popijali inni:
Winiacz - Parra Jimenez Demeter Syrah 2013
Czerwone czy białe - Mont'Albanno Grillo 2012

niedziela, 15 czerwca 2014

Francja z Lidla #3 - Château Andron Blanquet 2007

Musimy przyznać, że nadal podchodzimy do Bordeaux z pewnym szacunkiem należnym legendzie. Trochę jest w nim respektu, trochę obaw, nieco dystansu. Przede wszystkim zdajemy sobie sprawę z faktu, że klucz do Bordeaux leży też w jego cenie, a jako że nie jesteśmy w chińskiej przewadze "kolekcjonerów=inwestorów" i nie możemy zaliczyć je do naszych luksusowych rozrywek, rzadko zdarza się sięgać po dobre butelki. 
Możliwości mamy mniejsze od azjatyckich przedsiębiorców ale ostatnio korzystając z promocji, kupiliśmy Château Andron Blanquet Saint-Estèphe Cru Bourgeois 2007 (butelkę przeceniono o połowę ceny).

Leżący na lewym brzegu Żyrondy region Médoc śmiało może być nazywany mekką fanów wina. Takie nazwy jak Lafite, Latour czy Mounton stały się synonimem bajecznie drogich win, zwykle niedostępnych przeciętnemu człowiekowi. Saint-Estèphe to leżąca najbardziej na północ i najmniej ceniona z czterech głównych apelacji Médoc (obok Pauillac, Saint-Julien i Margaux). Wina z Saint-Estèphe są uważane za mało eleganckie, pozbawione finezji, chłopskie i kanciaste. W porównaniu do leżącego na południe Pauillac są zwykle twardsze, bardziej taniczne, co prawda aromatyczne, ale o wątlejszym ciele. 

Château Andron Blanquet leży na południowo-wschodnim krańcu Saint-Estèphe i graniczy z chyba najbardziej znaną winnicą tej apelacji: Château Cos d`Estournel. Dominują tutaj żwiry leżące na twardym, obfitującym w żelazo piaskowcu. W butelce mamy typowy dla Médoc kupaż: Cabernet Sauvignon, Merlot i Cabernet Franc.

Wino jest w kolorze ciemnych wiśni. Głębokie, niemal czarne z delikatnie różową obręczą i ładnymi łzami (13% alkoholu). Aromatyczne - czujemy porzeczkę, paprykę (ewidentny wpływ Cabernet Sauvignon), ale też nuty pieprzne i roślinne. Zapach jest gęsty, pełny, tłusty, niemal daje się pochwycić w palce. W smaku za to niezbyt rozbudowane. Czujemy kwaskowate owoce z dobrze wtopnionymi taninami. W tle ładnie komponują się delikatne nuty ziemiste.

Robert: W tym winie nie chodzi o epatowanie owocami, czy o nadmierną agresywność tanin. Kluczem jest za to balans i harmonia. Każdy kieliszek roztacza przed nami nowe odcienia i barwy. Szkoda je pić, skoro sam zapach upaja. Bordeaux nie są moimi ulubionymi winami, ale uczę się cenić ich klasę - 87/100.

Marta: Nigdy (chyba!) nie zostanę wielką fanką Bordeaux, bo do tego potrzeba pasji i cierpliwości, a ja wino traktuję jak przygodę a nie sztukę życia. Kiedyś czytałam, że azjatyccy turyści biorą Bordeaux za iPhona czy inną nowinkę technologiczną, którą trzeba po prostu mieć. Ja inwestorem nie jestem, chciałabym jednak nauczyć się doceniać tę elegancję i umieć z nią sobie poradzić...
Czuję przewagę zapachu nad smakiem. Jak na Bordeaux i moje obawy, chyba brak mu ciężkości i dlatego warzywne klimaty nie mają możliwość rażenia przesytem. Stąd spodobała mi się jego aromatyczność i optymalny poziom rustykalizmu. 

Zdecydowanie warto je spróbować zwłaszcza, że nieczęsto zdarza się okazja, by napić się 7-letniego Bordeaux w takiej cenie.

Ocena - bardzo dobre.