Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bordeaux. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bordeaux. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

Francja z Lidla #3 - Château Andron Blanquet 2007

Musimy przyznać, że nadal podchodzimy do Bordeaux z pewnym szacunkiem należnym legendzie. Trochę jest w nim respektu, trochę obaw, nieco dystansu. Przede wszystkim zdajemy sobie sprawę z faktu, że klucz do Bordeaux leży też w jego cenie, a jako że nie jesteśmy w chińskiej przewadze "kolekcjonerów=inwestorów" i nie możemy zaliczyć je do naszych luksusowych rozrywek, rzadko zdarza się sięgać po dobre butelki. 
Możliwości mamy mniejsze od azjatyckich przedsiębiorców ale ostatnio korzystając z promocji, kupiliśmy Château Andron Blanquet Saint-Estèphe Cru Bourgeois 2007 (butelkę przeceniono o połowę ceny).

Leżący na lewym brzegu Żyrondy region Médoc śmiało może być nazywany mekką fanów wina. Takie nazwy jak Lafite, Latour czy Mounton stały się synonimem bajecznie drogich win, zwykle niedostępnych przeciętnemu człowiekowi. Saint-Estèphe to leżąca najbardziej na północ i najmniej ceniona z czterech głównych apelacji Médoc (obok Pauillac, Saint-Julien i Margaux). Wina z Saint-Estèphe są uważane za mało eleganckie, pozbawione finezji, chłopskie i kanciaste. W porównaniu do leżącego na południe Pauillac są zwykle twardsze, bardziej taniczne, co prawda aromatyczne, ale o wątlejszym ciele. 

Château Andron Blanquet leży na południowo-wschodnim krańcu Saint-Estèphe i graniczy z chyba najbardziej znaną winnicą tej apelacji: Château Cos d`Estournel. Dominują tutaj żwiry leżące na twardym, obfitującym w żelazo piaskowcu. W butelce mamy typowy dla Médoc kupaż: Cabernet Sauvignon, Merlot i Cabernet Franc.

Wino jest w kolorze ciemnych wiśni. Głębokie, niemal czarne z delikatnie różową obręczą i ładnymi łzami (13% alkoholu). Aromatyczne - czujemy porzeczkę, paprykę (ewidentny wpływ Cabernet Sauvignon), ale też nuty pieprzne i roślinne. Zapach jest gęsty, pełny, tłusty, niemal daje się pochwycić w palce. W smaku za to niezbyt rozbudowane. Czujemy kwaskowate owoce z dobrze wtopnionymi taninami. W tle ładnie komponują się delikatne nuty ziemiste.

Robert: W tym winie nie chodzi o epatowanie owocami, czy o nadmierną agresywność tanin. Kluczem jest za to balans i harmonia. Każdy kieliszek roztacza przed nami nowe odcienia i barwy. Szkoda je pić, skoro sam zapach upaja. Bordeaux nie są moimi ulubionymi winami, ale uczę się cenić ich klasę - 87/100.

Marta: Nigdy (chyba!) nie zostanę wielką fanką Bordeaux, bo do tego potrzeba pasji i cierpliwości, a ja wino traktuję jak przygodę a nie sztukę życia. Kiedyś czytałam, że azjatyccy turyści biorą Bordeaux za iPhona czy inną nowinkę technologiczną, którą trzeba po prostu mieć. Ja inwestorem nie jestem, chciałabym jednak nauczyć się doceniać tę elegancję i umieć z nią sobie poradzić...
Czuję przewagę zapachu nad smakiem. Jak na Bordeaux i moje obawy, chyba brak mu ciężkości i dlatego warzywne klimaty nie mają możliwość rażenia przesytem. Stąd spodobała mi się jego aromatyczność i optymalny poziom rustykalizmu. 

Zdecydowanie warto je spróbować zwłaszcza, że nieczęsto zdarza się okazja, by napić się 7-letniego Bordeaux w takiej cenie.

Ocena - bardzo dobre.

piątek, 30 maja 2014

Francja z Lidla #1 - Chateau des Mille Anges 2008

W Lidlu dostępna jest oferta win francuskich, daliśmy się skusić na kilka z nich.

Dziś próbujemy Chateau des Mille Anges 2008. Wino oznaczone jako Grand Vin de Bordeaux, Bordeaux Superieur. Łatwo jednak żonglować tego typu nazwami i niestety zdarza się nijak ma to się do jakości, dlatego często trzeba to bacznie weryfikować. Apelacja AOC Bordeaux Superieur, to oznaczenie win, które mogą pochodzić z dowolnych działek w departamencie Żyronda - jak łatwo się domyśleć nic nam to nie powie o jakości i smaku wina.

Z tego co udało się wychwycić na stronie producenta, podejrzewamy, że mamy do czynienia z jego podstawowym winem, tylko sprzedawanym dla Lidla w innej etykiecie. Powinniśmy mieć w kieliszkach 60% merlota, 20% caberneta sauvignon i 20% caberneta franca. Wino starzone było w beczkach, z tego 1/3 w nowych, wymienianych każdego roku.

Ma kolor dojrzałych czereśni; ciemno-czerwony, jakby lekko przydymiony. Jest stosunkowo lekkie (12,5%), dlatego łzy są delikatne. W nosie świeżo po otwarciu uderzają nas nuty liściasto-warzywne. Czujemy też trochę pieprzu i papryki. Zapach na początku nieco straszy, ale warto dać mu szansę. Po mniej więcej godzinie napowietrzania, ujawniają się aromaty owoców - głównie czarnej porzeczki połączonej z nutami metalicznymi. Całość jest przyjemna, choć nadal nieco kanciasta, pierwotna i w pewien sposób wiejska.

Smak jest wycofany. Da się wyczuć delikatne owoce - wiśnie. Kwasowość jest raczej niska, również taniny są ledwo wyczuwalne. I to jest główny problem tego wina. Trzeba przyznać, że ani kwasowość, ani taniny nie nadają mu ram, na którym smak mógłby zostać dobrze zbudowany. W rezultacie w ustach wino jest nijakie, brakuje jakiejś dominanty.

Robert: To niełatwe w odbiorze wino. Odnoszę wrażenie, że Polacy lubią wina owocowe (czasem aż przesadnie) i mocno beczkowe. Tutaj całość jest subtelniejsza. Wino nie uderza obuchem, zmysły muszą się nieźle napracować, aby doszukać się w nim charakteru. Gdyby smak był bogatszy dałbym jeszcze więcej, ale solidne 82/100 i tak mu się należy. 

Marta: Przy zapachu, pierwszą myślą jaka się u mnie pojawiła była woń smaru, potem jakiś metaliczny charakter a na końcu subtelny owoc. Gdzieś na krańcach języka wino zostawia lekką kwasowość, pikanterię ale zgadzam się, że jest ona bardzo poskąpiona. Sam smak mało przenikliwy i szybko ucieka, ginie, jakby chciał się schować. Na plus jest jego subtelność, lekkość nieprzytłaczająca owocowością podniebienie. 80/100

Pijąc to wino pamiętajmy, że kosztuje ono jedynie 24,99 zł. W tej cenie nie można od Bordeaux oczekiwać cudów. Butelce brakuje nieco kręgosłupa, ale jeśli chcecie odpocząć od Portugalii, Hiszpanii, czy Nowego Świata, to wino serwuje zupełnie inną paletę smaków i doznań - choćby z tego powodu warto po nie sięgnąć.

Ocena - średnie.

poniedziałek, 24 marca 2014

Proste i dobre - Saint-Emilion Grand Cru 2011

Za oknem deszczowo i chłodno. Co może być lepszym lekarstwem na taką pogodę jeśli nie butelka wina i dobre towarzystwo...

Wybraliśmy zalegającą na półce od dłuższego czasu Saint-Emilion Grand Cru 2011 z Lidla. Saint-Emilion to jedna z najważniejszych apelacji prawego brzegu Bordeaux. Powstają tu wina o pełnym smaku, bardziej owocowe niż np. w Medoc. Niech jednak przy zakupie nie zmyli Was nazewnictwo etykiety. To nie jest wino z najlepszych stanowisk z Saint-Emilion. Wręcz przeciwnie zapis "grand cru", ale bez określenia "classe" oznacza wino znajdujące się (przynajmniej w teorii) na dole jakościowej drabinki. Niestety na ten haczyk łapie się wielu początkujących fanów wina. Nasz wybór na szczęście był świadomy, a cena 29,99 zł w Lidlu i tak wydawała się zachęcająca jak na podstawowe Bordeaux.

Wino pochodzi od Unii Producentów Saint-Emilion. Nie jest to żaden renomowany producent, a zrzeszenie wytwórców nie mających prawa posługiwać się "lepszymi" markami i niejako zmuszonymi produkować wina pod tą zbiorczą nazwą. 

Czas na konkrety:

Butelka to połączenie szczepów Merlot, Cabernet Franc i Cabernet Sauvignon. Wino w kieliszku ma bardzo ładny purpurowy kolor, z delikatną obręczą i refleksami. Zapach nie jest mocno intensywny, ale przyjemny. Dominują nuty beczkowe, drzewne i ziemiste. Tło stanowią aromaty wiśniowe. W smaku czujemy rozsądną kwasowość, nienachalny owoc i średnie taniny. Wino jest surowe, może bez jakiejś wielkiej głębi, ale zrobione ze smakiem.

Robert: Jeszcze jakiś czas temu powiedziałbym, że to wino jest kiepskie. Widzę, że mój gust też ewoluuje, bo teraz mi smakuje. Może nie porywa, nie wpadam nad nim w zachwyt, ale potrafię docenić jego prostotę. Stąd daję 85/100.

Marta: Proste nie znaczy banalne.Tajemnica aromatu i zapachu daje wiele do myślenia.
Moje 83/100!

Czas uczy pokory wobec Bordeaux.