Lorgeril Chateaux de Sud to firma, której korzenie sięgają 1620 r. gdy Bernard de Pannautier rozpoczął budowę chateaux w Langwedocji. Obecnie sporych rozmiarów producent, posiadający łącznie ponad 270 hektarów upraw winorośli, dał się namówić na współpracę z Biedronką, która sprzedaje jedno z jego win w cenie 16,99 zł.
Pays d’Oc Syrah Bastion de Garille 2013 ma w kieliszku czereśniowy kolor z fioletowymi refleksami. Jest transparentne i pozostawia nieregularne łzy. Jak na południe Francji mamy umiarkowany poziom alkoholu - 13,5%.
Nos zaskakująco przyjemny. Mamy świeże aromaty czereśni, jeżyny, ale też nuty fiołków. W ustach brakuje charakterystycznej dla Syrah pieprzności, zamiast tego mamy kwaskowe owoce i ładnie zarysowane taniny. Czujemy je w finiszu, ale nie przytłaczają one świeżości tej butelki.
Robert: To wino ma wszystko czego oczekuję od wina w cenie do 20 zł - fajne owoce, świeży zapach, niezłą koncentrację i pijalność. Czy od lekkiego niedrogiego wina należy oczekiwać czegoś więcej? Mi w zupełności wystarcza. Polecam!
Marta: W przypadku Biedronki trudno mi powiedzieć czego spodziewam się od wina w cenie do 20 zł, bo rozstrzał w jakości to jedna z cech każdorazowej oferty win w tym dyskoncie. Dlatego cena nie zaskakuje, zwyczajnie towarzyszy, łatwiejszej w odbiorze, zwiewnej wytrawności. Niestety faktycznie brakuje mu pieprzności, która tak charakterystycznie zarysowuje Syrah, przy pierwszym kontakcie z tym szczepem wino zwyczajnie wpuści w maliny.
Ocena - dobre.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwone. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Somontano na Czekoladowy Winny Wtorek
Do próby wybraliśmy dwa niebeczkowane, lekkie wina z Hiszpanii z apelacji Samontano:
Pyrene Tinto Roble 2013 Somontano - 19,99 zł w Lidlu
Kupaż Caberneta Sauvignon i Tempranillo. Wino o głębokim śliwkowym kolorze. Na kieliszku pozostawia pojedyncze łzy. W zapachu porzeczka, jeżyna i trochę ziół oraz liści. W smaku średnia kwasowość i suche, drewniane taniny. Niestety butelka przeciętna, nużąca, na usta ciśnie się określenie: owocowy soczek.
Sierra de Guara Idrias Tinto Joven 2012 - 29,00 zł u Marka Kondrata
Do win próbujemy belgijskiej mlecznej (przynajmniej w naszej ocenie, pomimo opisu na opakowaniu), dość słodkiej czekolady (54% zawartości kakao).
Jak wypadają w połączeniu z nią nasze butelki:
- Pyrene - wino i czekolada idą obok siebie, para zakochanych to to nie jest, bo trudno powiedzieć żeby wzajemnie się uzupełniali;
Nadal trudno nam wyrokować o jakiś zasadach łączenia wina i czekolady, bo nasze doświadczenia są zbyt znikome, a i wina - musimy szczerze przyznać że nas rozczarowały. Dodatkowo wydaje się, że mleczna czekolada lepiej sprawdziłaby się z mniej owocowym winem, uwypuklając jego świeże cechy.
Czy to reguła, czy jednak wyjątek? Postaramy się sprawdzić w przyszłości.
Z czym czekoladę łączą inni blogerzy:
Winniczek - porto i recioto
Blurppp - bordeaux
Przywinie - winna czekolada
Czerwone czy białe - gewurztraminer
Winiacz - biedronkowa Francja
Winettoo - syrah
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Włochy w DaWino na Ursynowie
Korzystając z okazji zakupiliśmy Brunello di Montalcino Bellaria 2007 (119 zł). Montalcino dane nam było zwiedzić podczas tegorocznego urlopu. Sami przywieźliśmy kilka butelek, które wymagają jeszcze domowego leżakowania, dlatego z tym większą ciekawością sięgnęliśmy po taką 7-letnią butelkę. Bellaria to niewielki producent który istnieje od 1963 r. i posiada 40-hektarowe gospodarstwo.
Jak to Brunello, wino dojrzewa w beczkach przez prawie 36 miesięcy i wypuszczane jest na rynek w piątym roku po zbiorach.
W kieliszku głęboki kolor: dojrzałych wiśni z bordowymi refleksami. Piękne, regularne łzy. Rocznik 2007 był rokiem stosunkowo ciepłym, stąd wino ma aż 14,5% alkoholu, jest on jednak znakomicie wkomponowany w całość i dzięki temu praktycznie niewyczuwalny. Nos złożony, bogatszy z każdym kolejnym kieliszkiem: ciemne owoce, czekolada, suszony tytoń i zioła to jedne z najbardziej wyrazistych aromatów. W smaku umiarkowana kwasowość, sporo słodyczy (to też zasługa ciepłego rocznika) i odrobinę nie do końca zintegrowane taniny.
Robert: Spokojnie mogłoby poczekać jeszcze 2-3 lata, choć już teraz daje niesamowitą frajdę. Wino ułożone, mocno owocowe, pełne aromatów i smaków. Pewnie nie jest to czołówka Brunello, ale w tej cenie pozwala cieszyć się butelką pełną wdzięku i owocowej mocy. 89/100
Marta: Poukładana i spokojna butelka. Lubię miękko skoncentrowane owoce, lekkie ziemiste aromaty i absolutnie wyczuwalną czekoladę. To miłe doznania, szczególnie dla tych którzy są jej miłośnikami!
We mnie przywołała wspomnienia porośniętych winoroślą wzgórz które otaczają to cudowne miejsce!
Ocena - bardzo dobre.
niedziela, 24 sierpnia 2014
Ale Wino!
Spróbowaliśmy Grüner Veltlinera Obere Steingen 2010 od Markusa Hubera. Ten najważniejszy, austriacki szczep, do tej pory był przez nas pomijany. Wino powstało w wyniku 6-godzinnej maceracji, fermentacji w stali oraz dojrzewaniu na osadzie przez 4 miesiące. Ma delikatnie żółty kolor z wyraźnie zielonymi refleksami. W nosie aromaty tropikalnych owoców, trochę nut kwiatowych i pieprzu. W ustach bardzo świeże, z dobrą kwasowością. Jest miękkie, plastyczne, bardzo dobry towarzysz do posiłku. Cena może nie jest niska (72 zł przy zakupie), ale na pewno adekwatna do skali doznań jakie wino zaprezentowało w połączeniu z daniami.
Dzięki uprzejmości Ale Wina spróbowaliśmy również:
- Calvas Reserva 2011 z Doliny Duoro - wino wytworzone w 100% z touriga nacional, mocno owocowe, dodatkowo podkręcone przez beczkę z dobrze zaznaczonymi taninami. Na pewno nie jest to sztampowa Portugalia, ale wino szykowne i eleganckie.
Ale Wino to miejsce znakomicie łączące wina z kuchnią. A że każdy ze składników prezentuje wysoki poziom, to ich suma sprawia gwarancję satysfakcji z wizyty. Polecamy!
sobota, 23 sierpnia 2014
Krew z byka z Lidla - Sangre de Toro 2013 od Torresa
Próbujemy dziś znaną na polskim rynku butelkę Sangre de Toro 2013 od Torresa. W Lidlu dostaniecie ją za jedyne 19,99 zł.
Torres to potężny producent, posiadający kilkanaście winnic w Katalonii, Chile i Kalifornii. Jedna z jego marek to właśnie Sangre de Toro - kupaż szczepów Garnacha oraz Carinena, produkowane od 1954 roku. Jego nazwa nawiązuje do rzymskiego boga wina - Bachusa, zwanego też Synem Byka.
Kolor stanowi znakomite rozwinięcie nazwy. Jest ciemny, głęboki, nieprzezroczysty. Ma wiśniowy odcień z bordowymi refleksami. Łzy są liczne i gęste. Alkohol jest dość wysoki - 13,5%. Zaraz po otwarciu dominuje też w nosie - dlatego warto dać temu winu pooddychać. Stopniowo otwiera się w kierunku wiśni i czerwonych porzeczek. Wychodzi też beczka (wanilia i nuty korzenne), ale nie jest nachalna i pozwala dominować owocom. W ustach mamy średnią kwasowość i bardzo miłą owocowość - wiśnie, jeżyny.Taniny są bardzo aksamitne.
Robert: Po byczej krwi spodziewałbym się nieco więcej zadziorności. Tutaj w ustach zabrakło trochę ciała i koncentracji. Ale wino jest przyjemnie owocowe, beczka nie dominuje i nie przytłacza, a jedynie spina butelkę w przemyślaną całość. W swojej cenie bardzo eleganckie i dobrze ułożone. Zdecydowanie warto. 86/100
Marta: Bardzo przyjemna i miła w obejściu butelka. Owocowość jest jej największym atutem. Delikatna, subtelna i dobrze zbalansowana kwasowość, wydobywa aromaty dojrzałej wiśni a beczka dosłownie muska smak.
Ocena - bardzo dobre.
Torres to potężny producent, posiadający kilkanaście winnic w Katalonii, Chile i Kalifornii. Jedna z jego marek to właśnie Sangre de Toro - kupaż szczepów Garnacha oraz Carinena, produkowane od 1954 roku. Jego nazwa nawiązuje do rzymskiego boga wina - Bachusa, zwanego też Synem Byka.
Kolor stanowi znakomite rozwinięcie nazwy. Jest ciemny, głęboki, nieprzezroczysty. Ma wiśniowy odcień z bordowymi refleksami. Łzy są liczne i gęste. Alkohol jest dość wysoki - 13,5%. Zaraz po otwarciu dominuje też w nosie - dlatego warto dać temu winu pooddychać. Stopniowo otwiera się w kierunku wiśni i czerwonych porzeczek. Wychodzi też beczka (wanilia i nuty korzenne), ale nie jest nachalna i pozwala dominować owocom. W ustach mamy średnią kwasowość i bardzo miłą owocowość - wiśnie, jeżyny.Taniny są bardzo aksamitne.
Robert: Po byczej krwi spodziewałbym się nieco więcej zadziorności. Tutaj w ustach zabrakło trochę ciała i koncentracji. Ale wino jest przyjemnie owocowe, beczka nie dominuje i nie przytłacza, a jedynie spina butelkę w przemyślaną całość. W swojej cenie bardzo eleganckie i dobrze ułożone. Zdecydowanie warto. 86/100
Marta: Bardzo przyjemna i miła w obejściu butelka. Owocowość jest jej największym atutem. Delikatna, subtelna i dobrze zbalansowana kwasowość, wydobywa aromaty dojrzałej wiśni a beczka dosłownie muska smak.
Ocena - bardzo dobre.
niedziela, 17 sierpnia 2014
Dzika Ca' La Bionda Valpolicella Classico 2013
Po kiepskim Amarone, czas na Valpolicellę, w lekkim wydaniu - Ca' La Bionda Valpolicella Classico 2013. Butelkę zakupiliśmy w warszawskim sklepie Wine Corner w cenie 59 zł.
Wino jest tradycyjnym kupażem Corviny (80%), Rondinelli i Molinary. Fermentuje w stalowych zbiornikach, a przez kolejne 10 dni odpoczywa na skórkach i dojrzewa 3 miesiące w butelkach. Dzięki temu, że nie ma kontaktu z beczką, zachowuje bardzo świeży, owocowy charakter.
Transparentny czereśniowy kolor z delikatnymi fioletowymi refleksami. Jest lekkie, pozostawia tylko pojedyncze łzy (12% alkoholu). W nosie czujemy aronię, czerwoną porzeczkę i aromaty kwiatowe. W ustach wyraźnie zaznaczona kwasowość, świeże owoce, trochę cierpkich tanin w finiszu.
Robert: Valpolicella w swojej "podstawowej" wersji należy do moich ulubionych wyborów jeśli chodzi o lekkie, owocowe wina. W tej butelce ta owocowość jest ożywcza, wręcz lekko dzika, nieokiełznana. Gdybym miał pić solo, kwasowość chyba by mnie zniechęciła, ale do posiłku była idealna. 86/100
Marta: Kaczka z ananasem w żurawinowym sosie to było wyzwanie dla Valpolicelli, któremu bez wątpienia sprostała. Postaraliśmy się o ostrość sosu, którą kwaskowy kieliszek idealnie złamał. Zgadzam się, że w solowym wydaniu może nieco odstraszyć, ale należą jej się brawa za klimat, który zaprowadza przy stole!
Ocena - bardzo dobre.
Wino jest tradycyjnym kupażem Corviny (80%), Rondinelli i Molinary. Fermentuje w stalowych zbiornikach, a przez kolejne 10 dni odpoczywa na skórkach i dojrzewa 3 miesiące w butelkach. Dzięki temu, że nie ma kontaktu z beczką, zachowuje bardzo świeży, owocowy charakter.
Transparentny czereśniowy kolor z delikatnymi fioletowymi refleksami. Jest lekkie, pozostawia tylko pojedyncze łzy (12% alkoholu). W nosie czujemy aronię, czerwoną porzeczkę i aromaty kwiatowe. W ustach wyraźnie zaznaczona kwasowość, świeże owoce, trochę cierpkich tanin w finiszu.
Robert: Valpolicella w swojej "podstawowej" wersji należy do moich ulubionych wyborów jeśli chodzi o lekkie, owocowe wina. W tej butelce ta owocowość jest ożywcza, wręcz lekko dzika, nieokiełznana. Gdybym miał pić solo, kwasowość chyba by mnie zniechęciła, ale do posiłku była idealna. 86/100
Marta: Kaczka z ananasem w żurawinowym sosie to było wyzwanie dla Valpolicelli, któremu bez wątpienia sprostała. Postaraliśmy się o ostrość sosu, którą kwaskowy kieliszek idealnie złamał. Zgadzam się, że w solowym wydaniu może nieco odstraszyć, ale należą jej się brawa za klimat, który zaprowadza przy stole!
Ocena - bardzo dobre.
piątek, 15 sierpnia 2014
Senne Amarone della Valpolicella 2010 z Lidla
Jakiś czas temu kupiliśmy ją w standardowej ofercie, a dziś postanowiliśmy po nią sięgnąć. Butelka pochodzi od anonimowego producenta, oznaczonego jako VR 1246 - a niczego dobrego to nie wróży. Chcieliśmy jednak spróbować by stwierdzić, czy nie warto powiększyć zapasów i skorzystać z promocji.
Amarone to w założeniu najdostojniejsze z win produkowanych w Valpolicelli. Wytwarza się je z podsuszany gron, co daje niesamowitą różnorodność i koncentrację aromatów a także smaków. Nie bez przyczyny nazywa się je "winem medytacyjnym".
W kieliszku nasze wino z oznakami ewoluowania, kolor jest nieco rozjaśniony, choć nadal utrzymuje się w rejestrach ciemnej czereśni z ładnym połyskiem. Wino pozostawia liczne i gęste łzy. Butelkę należy dekantować i dać jej pooddychać. Jednak nawet po godzinie w nosie dominuje alkohol, którego mamy tutaj aż 15,5%. Owoce nieśmiało zaczynają się przebijać po kilku godzinach, ale nie dane im eksplodować. Dominują nuty skórzane, piwniczne, tytoniowe. W ustach średnia kwasowość, mało ciała i słaba koncentracja. Mamy trochę nut wiśni i miękkie taniny. Posmak gorzki, orzechowy.
Robert: Umówmy się, że za 60 zł (tylko wino kosztowało nas przed wspomnianą promocją) nie ma co liczyć na dobre Amarone. Ale nawet z tym zastrzeżeniem nie polecam tego wina. W tej cenie można znaleźć Valpolicellę Ripasso, która będzie zdecydowanie lepsza. To Amarone jest szare, nieciekawe, nudne. Nie ma w nim życia. Zamiast do medytacji skłania raczej do snu. 78/100
Marta: Mocna butelka, alkohol gra pierwsze skrzypce i bliżej mu do domowego bimbru. Absolutnie daleko mu do ideału, a w moim przypadku zupełny brak spójności z tym co lubię. Mam wrażenie, że zupełnie nie sprawdza się solo, chyba że na podwórku mamy -10 stopni C, w domu kominek i zły nastrój, który nie rozpoznaje jakości butelki ale jej procenty.
Ocena - średnie-.
niedziela, 13 lipca 2014
Weekendowy Chileout - Cefiro Reserva Cabernet Sauvignon 2011
Wino pochodzi z Maipo Valley z winnicy Vina Santa Carolina. Znacie już naszą opinię o winach z Chile - łatwych w odbiorze i bezpretensjonalnych. Ta butelka jest kolejnym tego potwierdzeniem.
W kieliszku wino o głębokim kolorze dojrzałych wiśni. Delikatnie transparentne z gęstymi, rozłożystymi łzami. Ma 13,5% alkoholu. Zapach typowy dla Cabernet Sauvignon: aromaty czarnej porzeczki i papryki. W tle pojawia się również czekolada, pieprz i trochę ziół. Zapach jest głęboki, nieco duszący. W ustach utrzymany w ryzach owoc, dość niska kwasowość i szorstkie taniny. Dominują ciemne owoce i maliny. Przydałoby się nieco więcej koncentracji.
Robert: Bardzo typowy Cabernet z Nowego Świata. Pozytywnie zaskoczył mnie ładnym połączeniem beczki i owoców. Nieco jednowymiarowy, ale tak to już często jest w przypadku Chile. Znakomicie pijalne, dlatego ogólnie daję 84/100.
Marta: Zachowane zasady i standard Caberneta z Chile, dobrze sprawdziły się podczas długiego weekendu ze starą paczką. Dla mnie nie grał pierwszych skrzypiec, bo niczym nie zaskoczył ale doskonale się sprawdził w podobieństwu odczuć kilku osób. Proste, łatwe w odbiorze, tożsame ze swoim szczepem.
Ocena - dobre.
piątek, 11 lipca 2014
Langwedocja w gronie przyjaciół - Sainte Croix Magneric 2011
Nasza butelka jest kupażem Garnachy (60%) i Carignan (40%). Nazwa wina pochodzi od parceli, na której rosną stare krzaki Garnachy, używane do produkcji tego wina. Maceracja trwa 25-40 dni, następnie połowa wina dojrzewa w beczkach z francuskiego drewna przez 16-20 miesięcy, a pozostała część w metalowych zbiornikach przez 2 lata.
W kieliszku wino krwiste, w kolorze dojrzałych wiśni, soku z buraków. Mamy tu sporo alkoholu (14,5%), który jest ładnie wtopiony w strukturę wina i praktycznie w ogóle niewyczuwalny. Łzy na kieliszku są liczne i gęste. Zapach odurza swoją gęstością. Jest zawiesisty i głęboki. Czujemy ciemne owoce, figi, maliny i wiśniowy likier. W smaku lekko słodkawe, kwasowość jest raczej niska. W ustach czujemy wędzoną śliwkę i nuty dymne. Taniny dobrze zaznaczone, a zarazem ładnie wkomponowane w całość. Bardzo długi posmak. Ten rozciągnięty moment pozwolił rozkoszować się bukietem butelki.
Robert: Znakomite wino, warte swojej ceny 79 zł. Bogactwo aromatów i smaku. Czuję się w nim gorący i soczysty smak win z południa Europy, ale całość jest pięknie skomponowana. Nie jest to wino codzienne, ale na specjalne okazje będzie rewelacją i przekona do siebie nawet osoby, które na co dzień nie są fanami wytrawnych butelek. 88/100
Marta: Uwielbiam momenty, kiedy możemy napić się dobrego wina w gronie przyjaciół - każdy dodał coś od siebie a ci nieprzekonani do wytrawnego stwierdzili, że nie jest złe! Dla mnie wyczuwalna słodka nuta, może nawet wanilia; leśne owoce, jakieś dzikie kwiaty. Bardzo dobry wybór, sprawdzi się w gronie niewysublimowanych gustów ale i w eleganckiej scenerii.
Ocena - bardzo dobre.
wtorek, 1 lipca 2014
Winne Wtorki - Kampania - Aglianico 2011 Beneventano IGP
Dziś w Winnych Wtorkach czas na Kampanię.
Ostatnio dużo uwagi poświęcaliśmy białym winom, dlatego tym razem postawiliśmy na szczep Aglianico, który znany jest od starożytności i nazwa prawdopodobnie wywodząca się od "ellenico" - świadczy o jego greckim pochodzeniu. Dojrzewa on bardzo późno, czasem zbierany jest dopiero gdy spanie śnieg. Uważa się go za najszlachetniejszy czerwony szczep południowych Włoch, a jego najlepsze butelki porównuje się nawet z barolo.
Mamy Aglianico 2011 Beneventano IGP, kupione w Marks&Spencer w cenie 29,99 zł. Nie pochodzi z żadnej z renomowanych apelacji DOCG w Kampanii - Taurasi i Aglianico del Taburno.
Wino w kolorze dojrzałych czereśni, krwiste, rubinowe z ładnym połyskiem. Jest delikatnie transparentne, a na szkle pozostawia gęste, regularne łzy. Mamy w nim 12,5% alkoholu. W nosie czujemy zdecydowane nuty owocowe, głównie konfiturę truskawkową i maliny. Daleko w tle delikatne różane nuty. Zapach utrzymany jest w ryzach, choć jest ciężki i gesty, nie przytłacza jak to często zdarza się w winach z południa Półwyspu Apenińskiego. W ustach średnia kwasowość, która przechodzi w słodkie nuty. Taniny są bardzo delikatne. Trochę rozwodnione, nie ma za dużo ciała, brakuje mu wyrazistości. W stosunku do wrażeń jakie zapowiada ciężki zapach, smak o dziwo jest dość świeży i lekki.
Robert i Marta: Ta butelka nie jest szczytem naszych marzeń. Trochę schematyczne, proste, nie zaskakuje. Ale też trudno odmówić mu odrobiny wdzięku, bo zapach zapowiadał duszną owocowość, a w smaku mamy fajną kwaskową świeżość. 82/100
Ocena - dobre.
Pozostali blogerzy prezentują:
Enoeno - Mustilli Vigna Fontanella Greco Sannio 2012
Winiacz - Villa Matilde Aglianico 2010 IGP Campagna
Ostatnio dużo uwagi poświęcaliśmy białym winom, dlatego tym razem postawiliśmy na szczep Aglianico, który znany jest od starożytności i nazwa prawdopodobnie wywodząca się od "ellenico" - świadczy o jego greckim pochodzeniu. Dojrzewa on bardzo późno, czasem zbierany jest dopiero gdy spanie śnieg. Uważa się go za najszlachetniejszy czerwony szczep południowych Włoch, a jego najlepsze butelki porównuje się nawet z barolo.
Mamy Aglianico 2011 Beneventano IGP, kupione w Marks&Spencer w cenie 29,99 zł. Nie pochodzi z żadnej z renomowanych apelacji DOCG w Kampanii - Taurasi i Aglianico del Taburno.
Wino w kolorze dojrzałych czereśni, krwiste, rubinowe z ładnym połyskiem. Jest delikatnie transparentne, a na szkle pozostawia gęste, regularne łzy. Mamy w nim 12,5% alkoholu. W nosie czujemy zdecydowane nuty owocowe, głównie konfiturę truskawkową i maliny. Daleko w tle delikatne różane nuty. Zapach utrzymany jest w ryzach, choć jest ciężki i gesty, nie przytłacza jak to często zdarza się w winach z południa Półwyspu Apenińskiego. W ustach średnia kwasowość, która przechodzi w słodkie nuty. Taniny są bardzo delikatne. Trochę rozwodnione, nie ma za dużo ciała, brakuje mu wyrazistości. W stosunku do wrażeń jakie zapowiada ciężki zapach, smak o dziwo jest dość świeży i lekki.
Robert i Marta: Ta butelka nie jest szczytem naszych marzeń. Trochę schematyczne, proste, nie zaskakuje. Ale też trudno odmówić mu odrobiny wdzięku, bo zapach zapowiadał duszną owocowość, a w smaku mamy fajną kwaskową świeżość. 82/100
Ocena - dobre.
Pozostali blogerzy prezentują:
Enoeno - Mustilli Vigna Fontanella Greco Sannio 2012
Winiacz - Villa Matilde Aglianico 2010 IGP Campagna
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Francja z Lidla #4 - Ventoux Vieilles Vignes 2011
![]() |
| Mont Ventoux by Gemini1980 |
Próbowane wcześniej wina z Doliny Rodanu (Font du Mirail i Cotes du Rhone Villages) były lekkie i owocowe; poprawne, ale jak się okazywało i bez większej historii. Mont Ventoux, góra od której nazwę wzięła sama apelacja położona w jej okolicach, to potężny szczyt o wysokości 1912 m.n.p.m. Popularnie znany jest pod nazwą „Géant de Provence” (z franc. Olbrzym Prowansji). Do tej pory kojarzył się nam z heroicznym podjazdami podczas Tour de France. Oby ten wysoki poziom alkoholu nie okazał się szczytem nie do zdobycia.
Wino jest kupażem Garnachy, Syrah i Carignan. W kieliszku ma kolor dojrzałych czereśni, z lekkimi purpurowymi refleksami i ładnym połyskiem. Na szkle widzimy liczne, gęste łzy. Początkowo alkohol rzeczywiście przytłacza - czuć go zarówno w nosie jak i w ustach. Zdecydowanie warto dać tej butelce pooddychać. Po trzydziestu minutach alkohol odpływa, a pojawiają się aromaty roślinne, dojrzała czereśnia, pestki i delikatne zioła. W smaku dobra kwasowość, znowu czereśnie i spinające to wszystko: szorstkie, drewniane taniny. O zawartości procentowej tego wina świadczy ciepło, które przyjemnie rozchodzi się po organizmie.
Robert: Chyba nie zostanę fanem win znad Rodanu. Bo choć są one ładnie owocowe, soczyste i świeże, to brakuje mi w nich jakiegoś drugiego dna. W dzisiejszej butelce na plus mamy ładne wkomponowanie 15% alkoholu w strukturę wina oraz niewygórowaną cenę (19,99 zł). Ogólnie ode mnie 82/100.
Marta: Typowy przedstawiciel Doliny Rodanu. Dobry wybór dla osób lubiących te klimaty (niebeczkowane wina o średnim ciele). Brakuje tylko kominka, bo rozgrzewający klimat wina wprowadza w odpowiedni nastrój. Przyjemny jak na wysoką zawartość alkoholu, łatwo wyczuć czereśniowe nuty i drewniane tło. Jest jednak stanowczo za mało niespodzianek.
Ocena - dobre.
wtorek, 17 czerwca 2014
Organiczne Winne Wtorki - Falcata Bio 2012
Dzisiejszy winno-wtorkowy tematu padł ofiarą naszej propozycji. Postawiliśmy na wina organiczne. Wśród bloggerów pojawiła się krótka dyskusja, która potwierdziła że pojęcie "wina organicznego" ma wielorakie znaczenie.
Mówiąc najprościej są to wina, przy których produkcji nie stosuje się produktów chemicznych tj. nawozów czy środków owadobójczych. Podczas winifikacji nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego, a siarka dozwolona jest w ilości znacznie mniejszej niż w "normalnym" winiarstwie. Istnieją organizacje (Agrocert, Aclave czy Ecocert), które nadają specjalne certyfikaty winnicom, jakie przestrzegają powyższych zasad. Co ciekawe nazwa "wino organiczne" została dopuszczona do używania w Unii Europejskiej dopiero w 2012 r. Istnieje też odrębna kategoria win biodynamicznych, które idą jeszcze krok dalej. Winnice traktuje się wtedy jak żywy organizm, do nawożenia używa się produktów wytworzonych wewnątrz gospodarstwa, zaś przy uprawie ważną rolę odgrywają m.in. fazy księżyca. Przy całej tej tematyce nasuwa się pytanie: jaka jest granica prawdy pomiędzy "zielonym" marketingiem, a rzeczywistą troską o środowisko...
Jedno jest pewne, wina organiczne to ciekawy trend, który na pewno będzie się cieszył coraz większą popularnością.
Wybrana przez nas butelka to Falcata Bio 2012 z winnicy Pago Gran Casa (DO Valencia), położonej na 50 hektarach, ok. 50 km na południe od Walencji, na wysokości 530 m.n.p.m. Butelkę zakupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 33 zł.
Falcata to nazwa starego Iberyjskiego miecza. Jej długość odpowiadała ramieniu wojownika, który był grzebany razem z nią po śmierci. Butelka stanowi kupaż Garnachy, Syrah, Monastrell, z niewielką ilością starannie wyselekcjonowanego Merlota. Fermentacja i maceracja następuje w stalowych zbiornikach w kontrolowanej temperaturze. Każdy szczep fermentuje osobno, na jego naturalnym osadzie. Dodatkowo, część wina przez trzy miesiące dojrzewa w beczkach. Na sam koniec, jeszcze przed wypuszczeniem na rynek, odpoczywa w butelkach przez kolejny kwartał.
W kieliszku piękny burgundowy kolor z fioletowymi refleksami. Jest delikatnie transparentne i pozostawia na kieliszku rzadkie łzy. Ma 14% alkoholu, ale bardzo ładnie wtopionego w strukturę wina. W zapachu ulotne, z delikatnymi nutami wanilii i żywicy, ale stanowiącej jedynie tło radosnej i świeżej śliwkowej owocowości. Soczyście kwaskowe, jagodowe, z łagodnymi taninami i lekko metalicznym posmakiem.
Robert: Hiszpania w niedocenianej przez nas Polaków postaci. Nie ma tutaj przytłaczającej i pokrywającej wszystko beczki. Jej aromaty stanowią tylko ładne tło i dopełnienie owoców. Całość jest lekka i rześka. Może brakuje trochę koncentracji, ale w letni wieczór przymykam na to oko i daję 85/100.
Marta: Czuję suszone zioła, zapach świeżo ściętego drzewa. Zaraz dostanie mi się, za to że koloru nie można wyczuć nosem, ale nasuwają mi się skojarzenia soczystej, trawiastej zieleni. Zostawia ona przenikliwe doznania, nawet trochę drażni. Smak wzbogaca się nieco słodyczą, czuję ciemne, leśne owce, które całości dodają rześkości. Przyjemna, organiczna pozycja.
Ocena - dobre+.
Jakie wina organiczne popijali inni:
Winiacz - Parra Jimenez Demeter Syrah 2013
Czerwone czy białe - Mont'Albanno Grillo 2012
Mówiąc najprościej są to wina, przy których produkcji nie stosuje się produktów chemicznych tj. nawozów czy środków owadobójczych. Podczas winifikacji nie używa się składników pochodzenia zwierzęcego, a siarka dozwolona jest w ilości znacznie mniejszej niż w "normalnym" winiarstwie. Istnieją organizacje (Agrocert, Aclave czy Ecocert), które nadają specjalne certyfikaty winnicom, jakie przestrzegają powyższych zasad. Co ciekawe nazwa "wino organiczne" została dopuszczona do używania w Unii Europejskiej dopiero w 2012 r. Istnieje też odrębna kategoria win biodynamicznych, które idą jeszcze krok dalej. Winnice traktuje się wtedy jak żywy organizm, do nawożenia używa się produktów wytworzonych wewnątrz gospodarstwa, zaś przy uprawie ważną rolę odgrywają m.in. fazy księżyca. Przy całej tej tematyce nasuwa się pytanie: jaka jest granica prawdy pomiędzy "zielonym" marketingiem, a rzeczywistą troską o środowisko...
Jedno jest pewne, wina organiczne to ciekawy trend, który na pewno będzie się cieszył coraz większą popularnością.
Wybrana przez nas butelka to Falcata Bio 2012 z winnicy Pago Gran Casa (DO Valencia), położonej na 50 hektarach, ok. 50 km na południe od Walencji, na wysokości 530 m.n.p.m. Butelkę zakupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 33 zł.
Falcata to nazwa starego Iberyjskiego miecza. Jej długość odpowiadała ramieniu wojownika, który był grzebany razem z nią po śmierci. Butelka stanowi kupaż Garnachy, Syrah, Monastrell, z niewielką ilością starannie wyselekcjonowanego Merlota. Fermentacja i maceracja następuje w stalowych zbiornikach w kontrolowanej temperaturze. Każdy szczep fermentuje osobno, na jego naturalnym osadzie. Dodatkowo, część wina przez trzy miesiące dojrzewa w beczkach. Na sam koniec, jeszcze przed wypuszczeniem na rynek, odpoczywa w butelkach przez kolejny kwartał.
W kieliszku piękny burgundowy kolor z fioletowymi refleksami. Jest delikatnie transparentne i pozostawia na kieliszku rzadkie łzy. Ma 14% alkoholu, ale bardzo ładnie wtopionego w strukturę wina. W zapachu ulotne, z delikatnymi nutami wanilii i żywicy, ale stanowiącej jedynie tło radosnej i świeżej śliwkowej owocowości. Soczyście kwaskowe, jagodowe, z łagodnymi taninami i lekko metalicznym posmakiem.
Robert: Hiszpania w niedocenianej przez nas Polaków postaci. Nie ma tutaj przytłaczającej i pokrywającej wszystko beczki. Jej aromaty stanowią tylko ładne tło i dopełnienie owoców. Całość jest lekka i rześka. Może brakuje trochę koncentracji, ale w letni wieczór przymykam na to oko i daję 85/100.
Marta: Czuję suszone zioła, zapach świeżo ściętego drzewa. Zaraz dostanie mi się, za to że koloru nie można wyczuć nosem, ale nasuwają mi się skojarzenia soczystej, trawiastej zieleni. Zostawia ona przenikliwe doznania, nawet trochę drażni. Smak wzbogaca się nieco słodyczą, czuję ciemne, leśne owce, które całości dodają rześkości. Przyjemna, organiczna pozycja.
Ocena - dobre+.
Jakie wina organiczne popijali inni:
Winiacz - Parra Jimenez Demeter Syrah 2013
Czerwone czy białe - Mont'Albanno Grillo 2012
niedziela, 15 czerwca 2014
Francja z Lidla #3 - Château Andron Blanquet 2007
Możliwości mamy mniejsze od azjatyckich przedsiębiorców ale ostatnio korzystając z promocji, kupiliśmy Château Andron Blanquet Saint-Estèphe Cru Bourgeois 2007 (butelkę przeceniono o połowę ceny).
Leżący na lewym brzegu Żyrondy region Médoc śmiało może być nazywany mekką fanów wina. Takie nazwy jak Lafite, Latour czy Mounton stały się synonimem bajecznie drogich win, zwykle niedostępnych przeciętnemu człowiekowi. Saint-Estèphe to leżąca najbardziej na północ i najmniej ceniona z czterech głównych apelacji Médoc (obok Pauillac, Saint-Julien i Margaux). Wina z Saint-Estèphe są uważane za mało eleganckie, pozbawione finezji, chłopskie i kanciaste. W porównaniu do leżącego na południe Pauillac są zwykle twardsze, bardziej taniczne, co prawda aromatyczne, ale o wątlejszym ciele.
Château Andron Blanquet leży na południowo-wschodnim krańcu Saint-Estèphe i graniczy z chyba najbardziej znaną winnicą tej apelacji: Château Cos d`Estournel. Dominują tutaj żwiry leżące na twardym, obfitującym w żelazo piaskowcu. W butelce mamy typowy dla Médoc kupaż: Cabernet Sauvignon, Merlot i Cabernet Franc.
Wino jest w kolorze ciemnych wiśni. Głębokie, niemal czarne z delikatnie różową obręczą i ładnymi łzami (13% alkoholu). Aromatyczne - czujemy porzeczkę, paprykę (ewidentny wpływ Cabernet Sauvignon), ale też nuty pieprzne i roślinne. Zapach jest gęsty, pełny, tłusty, niemal daje się pochwycić w palce. W smaku za to niezbyt rozbudowane. Czujemy kwaskowate owoce z dobrze wtopnionymi taninami. W tle ładnie komponują się delikatne nuty ziemiste.
Robert: W tym winie nie chodzi o epatowanie owocami, czy o nadmierną agresywność tanin. Kluczem jest za to balans i harmonia. Każdy kieliszek roztacza przed nami nowe odcienia i barwy. Szkoda je pić, skoro sam zapach upaja. Bordeaux nie są moimi ulubionymi winami, ale uczę się cenić ich klasę - 87/100.
Marta: Nigdy (chyba!) nie zostanę wielką fanką Bordeaux, bo do tego potrzeba pasji i cierpliwości, a ja wino traktuję jak przygodę a nie sztukę życia. Kiedyś czytałam, że azjatyccy turyści biorą Bordeaux za iPhona czy inną nowinkę technologiczną, którą trzeba po prostu mieć. Ja inwestorem nie jestem, chciałabym jednak nauczyć się doceniać tę elegancję i umieć z nią sobie poradzić...
Czuję przewagę zapachu nad smakiem. Jak na Bordeaux i moje obawy, chyba brak mu ciężkości i dlatego warzywne klimaty nie mają możliwość rażenia przesytem. Stąd spodobała mi się jego aromatyczność i optymalny poziom rustykalizmu.
Zdecydowanie warto je spróbować zwłaszcza, że nieczęsto zdarza się okazja, by napić się 7-letniego Bordeaux w takiej cenie.
Ocena - bardzo dobre.
piątek, 13 czerwca 2014
Na inagurację Mundialu - Cuvée de Tête 2010 z M&S
Jakiś czas temu głośno było o zorganizowanej przez Marks&Spencer przecenie niebeczkowanych win ze starszych roczników. Skusiliśmy się wtedy na dwie butelki; Macon Rouge już "za nami", teraz przyszedł czas na Cuvée de Tête 2010.
Wino, podobnie jak poprzednie, pochodzi z Burgundii, tym razem z apelacji Brouilly. Jesteśmy w Beaujolais, w kieliszku mamy więc flagowy szczep tego regionu - gamay. W procesie winifikacji zastosowano macerację węglową. Polega ona na poddaniu fermentacji całych winogron (bez uprzedniego zgniecenia). Sok fermentuje w środku owoców, a następnie ulegają one samoistnemu zgnieceniu pod wpływem ciężaru i ciśnienia wydzielającego się dwutlenku węgla. Fermentacja przebiega wtedy bardzo szybko, ale odbywa się to kosztem zdolności starzenia się takiego wina. Dlatego otwierając butelkę rocznika 2010 byliśmy pełni obaw...
W kieliszku wino o soczystym kolorze dojrzałych czereśni. Jest transparentne, z bardzo delikatnym połyskiem i średnimi łzami. Dość lekkie - 12,5% alkoholu. W nosie na pierwszy plan wysuwają się aromaty płatków róży. Czujemy też niedojrzałe, kwaśne wiśnie; w tle również nuty ziemiste i zioła. Zapach jest lekko perfumowany, ale trzyma się w ryzach i nie jest przesadzony. W smaku dobra kwasowość. Nieagresywna i fajnie orzeźwiająca rześkością czerwonych porzeczek. Finisz krótki, delikatnie taniczny.
Robert: Idealny przedstawiciel letniej czerwieni. Do inauguracji Mundialu pasowało jak ulał. Taki brazylijski styl - lekkość i finezja. Maceracja węglowa odcisnęła piętno w intensywnie owocowym bukiecie. Mi to pasuje i daję 85/100.
Marta: Zgadzam się z Robertem, że butelka wypada bardzo korzystnie, jednak daleka jest od mojego ideału. Wino niby nie jest za ciężkie, ale dzikość róży w zestawieniu z owocowością robi swoje. Na szczęście jest gdzieś na granicy mojej wytrzymałości na elegancję Gamay, dlatego zniosłam jego harmonię i przegraną Chorwacji, której kibicowałam.
Wino okazało się nadal aromatyczne, świeże i żywe. W przecenie po 26 zł o klasę wyprzedza większość win z tej półki. Ciekawe jak smarowałoby rok-dwa wcześniej...
Ocena - dobre+.
Wino, podobnie jak poprzednie, pochodzi z Burgundii, tym razem z apelacji Brouilly. Jesteśmy w Beaujolais, w kieliszku mamy więc flagowy szczep tego regionu - gamay. W procesie winifikacji zastosowano macerację węglową. Polega ona na poddaniu fermentacji całych winogron (bez uprzedniego zgniecenia). Sok fermentuje w środku owoców, a następnie ulegają one samoistnemu zgnieceniu pod wpływem ciężaru i ciśnienia wydzielającego się dwutlenku węgla. Fermentacja przebiega wtedy bardzo szybko, ale odbywa się to kosztem zdolności starzenia się takiego wina. Dlatego otwierając butelkę rocznika 2010 byliśmy pełni obaw...
W kieliszku wino o soczystym kolorze dojrzałych czereśni. Jest transparentne, z bardzo delikatnym połyskiem i średnimi łzami. Dość lekkie - 12,5% alkoholu. W nosie na pierwszy plan wysuwają się aromaty płatków róży. Czujemy też niedojrzałe, kwaśne wiśnie; w tle również nuty ziemiste i zioła. Zapach jest lekko perfumowany, ale trzyma się w ryzach i nie jest przesadzony. W smaku dobra kwasowość. Nieagresywna i fajnie orzeźwiająca rześkością czerwonych porzeczek. Finisz krótki, delikatnie taniczny.
Robert: Idealny przedstawiciel letniej czerwieni. Do inauguracji Mundialu pasowało jak ulał. Taki brazylijski styl - lekkość i finezja. Maceracja węglowa odcisnęła piętno w intensywnie owocowym bukiecie. Mi to pasuje i daję 85/100.
Marta: Zgadzam się z Robertem, że butelka wypada bardzo korzystnie, jednak daleka jest od mojego ideału. Wino niby nie jest za ciężkie, ale dzikość róży w zestawieniu z owocowością robi swoje. Na szczęście jest gdzieś na granicy mojej wytrzymałości na elegancję Gamay, dlatego zniosłam jego harmonię i przegraną Chorwacji, której kibicowałam.
Wino okazało się nadal aromatyczne, świeże i żywe. W przecenie po 26 zł o klasę wyprzedza większość win z tej półki. Ciekawe jak smarowałoby rok-dwa wcześniej...
Ocena - dobre+.
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Weekendowe chianti - Villa Montorsoli Chianti 2011
Za nami piękny weekend! Razem ze znajomym spędziliśmy go poza miastem; wieczorem niedzielni kierowcy dali nieźle popalić, ale pozytywnie zmęczeni i głodni, wspólnie upichciliśmy steka z jarmużem i do tego podaliśmy chianti.
Wybór padł na Villa Montorsoli Chianti 2011 z Castelfiorentino. Wino kupione w Almie w przecenie po 34,99 zł (cena regularna ok. 48 zł). Sangiovese jest tutaj uzupełnione szczepami canaiolo (10%) merlot (10%).
Kolor prezentuje się nieco żywiej niż w typowym chianti: bordowy z fioletowymi odblaskami. W kieliszku zostawia łzy o średniej intensywności. Niestety wino ma dla nas podstawową wadę: alkohol nie wtopił się w całość. Czujemy go wszędzie - w nosie i ustach. Smakuje bardziej jak truskawkowa nalewka niż chianti. Kwasowość niska, wino jest słodkawe. A same taniny gdzieś daleko w tle. Po aromatach smażonych konfitur spodziewalibyśmy się wina "gęstego jak galaretka", które można kroić nożem. Niestety jest odwrotnie - brakuje mu ciała i jest rozwodnione.
Robert: Owocowość jest tutaj zbyt dosłowna. Brakuje jakiejkolwiek tajemnicy, czy niuansów. Nie po to kupujemy chianti, by napić się truskawkowej nalewki i to bez odpowiednich dla nalewki procentów :) Niewarte swojej ceny! 78/100
Marta: Wino zupełnie nie w moim stylu. Nie lubię butelek, w których pierwsze skrzypce grają alkoholowe nuty i trudno skupić się na czymkolwiek innym. Taka dominanta może i znajdzie swoich miłośników, ale mnie do siebie nie przekonała.
Ocena - kiepskie.
Wybór padł na Villa Montorsoli Chianti 2011 z Castelfiorentino. Wino kupione w Almie w przecenie po 34,99 zł (cena regularna ok. 48 zł). Sangiovese jest tutaj uzupełnione szczepami canaiolo (10%) merlot (10%).
Kolor prezentuje się nieco żywiej niż w typowym chianti: bordowy z fioletowymi odblaskami. W kieliszku zostawia łzy o średniej intensywności. Niestety wino ma dla nas podstawową wadę: alkohol nie wtopił się w całość. Czujemy go wszędzie - w nosie i ustach. Smakuje bardziej jak truskawkowa nalewka niż chianti. Kwasowość niska, wino jest słodkawe. A same taniny gdzieś daleko w tle. Po aromatach smażonych konfitur spodziewalibyśmy się wina "gęstego jak galaretka", które można kroić nożem. Niestety jest odwrotnie - brakuje mu ciała i jest rozwodnione.
Robert: Owocowość jest tutaj zbyt dosłowna. Brakuje jakiejkolwiek tajemnicy, czy niuansów. Nie po to kupujemy chianti, by napić się truskawkowej nalewki i to bez odpowiednich dla nalewki procentów :) Niewarte swojej ceny! 78/100
Marta: Wino zupełnie nie w moim stylu. Nie lubię butelek, w których pierwsze skrzypce grają alkoholowe nuty i trudno skupić się na czymkolwiek innym. Taka dominanta może i znajdzie swoich miłośników, ale mnie do siebie nie przekonała.
Ocena - kiepskie.
czwartek, 5 czerwca 2014
Francja z Lidla #2 - Cotes du Rhone Villages 2012
Tydzień temu obiecaliśmy sobie, zrobić mini - przegląd win z francuskiej oferty Lidla. Byliśmy już w Bordeaux, a dziś zawitaliśmy do Doliny Rodanu. Mamy butelkę z apelacji Cotes du Rhone Villages. Kiedyś piliśmy już pochodzące stamtąd wino. Szału nie było, ale nie nażekaliśmy. Sprawdziliśmy, co trafiło się tym razem.
Mamy typowy dla południa Francji kupaż: Grenache, Syrah i Mourvedre. W kieliszku ma ładny malinowy kolor, z delikatnym połyskiem. Transparentne, łzy nie są wyraziste (choć ma 13,5% alkoholu).
Zapach jest delikatny. Mamy głównie czerwone owoce (soczyste czereśnie i truskawki). Czujemy też w tle nuty ziołowe i drzewne. Aromaty są przyjemne, ale początkowo skąpe, trudne do zdefiniowania - trzeba się nieźle wysilić. Dopiero po chwili wino otwiera się i zapach staje się wyraźniejszy. Smak mimo radosnej owocowości i świeżości pozbawiony jest głębi. Kwasowość umiarkowana. Lekko pieprzny finisz pozostawia w ustach szorstkie taniny.
Robert: Lekkie, rześkie, owocowe. Trochę nie w moim stylu, brakuje mi w nim ciała. O ile zapach jeszcze coś zapowiada, to wino przepływa przez usta prawie niezauważalnie. Z drugiej strony za 14,99 zł to radosne i wdzięczne wino. Długo nie mogłem się zdecydować jak mam je ocenić, ale podsumowując daję 82/100, bo dobry owoc to dla mnie za mało.
Marta: Faktycznie lekkie, ale sama lekkość nie ma głębi. Czegoś tu brakuje, niewielka kwasowość może nie wszystkim przypaść do gustu, a z drugiej strony ta trudna do zdefiniowana prostota jest na tyle łatwa w odbiorze, że znajdzie swoich zwolenników. Ja jestem gdzieś po środku. 80/100
Do tej butelki trzeba podejść bez wygórowanych oczekiwań i nastawić się na frajdę z lekkiego i świeżego wina.
Ocena - średnie+.
niedziela, 1 czerwca 2014
Wino drugiego dnia - Montezovo Valpolicella Ripasso 2012
Sam region Valpolicella to obszar leżący na północ od Werony, w bezpośrednim sąsiedztwie Jeziora Garda. Według reguł, które rządzą w tej apelacji, wina muszą zawierać mieszankę trzech charakterystycznych szczepów: Corvina, Rondinella i Molinara, z niewielkim dodatkiem kilku innych odmian.
Dzisiejsza butelka to Montezovo Valpolicella Ripasso DOC 2012 od producenta Azienda Agricola Monte Zovo di Cottini Diego e Figli. Kupiona w Dobrych Winach w ramach promocji w cenie 29,99 zł (cena regularna 49,99 zł).
Wino ma bogaty, krwisty kolor dojrzałego granatu, z ładnym połyskiem. Jest transparentne i zostawia na ściankach gęste łzy (14% alkoholu). W nosie nie jest agresywne. Mamy charakterystyczny aromat rodzynek, tak znany w Amarone, czujemy też wiśniową konfiturę, trochę nut ziołowych i migdałów. Zapach jest lekki, bardzo przyjemny, lecz trochę wycofany. W ustach wino ma średnią budowę, czujemy dobrze zarysowaną kwasowość, przechodzącą w łagodną słodycz. Znowu można zidentyfikować wiśnie, może maliny i zioła. Taniny są delikatne. Smak jest harmonijnie zbudowany, okrągły i zbalansowany. Wino kończy się lekko gorzkim finiszem.
Robert: To wino "drugiego dnia". Początkowo wydało się trochę rozwodnione. Kiedy sięgnąłem po nie kolejnego dnia (gdy pooddychało), aromaty i smak stał się bardziej rozłożysty. Oprócz nut owocowych pojawiło się gorzko-migdałowe tło, wyraźnie wskazujące na kontakt z Amarone. W tej promocyjnej cenie to naprawdę dobre wino. 86/100.
Marta: Na pierwszy plan w zapachu i smaku wysuwa się wiśnia. Owocowość tego wina stanowi jego klasę i plasuje go na dobrym poziomie. 85/100.
Próbowaliśmy je w połączeniu z jagnięciną. W tym duecie ładnie komponowało się z mięsem, a dzięki swojej lekkiej strukturze nie zdominowało dania.
Ocena - dobre +.
wtorek, 27 maja 2014
Cerro Añón Crianza 2010 - niewykorzystany potencjał
Dziś testujemy butelkę lubianej (choć ostatnio nieco zaniedbywanej) Riojy. Kupiliśmy ją podczas likwidacji sklepu Strefa Wina, po 20% obniżce kosztowała ok. 33 zł.
Cerro Añón Crianza 2010 to kupaż trzech szczepów: królującego w Hiszpanii tempranillo (80%), garnachy (10%) i graciano (10%). Pochodzi od producenta Gruppo Bodegas Ollaro, a dokładniej z jednej z jego trzech winnic - Bodegas Ollara, która została założona w 1973r.
W kieliszku ma delikatnie przezroczysty, soczysty czerwony kolor z rubinowo-fioletowymi refleksami. Jest dosyć mocne (14%), więc łzy są wyraźne. Na początku dominują nuty beczkowe - wino leżakowało przez 14 miesięcy w amerykańskich beczkach - wanilia i budyń. Stopniowo wino otwiera się i ujawnią swoją owocową duszę; czujemy wiśnie i maliny. Po kilku godzinach dochodzi jeszcze czekolada i nuty wędzone. Zapach jest bardzo przyjemny i złożony. Przez chwilę obawialiśmy się znanego grzechu popełnianego przez producentów z Riojy, czyli nadmiernego eksponowania beczki. Na szczęście udało się zachować równowagę i wino nie nuży.
Smak jest niestety znacznie uboższy od zapachu. Wino jest krótkie i płytkie. Czujemy przez chwilę delikatną kwasowość świeżych wiśni, potem nasze usta atakuje wanilia i niezbyt mocno zarysowane taniny. Niestety to wszystko odbywa się w mgnieniu oka.
Robert: Tęskniłem za Rioją, ale to wino nie do końca mnie porwało. Zapach wiele zapowiada. Niuans beczki i owocu zachęca do chwycenia się za rogi z tym winem. Ale gdy przychodzi do smakowania, ten byk staję się jakiś niedożywiony, chorowity i walka kończy się błyskawicznie. Szkoda, bo spodziewałem się większego potencjału. Dlatego daję 84/100.
Marta: Dziś szczerze się przyznaję, że nie pochyliłam się nad tą butelką. Dla mnie niewymagająca Rioja na początek tygodnia. 81/100
Rioja wolna od beczkowej obsesji, ale jakby spłycona. Solidna, ale nie porywa. Po Hiszpanii oczekujemy więcej zadziorności, ognia i temperamentu.
Ocena - dobre.
Cerro Añón Crianza 2010 to kupaż trzech szczepów: królującego w Hiszpanii tempranillo (80%), garnachy (10%) i graciano (10%). Pochodzi od producenta Gruppo Bodegas Ollaro, a dokładniej z jednej z jego trzech winnic - Bodegas Ollara, która została założona w 1973r.
W kieliszku ma delikatnie przezroczysty, soczysty czerwony kolor z rubinowo-fioletowymi refleksami. Jest dosyć mocne (14%), więc łzy są wyraźne. Na początku dominują nuty beczkowe - wino leżakowało przez 14 miesięcy w amerykańskich beczkach - wanilia i budyń. Stopniowo wino otwiera się i ujawnią swoją owocową duszę; czujemy wiśnie i maliny. Po kilku godzinach dochodzi jeszcze czekolada i nuty wędzone. Zapach jest bardzo przyjemny i złożony. Przez chwilę obawialiśmy się znanego grzechu popełnianego przez producentów z Riojy, czyli nadmiernego eksponowania beczki. Na szczęście udało się zachować równowagę i wino nie nuży.
Smak jest niestety znacznie uboższy od zapachu. Wino jest krótkie i płytkie. Czujemy przez chwilę delikatną kwasowość świeżych wiśni, potem nasze usta atakuje wanilia i niezbyt mocno zarysowane taniny. Niestety to wszystko odbywa się w mgnieniu oka.
Robert: Tęskniłem za Rioją, ale to wino nie do końca mnie porwało. Zapach wiele zapowiada. Niuans beczki i owocu zachęca do chwycenia się za rogi z tym winem. Ale gdy przychodzi do smakowania, ten byk staję się jakiś niedożywiony, chorowity i walka kończy się błyskawicznie. Szkoda, bo spodziewałem się większego potencjału. Dlatego daję 84/100.
Marta: Dziś szczerze się przyznaję, że nie pochyliłam się nad tą butelką. Dla mnie niewymagająca Rioja na początek tygodnia. 81/100
Rioja wolna od beczkowej obsesji, ale jakby spłycona. Solidna, ale nie porywa. Po Hiszpanii oczekujemy więcej zadziorności, ognia i temperamentu.
Ocena - dobre.
czwartek, 22 maja 2014
Klasyka - Chianti Classico Castello di Verrazzano 2011
Jest okazja, więc nadszedł moment, aby otworzyć butelkę Chianti Classico Castello di Verrazzano 2011.
Jak podaje kontretykieta winiarstwo w Verrazzano sięga aż XI w. Sam zamek od którego pochodzi nazwa winnicy leży na wzniesieniu w okolicy Grave. Winnica obejmuje swoim zasięgiem 52 hektary leżące na wysokości 300-400 m.n.p.m. To chianti zawiera w sobie, oczywiście oprócz nieodzownego sangiovese, domieszkę canaiolo. Wino podlega fermentacji w kontrolowanej temperaturze, a następnie maceracji przez 10-14 dni. Dojrzewanie odbywa się we francuskich beczkach przez 12 m-cy i przez kolejne 4 m-ce w butelkach.
Wino ma czysty kolor dojrzałych czereśni z fioletowym pobłyskiem i delikatnie jaśniejszą obręczą. Jest transparentne i zostawia na szkle ładnie spływające, gęste łzy (ma 14% alkoholu). Początkowo nos nie jest intensywny. Wino wymaga przewietrzenia i pooddychania. Wówczas pojawiają się nuty drzewne, zielone. Stopniowo smak staję się coraz bogatszy. Czujemy wiśni z pestkami, nieco likieru wiśniowego, malin i ziół. Mamy też aromaty beczkowe - czekolada i wanilia. Zapach jest złożony, z każdym kolejnym kieliszkiem możemy znaleźć nowe aromaty i wrażenia.
Smak najpierw kwaskowy, z gorzkawą końcówką. Później staje się bardziej zaokrąglony. Na wierzch wypływa delikatna wiśniowa słodycz. Taniny początkowo szorstkie i wypełniające całe usta, stopniowo wtapiają się w całość. Wino staje się zaokrąglone, beczka nie przytłacza, dobrze podbija owocową świeżość sangiovese.
Robert: Wino mogące być archetypem chianti. Wszystko jest w idealnych proporcjach - radosne owoce, zadziorne taniny, świeża kwasowość, a nawet piękna stylizowana etykieta. Pełna gama zapachów i smaków połączone w całość jak idealna muzyczna kompozycja. Gra mi w ciele jeszcze długo po wypiciu i domaga się 87/100.
Marta: Klasyczna elegancja z pasjonującym zapachem, który zostawia nawet długo po delikatną ostrość w nosie. Piękny fioletowy połysk, który wprowadza smakowe doznania dobrego chianti. Zaspokoi te niewymagające gusta, a dla tych którzy poszukują klasyki w klasyce stanie się godnym uwagi przystankiem. 85/100
Dobry balans owocu i beczki. Wino od święta i na co dzień. Dobre solo i do posiłku. Gdyby nie cena - ok. 75 zł w Winnicach Południa i w podobnej cenie w innych winiarniach - sięgalibyśmy po nie częściej.
Ocena - bardzo dobre.
wtorek, 20 maja 2014
Winne Wtorki - rustykalna Frankovka 2011
Do tej pory Morawy kojarzyły się nam z kiepskim winem, kupionym w markecie podczas ubiegłorocznej wycieczki do Pragi. Dziś mamy okazję by zweryfikować te doświadczenia, z okazji tematu Winnego Wtorku. W Warszawie nie tak łatwo było zakupić wino z tego regionu. Byliśmy odsyłani z kwitkiem z kilku znanych nam winiarni. Jeden ze sprzedawców powiedział nam nawet, że w Czechach nie rozróżniają cen hurtowych i detalicznych, stąd import wina od naszych południowych sąsiadów nie jest atrakcyjny.
Rzutem na taśmę, udało się nam trafić na butelkę wina Frankovka 2011 od Chateau Bzenec w Piotrze i Pawle (23,99 zł). Nazwa producenta nas rozbawiła; przypomina takie twory znane z naszego piłkarskiego podwórka jak Arsenal Krowia Góra, czy FC Krapkowice :).
Frankovka to czeska nazwa szczepu znanego szerzej pod nazwą Blaufränkisch, uprawianego w całej Europie Środkowej (Bałkany, Niemcy, Słowacja, Czechy, Austria). Daje on zazwyczaj lekkie, owocowe wina, o dość silnie kwaskowym charakterze.
W kieliszku wino ma kolor dojrzałych, czerwonych malin, jest transparentne. Lekkie, nie ma dużo ciała, więc na kieliszku nie zostawia łez. Nie jest też zbyt mocne, zawiera 12,5% alkoholu. W nosie wyczuwamy wiśnie z wyraźnymi szypułkami, maliny, nuty liściaste - wino jest dosyć zielone, owoce nie są dojrzałe. Sam zapach jest zwiewny, nieco mglisty, ale przyjemny. Przypomina nam zapachy młodości - letniego sadu i wakacji spędzanych u dziadków na wsi, podwórka zroszonego deszczem po intensywnej burzy.
W ustach wino jest lekkie, o wyraźnie zaznaczonej kwasowości i szorstkich garbnikach. Jeśli chodzi o smaki to są to znów niezbyt dojrzałe wiśnie, ale smak nie jest rozbudowany, dość szybko urywa się, pozostawiając taniczny finisz.
Robert: Wino nieskomplikowane - jak wspomniane wakacje, gdy byliśmy dziećmi. Wypiłem je bez większych emocji, ale i bez niesmaku. Nie jest to mój styl, dlatego trudno mi się nim zachwycać, ale 81/100 mu się należy, bo wstydu nie ma.
Marta: Zdarzają się takie momenty w naszych degustacjach, że trudno mi jest pochylić się nad nosem, czy ustami wina. Muszę przyznać, iż czasem zastanawiam się, czym jest to spowodowane. Czy należy przyjąć założenie, że skoro wino nie wyzwala we mnie większych emocji, to być może nie zasługuje na uwagę? Nie chcę jednak by argument zmęczenia ciężkim dniem dyskredytował Morawy. Zapach i smak niedojrzałych wiśni niech będzie moją jedyną podpowiedzią dla tych, którzy zechcieliby zmierzyć się z tą butelką. 79/100
To spotkanie z winem z Moraw nie było zachwycające. Należy mu jednak oddać, że w swojej rustykalnej świeżości i prostocie, piło się je z pewnym rozrzewnieniem.
Ogólna ocena - średnie.
Co prezentują inni blogerzy:
Przy winie z dwiema lipami
Blurppp przybliża nam Morawy
Słodkie Czerwone czy Białe
Winetoo z Palavą
Winne przygody również
Rzutem na taśmę, udało się nam trafić na butelkę wina Frankovka 2011 od Chateau Bzenec w Piotrze i Pawle (23,99 zł). Nazwa producenta nas rozbawiła; przypomina takie twory znane z naszego piłkarskiego podwórka jak Arsenal Krowia Góra, czy FC Krapkowice :).
Frankovka to czeska nazwa szczepu znanego szerzej pod nazwą Blaufränkisch, uprawianego w całej Europie Środkowej (Bałkany, Niemcy, Słowacja, Czechy, Austria). Daje on zazwyczaj lekkie, owocowe wina, o dość silnie kwaskowym charakterze.
W kieliszku wino ma kolor dojrzałych, czerwonych malin, jest transparentne. Lekkie, nie ma dużo ciała, więc na kieliszku nie zostawia łez. Nie jest też zbyt mocne, zawiera 12,5% alkoholu. W nosie wyczuwamy wiśnie z wyraźnymi szypułkami, maliny, nuty liściaste - wino jest dosyć zielone, owoce nie są dojrzałe. Sam zapach jest zwiewny, nieco mglisty, ale przyjemny. Przypomina nam zapachy młodości - letniego sadu i wakacji spędzanych u dziadków na wsi, podwórka zroszonego deszczem po intensywnej burzy.
W ustach wino jest lekkie, o wyraźnie zaznaczonej kwasowości i szorstkich garbnikach. Jeśli chodzi o smaki to są to znów niezbyt dojrzałe wiśnie, ale smak nie jest rozbudowany, dość szybko urywa się, pozostawiając taniczny finisz.
Robert: Wino nieskomplikowane - jak wspomniane wakacje, gdy byliśmy dziećmi. Wypiłem je bez większych emocji, ale i bez niesmaku. Nie jest to mój styl, dlatego trudno mi się nim zachwycać, ale 81/100 mu się należy, bo wstydu nie ma.
Marta: Zdarzają się takie momenty w naszych degustacjach, że trudno mi jest pochylić się nad nosem, czy ustami wina. Muszę przyznać, iż czasem zastanawiam się, czym jest to spowodowane. Czy należy przyjąć założenie, że skoro wino nie wyzwala we mnie większych emocji, to być może nie zasługuje na uwagę? Nie chcę jednak by argument zmęczenia ciężkim dniem dyskredytował Morawy. Zapach i smak niedojrzałych wiśni niech będzie moją jedyną podpowiedzią dla tych, którzy zechcieliby zmierzyć się z tą butelką. 79/100
To spotkanie z winem z Moraw nie było zachwycające. Należy mu jednak oddać, że w swojej rustykalnej świeżości i prostocie, piło się je z pewnym rozrzewnieniem.
Ogólna ocena - średnie.
Co prezentują inni blogerzy:
Przy winie z dwiema lipami
Blurppp przybliża nam Morawy
Słodkie Czerwone czy Białe
Winetoo z Palavą
Winne przygody również
Subskrybuj:
Posty (Atom)
