Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwaskowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwaskowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 lipca 2014

Milena 2013 - testujemy Winnicę Miłosz #1

W weekend wpadliśmy z wizytą do Winnicy Miłosz, położonej w Łazie, koło Zaboru, kilkanaście kilometrów na wschód od Zielonej Góry. Nasza okolica ma wielowiekowe tradycje winiarskie. Niestety czasy PRLu zniszczyły budowaną przez dziesiątki lat historię. Na szczęście ostatnimi czasy zaczyna się ona odradzać. Obecnie prężnie działa już trzydzieści winnic. Dosłownie kilkadziesiąt metrów od granicy Winnicy Miłosz powstaje też największa winnica w Polsce - Winnica Zabór. Pierwszy zbiór z parceli przydzielonej właścicielom Miłosza powinien pojawić się już w tym roku.

Dziś chcemy przedstawić Wam butelkę wina o wdzięcznej nazwie Milena 2013, będącą kupażem Muller-Thurgau oraz Traminera.

Wino o delikatnie żółtym, słonecznym kolorze. Ma 12% alkoholu i na szkle pozostawia bardzo delikatne łzy. W nosie aromaty kwiatowe, cytrusy i akcent ziołowy. Zapach jest rześki, ale zarazem elegancki. W ustach uderza nas wysoka kwasowość. Mamy też nuty limonki i jabłek. Spory kontrast pomiędzy zapachem, który zapowiada wino raczej zwiewne i delikatne, a smakiem, gdzie wino jest zadziorne i agresywne.

Robert: Mój niegdysiejszy sceptycyzm wobec polskich win, staje się właśnie nieuzasadniony. Może kwasowość jest - jak na mój gust - nieco zbyt wyraźnie zaznaczona, jednak wino jest zaczepne, świeże i pozostawia po sobie bardzo długie wspomnienie. Aż prosi się podać do niego rybę. Ocena - 85/100.

Marta: Naprawdę miłe zaskoczenie. Przyjemnie zaznaczona kwasowość, która dobrze zgrywa się z lekką goryczą w finiszu. Bardzo radosne i świeże, na myśl przychodzi Milena w towarzystwie smażonej ryby z ziołami.

Ocena - dobre+.

Wina z Winnicy Miłosz są do kupienia w samej winnicy, ale też na stronie www.polskiewina.com.pl oraz w kilku miejscach w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu (odsyłamy do strony internetowej winnicy). Właściciele wspominali, że w planach mają też stolicę, za co szczerze trzymamy kciuki :)

piątek, 18 lipca 2014

Riesling #8 - Rieslinga Feinherb 2013 od Dr Loosena

Wróciły upały a wraz z nimi nasze poszukiwania idealnego rieslinga. Na dzisiejszą odsłonę trafia zwycięzca panelu Rieslingów do 50 zł, zorganizowanego przez Winicjatywę.

W kieliszku mamy Rieslinga Feinherb 2013 od Dr Loosena Brosa. Do zakupienia w Vivinova za 42,90 zł.

Kolor typowy jak na Rieslinga. Jasno-żółty, bardzo delikatny. Na szkle nie widać łez. Ma 10,5% alkoholu. Zapach jest czysty, elegancki, wyraźny. Czujemy jabłka, morele i melona. W smaku bardzo dobra kwasowość, która sprawia, że wino jest przyjemnie wytrawne - pomimo oznaczenia "feinherb". Dominują soczyste cytrusy o długim ładnym finiszu.

Robert: Nie dziwię się dlaczego to wino wygrało wspomniany panel degustacyjny. Takiego rieslinga szukamy. Bardzo orzeźwiający, soczysty a przy tym wysublimowany. Posmak jeszcze długo pozostaje w ustach. Zdecydowanie polecam. Z próbowanych do tej pory rieslingów jedynie 
Steinmühle prezentował podobny poziom. 88/100

Marta: Bardzo przyjemna, orzeźwiająca pozycja. Zgadzam się z Robertem, że godnie reprezentuje poziom rieslingów, aczkolwiek dla mnie osobiście nadal nie pokonała 
Steinmühle. Niezwykłe doznania pozostawia przyjemnie długi finisz, w tak ciepłe wieczory przyjemnie czuć szczypiącą kwasowość, z przeplataną słodyczą.

Ocena: bardzo dobre.

Na koniec mała podpowiedź - do końca lipca niemieckie wina w Vininova są przecenione o 25% :)

piątek, 20 czerwca 2014

Riesling #7 - Cleebourg Alsace Riesling 2010 (Leclerc)

Ostatnio w Leclercu trafiliśmy na francuski tydzień. Spośród kilku win, które zostały przecenione, wybraliśmy alzackiego rieslinga za 29,99 zł (przeceniony z 55 zł). Mamy ten sam szczep, region i cenę jak w przypadku degustowanego Terres Calcaires z Lidla, dlatego porównaliśmy te dwa wina.

Dzisiejsza butelka to Cleebourg Alsace Riesling 2010. Producentem jest Cave Vinicole de Cleebourg. Winnice leżą 60 km na północ od Strasburga na zboczach Północnych Wogezów. Już w IX w. dominikanie zaczęli tam uprawiać winorośle; rosną one na iłowych, gliniastych i marglowych glebach, z ekspozycją na południe i południowy zachód.

Wino o ładnym złotym kolorze, z zielonkawymi refleksami. Zostawia na kieliszku delikatne łzy, wydaje się lekko zbudowane - ma 12% alkoholu. Aromaty są schowane, matowe. Czujemy zielone, niedojrzałe jabłka i melona. Całość jest surowa, by nie powiedzieć mineralna. W smaku fajnie zaznaczona kwasowość. Wydaje się ona tym bardziej widoczna w zniwelowanym finiszu, który utrzymuje się w rejestrze limonkowo-cytrynowym. Mamy nuty agrestu, a w tle zioła.

W porównaniu do lidlowej butelki, dzisiejsze wino wydaje się bardziej żywe i radosne. Kwasowość jest zdecydowanie wyższa, orzeźwiająca i nie pozwalająca na nudę. 

Robert: Bardzo fajny riesling! Mamy trochę (ale też nie za dużo) owoców, wyraźną kwasowość i rześkość godną tego szczepu. Jako aperitif przed wieczornym grillem sprawdził się znakomicie. Z chęcią spróbowałbym go do ryby - to mógłby być hit. Daję 86/100.

Marta: Krystaliczne i przenikliwe, z nieco zmineralizowaną kwasowością. Ale dla mnie za bardzo matowe, nie potrafię dookreślić czego właściwie mi brak. Trochę zaskoczyło mnie drażniące uczucie szczypania w język, ale taki mamy klimat! - bez wątpienia, innym razem w doskwierającym upale, spełniłby swoją orzeźwiającą rolę.

W tym pojedynku Leclerc zdecydowanie wygrywa z Lidlem.

Ocena - bardzo dobre.

czwartek, 12 czerwca 2014

Riesling #6 - Steinmühle Riesling Trocken 2012

Rowery to nasza wieloletnia pasja, staramy się poświęcać jej każdą wolną chwilę. Zdarza się, że po pracy potrafimy godzinami zwiedzać warszawskie dzielnice, dziś padło na Wawer a potem Międzylesie, zielone uliczki i stylizowany "nadmorski klimat" przypadł nam do gustu. Po długiej wycieczce sięgnęliśmy po coś orzeźwiającego. Wybór padł na degustację kolejnego rieslinga - Steinmühle Riesling Trocken 2012. Wcześniej mieliśmy już możliwość spróbować słodkiej wersji od tego producenta, i wypadła całkiem przyjemnie.

W kieliszku wino w kolorze jasnozłotym, z ładnym połyskiem i bez łez. Butelka ma 12,5% alkoholu, ale wino jest lekkie i świeże. Zapach nie jest intensywny, wręcz skąpy i schowany. Zdominowany przez tropikalne owoce - głównie melona. Czujemy też nuty gruszkowe, a w tle delikatną pieprzną ostrość. W ustach dobrze zaznaczona, orzeźwiająca kwasowość. Rozpoznajemy limonkę i kwaśne jabłka. Całość zakończona słonawo-gorzkawym finiszem. 

Zapach nie wybija się nadmiernie, smak choć przyjemny, pozbawiony jest niuansów. To wino jest jednak pełne klasy - ma to coś czego szuka się w rieslingu: dobrą kwasowość, orzeźwienie, lekkość i żwawość.

Robert: Najlepszy ze smakowanych tej wiosny rieslingów. Dobry balans kwasowości i owoców. Wino mnie nie znużyło, każdy kieliszek cieszył jeszcze bardziej, co w białych jest rzadkością. Kojarzy się z kruchym zielonym jabłkiem, cierpkim, pełnym kwaskowego soku, ale też podszytego słodyczą. Daję 87/100.

Marta: Przyjemny i kwasowy; wysiłek producenta powinien być doceniony. Jestem fanką rieslingów, ten może ma trochę za krótki finisz, ale takie rozwiązanie dodaje mu lekkości i soczystości. Zachowuje dobre proporcje i dzięki temu tak dobrze się sprawdza.

Butelkę kupiliśmy w Winnym Garażu w cenie 42 zł.

Ocena - bardzo dobre.


sobota, 7 czerwca 2014

Z prezydenckiego stołu - Kaitui Sauvignon Blanc 2013

Markus Schneider nazwał swojego sauvignon blanc: Kaitui (krawiec), co jest tłumaczeniem jego nazwiska na język maoryski. Krzewy, na których rosną winogrona użyte do produkcji tego wina sprowadził właśnie z ojczyzny Maorysów - Nowej Zelandii. Do ciekawostek należy informacja, że Angela Merkel częstowała tym winem Baracka Obamę w czasie jego wizyty w Berlinie. Podczas naszej ubiegło-weekendowej wizyty u Wojtka w Winnym Garażu, dostaliśmy butelkę tego wina na spróbowanie (w regularnej sprzedaży pojawi się już za 1-2 tygodnie, w cenie ok. 50 zł). Sprawdziliśmy młodszy rocznik, niż ten którym był przyjęty President of United States.
 picture source: detroidnews.com

Wino w kolorze białego złota, delikatnie mieniące się żółtymi refleksami. Na szle pozostawia wyraźne łzy, ma 12,5% alkoholu. W nosie zaraz po otwarciu dominują nuty marakui, w tle czujemy grejpfruta. Zapach bardzo przyjemny, orzeźwiający i owocowy.

To młode wino (rocznik 2013) jest pełne młodzieńczej werwy i świeżości. W smaku zachowana jest dobra kwasowość, szczypiąca w język i sprawiająca wrażenie, jakby wino było delikatnie gazowane. Rozpoznajemy grejpfruta, limonkę i nieco gruszki. Finisz jest lekko gorzkawy, co dobrze równoważy wspomnianą kwasowość.

Robert: Wino trochę jednowymiarowe, dominuje w nim nieposkromiona owocowość. W tym przypadku nie jest to dla mnie wada. Wyróżnia go większa otwartość niż u jego nowozelandzkich krewnych. W tak upalne popołudnie świetnie się sprawdza zamiast zimnego piwa. Podsumowując daję mu 87/100.

Marta: Egzotyka od początku do końca. Bardzo przypadła mi do gustu, od takich butelek uczę się stopniowania napięcia. Zapach sugeruje słodkie tropikalne owoce, smak zaskakuje kwasowością a finisz pozostawia na długo orzeźwienie i świeżość.
Bardzo przyjemna pozycja.

Ciekawe jak smakowało Obamie... Ta butelka to wino skrojone na naszą miarę. Kwasowość orzeźwia, gorzki finisz dobrze ją kontruje, a całość jest poskładana i pasuje jak ulał :) 

Ocena - bardzo dobre.

poniedziałek, 26 maja 2014

Riesling #4 - Terres Calcaires 2009 z Lidla

Naszą małą tradycją stają się weekendy pod znakiem rieslinga. Najpierw była wersja słodka, później półsłodka, a dziś przyszedł czas na wytrawną. Butelka pochodzi z Francji, a dokładnie z Alzacji. Trafiliśmy na nią podczas trwającej od niedawna selekcji win francuskich w Lidlu, w przyjemnej cenie 29,99 zł. Alzacja - prowincja leżąca na pograniczu Francji i Niemiec czerpie wiele ze swoich wschodnich sąsiadów - choćby i to, że króluje tu także riesling. 

Wybór padł na Terres Calcaires od Preiss-Zimmer, rocznik 2009. W kieliszku wino ma żywszą barwę niż poprzednie próbki. Kolor jest delikatnie żółty z zielonymi refleksami. Jak na rieslinga ma sporo alkoholu (13%), jednak jego budowa jest lekka, więc nie zostawia na kieliszku łez.

W nosie czujemy gamę owoców. Są brzoskwinie, melon, nieco grejpfruta. W tle nuty maślane. Zapach nie jest rozbuchany, nie atakuje nas nachalnie. Jest trochę schowany, delikatny i subtelny. 

Smak odbiega od poznanych przez nas rieslingów. Nie jest tak mocno kwaskowy, wręcz delikatnie słodkawy. Wyczuwamy świeże tropikalne owoce ze słonawym posmakiem. Trochę brakuje mu energii, życia, żwawości. Nie jest nudne, ma przyjemnie owocową naturę, ale mało jest w nim duszy prawdziwego rieslinga.

Robert: Mam mieszane uczucia. Zaczynałem się rozsmakowywać w soczystej kwasowości rieslingów, której tutaj brakuje. Ale z drugie strony to wino też ma swój urok. Jeśli mam traktować je jako typowego rieslinga, to wypada kiepsko. W oderwaniu od swojego archetypu zyskuje na wartości. Daję 83/100.

Marta: Wymaganie proste: coś rześkiego na upalne popołudnie; postawiliśmy na kolejnego rieslinga i ten wg mnie nie sprostał zadaniu żwawości jakiej od niego oczekiwałam. 79/100.

W jednym wino okazało się niezastąpione: zgrało się dobrze z naszym obiadem (dorszem gotowanym w pomidorowym sosie z odrobiną chili). Ta niewielka ilość kwasowości zniwelowała ostrość sosu i połączyła smaki w harmonijną całość, a dzięki temu, że kwasowość nie była wysoka, wino nie przytłoczyło delikatnej ryby.

Jeśli nie jesteście gotowi zmierzyć się z agresywną kwasowością, z której znane są typowe rieslingi, może ta butelka okaże się bezpiecznym wyborem?

Ocena - dobre.

wtorek, 20 maja 2014

Winne Wtorki - rustykalna Frankovka 2011

Do tej pory Morawy kojarzyły się nam z kiepskim winem, kupionym w markecie podczas ubiegłorocznej wycieczki do Pragi. Dziś mamy okazję by zweryfikować te doświadczenia, z okazji tematu Winnego Wtorku. W Warszawie nie tak łatwo było zakupić wino z tego regionu. Byliśmy odsyłani z kwitkiem z kilku znanych nam winiarni. Jeden ze sprzedawców powiedział nam nawet, że w Czechach nie rozróżniają cen hurtowych i detalicznych, stąd import wina od naszych południowych sąsiadów nie jest atrakcyjny.

Rzutem na taśmę, udało się nam trafić na butelkę wina Frankovka 2011 od Chateau Bzenec w Piotrze i Pawle (23,99 zł). Nazwa producenta nas rozbawiła; przypomina takie twory znane z naszego piłkarskiego podwórka jak Arsenal Krowia Góra, czy FC Krapkowice :). 

Frankovka to czeska nazwa szczepu znanego szerzej pod nazwą Blaufränkisch, uprawianego w całej Europie Środkowej (Bałkany, Niemcy, Słowacja, Czechy, Austria). Daje on zazwyczaj lekkie, owocowe wina, o dość silnie kwaskowym charakterze.

W kieliszku wino ma kolor dojrzałych, czerwonych malin, jest transparentne. Lekkie, nie ma dużo ciała, więc na kieliszku nie zostawia łez. Nie jest też zbyt mocne, zawiera 12,5% alkoholu. W nosie wyczuwamy wiśnie z wyraźnymi szypułkami, maliny, nuty liściaste - wino jest dosyć zielone, owoce nie są dojrzałe. Sam zapach jest zwiewny, nieco mglisty, ale przyjemny. Przypomina nam zapachy młodości - letniego sadu i wakacji spędzanych u dziadków na wsi, podwórka zroszonego deszczem po intensywnej burzy.

W ustach wino jest lekkie, o wyraźnie zaznaczonej kwasowości i szorstkich garbnikach. Jeśli chodzi o smaki to są to znów niezbyt dojrzałe wiśnie, ale smak nie jest rozbudowany, dość szybko urywa się, pozostawiając taniczny finisz.

Robert: Wino nieskomplikowane - jak wspomniane wakacje, gdy byliśmy dziećmi. Wypiłem je bez większych emocji, ale i bez niesmaku. Nie jest to mój styl, dlatego trudno mi się nim zachwycać, ale 81/100 mu się należy, bo wstydu nie ma.

Marta: Zdarzają się takie momenty w naszych degustacjach, że trudno mi jest pochylić się nad nosem, czy ustami wina. Muszę przyznać, iż czasem zastanawiam się, czym jest to spowodowane. Czy należy przyjąć założenie, że skoro wino nie wyzwala we mnie większych emocji, to być może nie zasługuje na uwagę? Nie chcę jednak by argument zmęczenia ciężkim dniem dyskredytował Morawy. Zapach i smak niedojrzałych wiśni niech będzie moją jedyną podpowiedzią dla tych, którzy zechcieliby zmierzyć się z tą butelką. 79/100

To spotkanie z winem z Moraw nie było zachwycające. Należy mu jednak oddać, że w swojej rustykalnej świeżości i prostocie, piło się je z pewnym rozrzewnieniem. 

Ogólna ocena - średnie.

Co prezentują inni blogerzy:
Przy winie z dwiema lipami

Blurppp przybliża nam Morawy
Słodkie Czerwone czy Białe
Winetoo z Palavą
Winne przygody również

sobota, 17 maja 2014

Riesling #3 - Kendermanns Riesling Kabinett 2013 (Alma)

Ruszamy w głąb krainy rieslinga. Porzucamy wersje słodkie i zmierzamy w stronę wytrawności. Na razie zatrzymaliśmy się gdzieś pośrodku, bo w kieliszkach mamy Kendermanns Riesling Kabinett 2013.

Kebinett wskazuje na wino półsłodkie. Nasze ma 34,4 g./l cukru resztkowego, a pochodzi, tak jak jego poprzednik z Doliny Mozeli. 

W kieliszku to delikatna barwa typowego rieslinga. Jest jasno-żółte, z delikatnym połyskiem. Lekkie (8,5% alkoholu) - stąd nie mamy na ściankach łez. Aromat jest rześki i świeży. Jest dobrze! Czujemy przede wszystkim owoce - tym razem nos podpowiada nam, że to brzoskwinie i jabłka. Ale w tle też się sporo dzieje: masło i papirus.

Nos porywa - smak rozczarowuje. W porównaniu do poprzedników, kwasowość nie jest tak wysoka, zbalansowana przez cukier. Brakuje tej rozpiętości pomiędzy smakami, takiej wiosennej seksowności rieslinga, którą przecież zapowiadał zapach. W ustach jest to uśrednione i niestety sprawia to, że po kilku kieliszkach wino jest dość nużące i mdłe. Nie ma jakiejś wielkiej głębi, polotu, nie rzuca na kolana. Ba, nawet nie podrywa z sofy. Jedyne, co zostaje w pamięci to orzechowy, gorzki finisz.

Robert: W tym winie odnalazłem mineralność (no wiem, wiem, że ponoć tak się nie mówi), z której słyną rieslingi. To było na plus i przez chwilę wydawało mi się, że wino mnie porwie, ale niestety, na dłuższą metę okazało się kiepskim kompanem. Głównie za sprawą smaku, który zamiast nieść orzeźwienie - męczył. Dla mnie to taki mężczyzna po 60-ce, opowiada kobietom bajki, a jak przyjdzie co do czego to już niewiele może... Stąd jedynie 80/100.

Marta: Robert przyłożył się do komentarza, więc nie będę silić się na górnolotne metafory :) Z drugiej strony, jakie to smutne że mężczyźnie wydaje się że po 60 to niewiele już może :) Riesling to moja bajka, podoba mi się sensualność jego zapachów i życie w smaku; tym razem faktycznie wystąpiła pewna nierówność, ale to nadal jest mój klimat! 81/100

Świetny wybór do cioci na imieniny. Rodzinka będzie zadowolona, że wino nie jest kwaskowe i butelka rozejdzie się w oka mgnieniu - gwarantujemy :).  A i cena (33 zł w Almie) nie zrujnuje kieszeni. 

Niestety ocena ogólna - średnie.

poniedziałek, 12 maja 2014

Nowy Świat w Biedronce #2 - Greyrock Hawke`s Bay Sauvignon Blanc

Weekend upłynął zdecydowanie pod znakiem białego wina. Wczoraj smakowaliśmy rieslinga, a dziś otworzyliśmy drugą z butelek zakupionych w Biedronce w ramach promocji Nowego Świata - nowozelandzkie Greyrock Hawke`s Bay Sauvignon Blanc 2013.

Już kiedyś pisaliśmy,że sauvignon blanc daje na Wyspach wyjątkowe wina. Trudno jednak kupić je za rozsądną cenę. Dlatego oferta Biedronki jest warta uwagi, bo samo wino dostępne jest za jedyne 24,99 zł. Dodatkowo zdobyło już uznanie na Winicjatywie, więc sporo od niego oczekiwaliśmy...

Ta butelka pochodzi, jak sama nazwa wskazuje i na co zwrócił uwagę Mariusz - dzięki :) - z uprawy leżącej w regionie Hawke`s Bay, na wybrzeżu północnej nowozelandzkiej ziemi.

Wino ma delikatny, niemal bezbarwny kolor z lekkimi słonecznymi odblaskami. Łzy są niedostrzegalne. Gdy jednak winem zakręcimy i wsadzimy nos do kieliszka, nasze zmysły atakują nuty południowych owoców. Czujemy marakuję, melona - jakbyśmy przenieśli się na targ i spacerowali pomiędzy straganami pełnymi świeżych, soczystych owoców.

Smak jest nieco zaskakujący. Dość oszczędny, z dobrze zarysowaną kwasowością i dozą goryczy przypominającą czerwonego grejpfruta. To właśnie ten posmak czujemy w finiszu. Całość jest bardzo orzeźwiająca. Wino sprawdziłoby się jako towarzysz wiosennego pikniku na pełnej słońca łące, ale też jako towarzysz do dań rybnych, czy nawet tajskich.

Robert: Przyznaję się, że picie drugi dzień z rzędu białego wina to dla mnie trochę za wiele. Tęsknię już do tanin, ale czego się nie robi dla ukochanej osoby :). Potrafię też docenić klasę tej butelki. To wino ma swój styl, jest fajnie zbudowane i konsekwentne w każdym aspekcie. 84/100

Marta: Pierwszy raz mogę powiedzieć, że wino opowiedziało mi historię. Ja wiem wiem, że to daleka Nowa Zelandia, ale ja byłam w tajlandzkiej bajce, pełnej egzotycznych smaków i zapachów. Nie mogę pozbyć się wrażenia pociągającej pasji i nie ważne jak to brzmi: słodyczy, cierpkości a zarazem kwasowości mango. Robert niech nie przesadza z tym poświęceniem, z drugiej strony wyszło i mu na dobre! 87/100.

W swojej cenie (24,99 zł) sauvignon blanc z Nowej Zelandii to prawdziwy biały kruk.

Ocena całościowa - bardzo dobre.

sobota, 10 maja 2014

Riesling #2 - Rudolf Müller Spätlese z Almy


Weekend to czas kulinarnych eksperymentów. Na talerzach pojawił się więc stek z tuńczyka w marynacie sojowo-sezamowej z risotto i brokułami na parze. Ryba o orientalnym i mocnym aromacie, wymagała wina bardziej finezyjnego niż jakieś chardonnay. Zdecydowaliśmy się na szczep, który w teorii dobrze łączy się z dalekowschodnimi smakami - rieslinga.

Wszystko to pozwoliło nam porównać tę butelkę 
Rudolf Müller Riesling Spätlese 2013 z pitym w majowy weekend - Steinmühle. Wino pochodzi z Doliny Mozeli, miejsca gdzie powstają jedne z najbardziej ekspresyjnych win z tego szczepu. Opisywaną butelkę zakupiliśmy w Almie w cenie 33 zł.

W kieliszku wino ma typową dla rieslinga słomkową barwę białego złota, a także niską zawartość alkoholu (8%), stąd nie zostawia łez na szkle. W nosie czujemy przed wszystkim kwaśne, soczyste jabłka (może antonówki) i gruszki. Ale tło to również aromaty: maślane, biała czekolada i wanilia.

Ten przykład rieslinga jest zdecydowanie bardziej kwaskowy od poprzedniego. Mimo, że mamy tutaj winogrona z późnego zbioru, słodycz jest bardzo słabo wyczuwalna. Mieszają się smaki gruszki, ale też nuty gorzkawe, przypominające orzechy. Wino jest ożywcze, rześkie.

Jeśli chodzi o połączenie tej butelki z naszym obiadem, to wysoka kwasowość tej butelki dobrze skomponowała się z aromatami ryby i jednocześnie łagodnością risotto.

Robert: Z obiadem było znakomite, ale później gdy degustowaliśmy je solo, ta wysoka kwasowość była dla mnie trudna. Z drugiej strony wino żywe, radosne, orzeźwiające. Daję 82/100.


Marta: Dokładnie! Jest żywe i kwasowość to chyba właśnie taki element, który podkręca w winie jego energię i moc. Na początku trochę przeraził mnie wysoki poziom odczuć generowanych przez ten komponent. Nauczyłam się już jednak, że to co na początku do mnie nie trafia, potem okazuje się największą zaletą wina i tym razem nie było inaczej. W Riesling'u zaczynam się powoli zadurzać - tyle smaków kwasowości przede mną, tyle żywych wyzwań, że aż chce się "żyć". Moje 83/100.

W związku z nowym layoutem chcemy wprowadzić podsumowanie, które pozwoli stworzyć na blogu jakąś formę klasyfikacji, może bardziej przystępną niż nasze 100-punktowe oceny i jednocześnie bardziej zobiektywizowaną. 


Skala jaką chcemy przyjąć to wina:
niepijalne - kiepskie - średnie - dobre - bardzo dobre - rewelacja.

Tą butelkę klasyfikujemy jako dobre

poniedziałek, 3 marca 2014

Nie tym razem - Sangiovese Toscana 2012, Cecchi

Dziś spróbowaliśmy tak niedobrego wina, że zastanawialiśmy się, czy w ogóle je opisywać. Warto to jednak zrobić, by ostrzec innych :)

Ale od początku... Planowaliśmy na kolację zrobić sałatkę z szynki parmeńskiej i winogron. Szukaliśmy jakiegoś wina, aby niezobowiązująco wypić kieliszek. Skoro szynka była z Parmy to i wino powinno być z Włoch. Wybór padł (ze względu na ładną etykietę) na Sangiovese Toscana 2012 od Cecchi z Biedronki.

Jest to wino o klasie IGT (Indicazione Geografica Tipica), czyli tzw. wino regionalne. Do tej pory kilka razy trafialiśmy na dość dobre wina tej klasy, niczym nieustępujące klasycznym DOC, czy DOCG. A tu taka niespodzianka!

O ile jeszcze przy sałatce wino było nawet znośne, to już pite solo wypadło tragicznie. Mimo ładnego truskawkowego koloru, w głębi mieniącego się fioletem, wino ma nieprzyjemny chemiczny zapach. Dopiero gdzieś daleko w tle ledwo da się wyczuć jakieś owocowe nuty. Smak jest jeszcze gorszy: przeraźliwie kwaśny, bardzo przez to zaburzone. Nie byliśmy w stanie wyczuć żadnych konkretnych aromatów.

Nad tym winem nawet nie ma co się rozwodzić, dość powiedzieć, że dajemy mu 67/100 (Robert) i 65/100 (Marta) ...punktów.

Jesteśmy zawiedzeni - wydane 20 zł wydane to zdecydowanie za dużo. Tak słabego wina dawno nie piliśmy. Tym razem spory minus dla Biedronki, za stawianie tego na swoich sklepowych półkach.

piątek, 28 lutego 2014

Rioja bez byka - Valdepomares z M&S

Myślałem, że przyjdzie mi dziś degustować na jeden kieliszek, gdyż Marta wyjechała na weekend, ale z odsieczą przyszedł mój młodszy brat, który choć nie jest koneserem wina, postanowił tym razem mi towarzyszyć.

Chcieliśmy otworzyć coś lekkiego i bezpretensjonalnego, aby go nie przerazić. Mój wybór padł na Rioję z Marksa&Spancera - Valdepomares Tinto 2012. Wino pochodzi z regionu Rioja Alavesa, czyli praktycznie baskijskiej części tej najsłynniejszej hiszpańskiej strefy. Wyprodukowano je w 100% z tempranillo - jak już wiecie dla mnie to wielki plus :). Wydaje mi się, że nie było ona beczkowane, nie czuję tego charakterystycznego smaku hiszpańskiej beczki, tak często spotykanej wśród tamtejszych win. Niestety tej butelce nie wyszło to na dobre.

Wino ma  głęboki, jednolity kolor, z przyjemnymi refleksami. Na brzegach jest nieco różowe. Kwaskowy zapach niestety znów zagłusza dalsze aromaty (jak przy naszym ostatnim tempranillo). Nieśmiało przebijają się nuty agrestu i malin. Zapach jest wyrazisty i w gruncie rzeczy przyjemny. Dalej niestety jest już dużo gorzej.

Smak jest dość płytki, jednolity. Pierwsze nuty gra ponownie kwasek. Dalej czujemy aromaty owocowe, ale niestety trudno nawet określić jakie. Wino jest krótkie, zbyt chude i mało wyraziste.

Robert: Nie ma tragedii, ale temu winu daleko do klasy jakiej powinna prezentować Rioja. Nadaje się do popijania wieczorami, ale dla mnie to jednak spory zawód, spodziewałem się, czy czegoś z większym pazurem, czy rogami - wszak to Hiszpania :). Moja ocena 76/100 jest i tak nieco na wyrost.

Marcin: Nie jestem fanem wina, zwykle omijam je szerokim łukiem. Wino było o tyle dobre, że nie wykręcało mnie jak inne czerwone i wytrawne wina do tej pory. Muszę przyznać, że wypiłem je nawet ze smakiem. Ocena amatora to 80/100.

Potwierdziło się, że z Rioją jest trochę jak z Chianti. Sama nazwa nie stanowi o wielkości wina. Być może cena - 17,99 zł - powinna dać mi do myślenia, ale zasugerowałem się przeczytaną gdzieś opinią. Lepiej trochę dopłacić i delektować się prawdziwie "byczą" Rioją.

środa, 26 lutego 2014

Tempranillo na jeden raz - Hecienda Uvanis

Zapadła decyzja, że próbujemy czegoś nowego - Hacienda Uvanis Tempranillo 2012. Wino pochodzi z Baja Montana, położonej najbardziej na północ części Nawarry. Ten leżący dość wysoko nad powierzchnią morza region, pozwala dzięki nieco niższym temperaturom na długie dojrzewanie uprawianych tam winorośli. Nawarra przez cały XX wiek była znana głównie z uprawy garnacha. Dopiero od niedawna coraz popularniejsze staje się tam cabernet, merlot, chardonnay i oczywiście tempranillo. Dziś nasz ulubiony szczep uprawiany jest na powierzchni większej od garnachy. 

Wino w kolorze wulkanicznej lawy, ale jednak nieco przezroczyste, cienkie, o różowych brzegach. W nosie dominuje lekki alkohol, ale nie przytłacza mocno owocowego zapachu pełnego wiśni i malin. W ustach wino jest zbyt kwaskowe, trudno wyczuć jakieś inne smaki. Niby jest tam coś owocowego, ale ten kwasek nie pozwala się im głębiej rozwinąć. Ogólny charakter jest cierpki, chudy i bez głębszej duszy.

Robert: Dla mnie każde tempranillo jest w pewnym sensie dziełem sztuki. Każde wypiję, ale nie do każdego będę wracał. Ta butelka należy do pierwszej grupy. Wino jest świeże, rześkie, ale bardzo szybko się o nim zapomina. Nie znaczy to jednak, że nie warto je spróbować. Jako tańsza alternatywa na wieczór jak najbardziej się nadaje. Moja ocena to 77/100.

Marta: Ladies and gentlemen gwiazdą dzisiejszego wieczoru jest delikatny kwasek. Wino mi smakowało, proste bez większych farejrerków ale im prostsze tym dla mnie łaskawsze. Bo jak tu wczuć się w wąchanie kieliszka jak Robert wyczuwa mln rzeczy a ja tylko maliny ;) 80/100

Wino zostało zakupione w Biedronce, w cenie 14,99 zł. Przy takiej cenie zupełnie nie ma co żałować tego zakupu. Dodatkowo świetnie pasuje ono do jakiś lekkich kolacji, nam wraz z sałatką z chorizo znakomicie umiliło wieczór.