Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2014

Storie di Vite Müller Thurgau 2013 prosto z Trydentu

Wakacje we Włoszech wykorzystaliśmy w 100%. Oprócz tysiąca zdjęć, niezapomnianych spotkań i widoków zapierających dech w piersiach, przywieźliśmy kilka butelek wina, którymi będziemy się "dzielić". Dziś postawiliśmy na pierwszą z nich - Storie di Vite Müller Thurgau 2013 Trentino DOC od Cantina La-Vis. Kosztowała ok. 8 eur w markecie SPAR w Bolzano. 

W Trydencie, włoskiej krainie leżącej na północ od Werony w kierunku granicy z Austrią, uprawa winorośli koncentruje się wzdłuż Doliny Adygi, malowniczo przecinającej Alpy. Cantina La-Vis to spółdzielnia powstała w 1948r. zrzeszająca 800 członków uprawiających winorośle na ponad 800 hektarach. Nasza butelka powstała z ręcznie zbieranych winogron w gminach Giovo i Meano, które następnie fermentowały w kontrolowanej temperaturze i dojrzewały w stalowych zbiornikach przez 5-6 miesięcy.

Wino o delikatnym żółto-zielonkawym kolorze. Nie zostawia na kieliszku łez, ma 12% alkoholu. Zapach jest dość zwiewny z aromatami tropikalnych owoców: melona, marakui i liczi. Niestety brakuje w nim tego drugiego dna. Smak jest jedynie powtórzeniem tego, co czuliśmy w nosie. Całość ratuje dobra kwasowość, która plasuje je na dość przyjemnym poziomie.

Robert: Proste białe wino. Nie pozostawiło we mnie większych emocji. Sprawdziłoby się w gorący dzień, mam nadzieję, że w tym roku jeszcze takie będą ;). Okazało się, że do dorsza duszonego w pomidorowym sosie było zbyt "przezroczyste". 83/100

Marta: Wino krystaliczne jak źródła Trydentu, kojarzy mi się z pięknym górskim klimatem, świeżością. Ma przyjemny, egzotyczny zapach, jest jednak bardzo krótkie, smak mimo że faktycznie utożsamia się z zapachem (dla mnie na plus) szybko ulatuje, przepływa i znika, stąd skojarzenie z potokiem, transparentnością i ulotnością.

Ocena -  dobre.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Włochy w DaWino na Ursynowie

Zawsze kibicujemy lokalnym inicjatywom winiarskim! Od jakiegoś czasu obserwowaliśmy różne miejscówki na Ursynowie i upatrzyliśmy sobie dopiero co otwarty lokal DaWino. Same połączanie szerokiej selekcji włoskich win, lokalnych polskich piw (z rzemieślniczych browarów), serów i wędlin zapowiadało ciekawe wrażenia. Na miejscu możecie też spróbować włoskich dań z krótkiego, ale treściwego menu. Jak na włoski klimat przystało, w poniedziałek kuchnia była zamknięta, ale do kieliszka zamówionego na miejscu otrzymaliśmy deskę serów i wędlin.

Współwłaściciel zdradził parę tajemnic tego miejsca, podpowiedział że wszystkie artykuły są przez niego osobiście wyselekcjonowane. Wśród win dominuje lubiana w Polsce Toskania, ale znaleźć można też przedstawicieli innych popularnych włoskich regionów. Ceny wskazują na prokunsumenckie podejście, pewnie wpadniemy tam jeszcze nie raz:)!

Korzystając z okazji zakupiliśmy Brunello di Montalcino Bellaria 2007 (119 zł). Montalcino dane nam było zwiedzić podczas tegorocznego urlopu. Sami przywieźliśmy kilka butelek, które wymagają jeszcze domowego leżakowania, dlatego z tym większą ciekawością sięgnęliśmy po taką 7-letnią butelkę. Bellaria to niewielki producent który istnieje od 1963 r. i posiada 40-hektarowe gospodarstwo. 
Jak to Brunello, wino dojrzewa w beczkach przez prawie 36 miesięcy i wypuszczane jest na rynek w piątym roku po zbiorach. 

W kieliszku głęboki kolor: dojrzałych wiśni z bordowymi refleksami. Piękne, regularne łzy. Rocznik 2007 był rokiem stosunkowo ciepłym, stąd wino ma aż 14,5% alkoholu, jest on jednak znakomicie wkomponowany w całość i dzięki temu praktycznie niewyczuwalny. Nos złożony, bogatszy z każdym kolejnym kieliszkiem: ciemne owoce, czekolada, suszony tytoń i zioła to jedne z najbardziej wyrazistych aromatów. W smaku umiarkowana kwasowość, sporo słodyczy (to też zasługa ciepłego rocznika) i odrobinę nie do końca zintegrowane taniny. 

Robert: Spokojnie mogłoby poczekać jeszcze 2-3 lata, choć już teraz daje niesamowitą frajdę. Wino ułożone, mocno owocowe, pełne aromatów i smaków. Pewnie nie jest to czołówka Brunello, ale w tej cenie pozwala cieszyć się butelką pełną wdzięku i owocowej mocy. 89/100

Marta: Poukładana i spokojna butelka. Lubię miękko skoncentrowane owoce, lekkie ziemiste aromaty i absolutnie wyczuwalną czekoladę. To miłe doznania, szczególnie dla tych którzy są jej miłośnikami! 
We mnie przywołała wspomnienia porośniętych winoroślą wzgórz które otaczają to cudowne miejsce!  

Ocena - bardzo dobre.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Dzika Ca' La Bionda Valpolicella Classico 2013

Po kiepskim Amarone, czas na Valpolicellę, w lekkim wydaniu - Ca' La Bionda Valpolicella Classico 2013. Butelkę zakupiliśmy w warszawskim sklepie Wine Corner w cenie 59 zł. 

Wino jest tradycyjnym kupażem Corviny (80%), Rondinelli i Molinary. Fermentuje w stalowych zbiornikach, a przez kolejne 10 dni odpoczywa na skórkach i dojrzewa 3 miesiące w butelkach. Dzięki temu, że nie ma kontaktu z beczką, zachowuje bardzo świeży, owocowy charakter.

Transparentny czereśniowy kolor z delikatnymi fioletowymi refleksami. Jest lekkie, pozostawia tylko pojedyncze łzy (12% alkoholu). W nosie czujemy aronię, czerwoną porzeczkę i aromaty kwiatowe. W ustach wyraźnie zaznaczona kwasowość, świeże owoce, trochę cierpkich tanin w finiszu.

Robert: Valpolicella w swojej "podstawowej" wersji należy do moich ulubionych wyborów jeśli chodzi o lekkie, owocowe wina. W tej butelce ta owocowość jest ożywcza, wręcz lekko dzika, nieokiełznana. Gdybym miał pić solo, kwasowość chyba by mnie zniechęciła, ale do posiłku była idealna. 86/100

Marta: Kaczka z ananasem w żurawinowym sosie to było wyzwanie dla Valpolicelli, któremu bez wątpienia sprostała. Postaraliśmy się o ostrość sosu, którą kwaskowy kieliszek idealnie złamał. Zgadzam się, że w solowym wydaniu może nieco odstraszyć, ale należą jej się brawa za klimat, który zaprowadza przy stole!

Ocena - bardzo dobre.

piątek, 15 sierpnia 2014

Senne Amarone della Valpolicella 2010 z Lidla

W Lidlu oprócz oferty win z Półwyspu Iberyjskiego (próbowaliśmy Chardonnay i Vinho verde), w przecenie można również znaleźć Amarone della Valpolicella Classico DOCG 2010 za 44 zł. 
Jakiś czas temu kupiliśmy ją w standardowej ofercie, a dziś postanowiliśmy po nią sięgnąć. Butelka pochodzi od anonimowego producenta, oznaczonego jako VR 1246 - a niczego dobrego to nie wróży. Chcieliśmy jednak spróbować by stwierdzić, czy nie warto powiększyć zapasów i skorzystać z promocji.

Amarone to w założeniu najdostojniejsze z win produkowanych w Valpolicelli. Wytwarza się je z podsuszany gron, co daje niesamowitą różnorodność i koncentrację aromatów a także smaków. Nie bez przyczyny nazywa się je "winem medytacyjnym". 

W kieliszku nasze wino z oznakami ewoluowania, kolor jest nieco rozjaśniony, choć nadal utrzymuje się w rejestrach ciemnej czereśni z ładnym połyskiem. Wino pozostawia liczne i gęste łzy. Butelkę należy dekantować i dać jej pooddychać. Jednak nawet po godzinie w nosie dominuje alkohol, którego mamy tutaj aż 15,5%. Owoce nieśmiało zaczynają się przebijać po kilku godzinach, ale nie dane im eksplodować. Dominują nuty skórzane, piwniczne, tytoniowe. W ustach średnia kwasowość, mało ciała i słaba koncentracja. Mamy trochę nut wiśni i miękkie taniny. Posmak gorzki, orzechowy.

Robert: Umówmy się, że za 60 zł (tylko wino kosztowało nas przed wspomnianą promocją) nie ma co liczyć na dobre Amarone. Ale nawet z tym zastrzeżeniem nie polecam tego wina. W tej cenie można znaleźć Valpolicellę Ripasso, która będzie zdecydowanie lepsza. To Amarone jest szare, nieciekawe, nudne. Nie ma w nim życia. Zamiast do medytacji skłania raczej do snu. 78/100

Marta: Mocna butelka, alkohol gra pierwsze skrzypce i bliżej mu do domowego bimbru. Absolutnie daleko mu do ideału, a w moim przypadku zupełny brak spójności z tym co lubię. Mam wrażenie, że zupełnie nie sprawdza się solo, chyba że na podwórku mamy -10 stopni C, w domu kominek i zły nastrój, który nie rozpoznaje jakości butelki ale jej procenty.

Ocena - średnie-.

środa, 9 lipca 2014

Bertani Soave DOC 2012 z Almy, którego miało dziś nie być


Miało dziś nie być wpisu, w końcu mamy półfinały Mistrzostw Świata. Ale skoro po 30 minutach wszystko było już jasne; a mimo to sędzia nie przerwał meczu po pierwszej połowie powołując się choćby na nokaut; postanowiliśmy sięgnąć po Bertani Soave DOC 2012. Butelka kupiona w Almie w promocji w cenie 25,72 zł, cena regularna 42,90 zł.

Soave te region leżący na wschód od Werony, znany z produkcji białych win z dominującym szczepem Garganega, który musi stanowić minimum 70% składu wina (w naszej butelce mamy jeszcze dodatek Chardonnay i Trebbiano). Soave przez długi czas było synonimem niezbyt drogich włoskich win, które nie miały wiele do zaoferowania. Na szczęście dzięki wysiłkom winiarzy, stereotyp ten powoli przechodzi do lamusa.

W butelce mamy wino w delikatnie żółtym kolorze, z jasno-zielonymi refleksami. W kieliszku nie pozostawia łez. Mamy 12% alkoholu. W zapachu dominują cytrusy, ale też zioła (kolendra) i zielony ogórek. Aromaty są bardzo przyjemne, wyważone, wino nie atakuje nadmierną owocowością. W smaku dobra, choć nie nadmierna kwasowość. Mamy również nuty gorzkawe, mineralność i lekko słony finisz.

Robert: Podoba mi się w nim to, że owocowość nie dominuje. Całość jest świeża i orzeźwiająca, ale w zupełnie inny, bardziej wysmakowany sposób. Ta wino nie musi odurzać nas owocowym aromatem, a daje bardzo dużą frajdę z picia. Mnie przekonało. 85/100

Marta: Mi nie przypadło do gustu, podobnie jak mecz... Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że pierwsze miało duży wpływ na to drugie. Dla mnie trochę za surowe, wyrachowane w smaku, migdałowe i przez to gorzkawe.

Ocena – dobre+.

czwartek, 3 lipca 2014

Orzeźwiające bąbelki - Nani Rizzi Prosseco Frizzante Bianco

Nic tak nie odpręża po ciężkim dniu, jak proste, nieskomplikowane bąbelki. W kieliszkach znalazło się Nani Rizzi Prosseco Frizzante, które zakupiliśmy za 29 zł w Winnym Garażu.

Prosseco to dobry wybór na lato - w Polsce cieszący się coraz większą popularnością. Niestety za tym popytem idzie też fala kiepskiej jakości win, która zalewa rynek. Kiedy chce się spróbować najwyższej klasy Prosseco, warto sięgnąć na przykład do win z prestiżowej apelacji Superiore Valdobbiàdene (takiego oznaczenia szukajcie na etykiecie). 

W kieliszku bardzo delikatny, słomkowy kolor. Jest typem frizzante, stąd niski poziom bąbelków, które szybko znikają po nalaniu. W nosie czujemy melona i leżące długo na słońcu jabłka. Zapach jest bardzo ulotny, ale jednocześnie świeży i rześki. W smaku pierwsze wrażenie gorzkawe, potem przechodzi w lekką, nieco landyrnkową słodycz. Bardzo radosne, choć trudno określić jakiś jeden dominujący smak. 

Robert: Prosseco w tej cenie ma przede wszystkim orzeźwiać - w tej roli sprawdziło się znakomicie. Nie chcę tego wina oceniać w punktach, bo nie o to w nim przecież chodzi. Ważne, że po prostu znakomicie smakowało w ten wieczór.

Marta: Przychodzą takie dni, gdy nie oczekujemy od wina eksplozji smaków, czy wielowymiarowości. Doceniamy prostotę, lekkość i bąbelkową nonszalancję. 

Ocena - dobre.

wtorek, 1 lipca 2014

Winne Wtorki - Kampania - Aglianico 2011 Beneventano IGP

Dziś w Winnych Wtorkach czas na Kampanię.
Ostatnio dużo uwagi poświęcaliśmy białym winom, dlatego tym razem postawiliśmy na szczep Aglianico, który znany jest od starożytności i nazwa prawdopodobnie wywodząca się od "ellenico" - świadczy o jego greckim pochodzeniu. Dojrzewa on bardzo późno, czasem zbierany jest dopiero gdy spanie śnieg. Uważa się go za najszlachetniejszy czerwony szczep południowych Włoch, a jego najlepsze butelki porównuje się nawet z barolo.

Mamy Aglianico 2011 Beneventano IGP, kupione w Marks&Spencer w cenie 29,99 zł. Nie pochodzi z żadnej z renomowanych apelacji DOCG w Kampanii - Taurasi i Aglianico del Taburno.

Wino w kolorze dojrzałych czereśni, krwiste, rubinowe z ładnym połyskiem. Jest delikatnie transparentne, a na szkle pozostawia gęste, regularne łzy. Mamy w nim 12,5% alkoholu. W nosie czujemy zdecydowane nuty owocowe, głównie konfiturę truskawkową i maliny. Daleko w tle delikatne różane nuty. Zapach utrzymany jest w ryzach, choć jest ciężki i gesty, nie przytłacza jak to często zdarza się w winach z południa Półwyspu Apenińskiego. W ustach średnia kwasowość, która przechodzi w słodkie nuty. Taniny są bardzo delikatne. Trochę rozwodnione, nie ma za dużo ciała, brakuje mu wyrazistości. W stosunku do wrażeń jakie zapowiada ciężki zapach, smak o dziwo jest dość świeży i lekki.

Robert i Marta: Ta butelka nie jest szczytem naszych marzeń. Trochę schematyczne, proste, nie zaskakuje. Ale też trudno odmówić mu odrobiny wdzięku, bo zapach zapowiadał duszną owocowość, a w smaku mamy fajną kwaskową świeżość. 82/100

Ocena - dobre.

Pozostali blogerzy prezentują: 
Enoeno - Mustilli Vigna Fontanella Greco Sannio 2012 
Winiacz - Villa Matilde Aglianico 2010 IGP Campagna

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Weekendowe chianti - Villa Montorsoli Chianti 2011

Za nami piękny weekend! Razem ze znajomym spędziliśmy go poza miastem; wieczorem niedzielni kierowcy dali nieźle popalić, ale pozytywnie zmęczeni i głodni, wspólnie upichciliśmy steka z jarmużem i do tego podaliśmy chianti. 
Wybór padł na Villa Montorsoli Chianti 2011 z Castelfiorentino. Wino kupione w Almie w przecenie po 34,99 zł (cena regularna ok. 48 zł). Sangiovese jest tutaj uzupełnione szczepami canaiolo (10%) merlot (10%).

Kolor prezentuje się nieco żywiej niż w typowym chianti: bordowy z fioletowymi odblaskami. W kieliszku zostawia łzy o średniej intensywności. Niestety wino ma dla nas podstawową wadę: alkohol nie wtopił się w całość. Czujemy go wszędzie - w nosie i ustach. Smakuje bardziej jak truskawkowa nalewka niż chianti. Kwasowość niska, wino jest słodkawe. A same taniny gdzieś daleko w tle. Po aromatach smażonych konfitur spodziewalibyśmy się wina "gęstego jak galaretka", które można kroić nożem. Niestety jest odwrotnie - brakuje mu ciała i jest rozwodnione.

Robert: Owocowość jest tutaj zbyt dosłowna. Brakuje jakiejkolwiek tajemnicy, czy niuansów. Nie po to kupujemy chianti, by napić się truskawkowej nalewki i to bez odpowiednich dla nalewki procentów :) Niewarte swojej ceny! 78/100

Marta: Wino zupełnie nie w moim stylu. Nie lubię butelek, w których pierwsze skrzypce grają alkoholowe nuty i trudno skupić się na czymkolwiek innym. Taka dominanta może i znajdzie swoich miłośników, ale mnie do siebie nie przekonała. 

Ocena - kiepskie.

niedziela, 1 czerwca 2014

Wino drugiego dnia - Montezovo Valpolicella Ripasso 2012

Ripasso to metoda produkcji win z regionu Valpolicella. Polega ona na dodawaniu (podczas wytwarzania) osadu pozostałego po produkcji Amarone - które jest innym rodzajem wina produkowanego z podsuszanych gron - w celu wywołania wtórej fermentacji. Ripasso przejmuje wówczas nieco dojrzałości, aromatów i charakteru Amarone, zachowując przy tym owocową świeżość. Ripasso z założenia powinno stanowić wino codzienne, inaczej niż Amarone, które zwane jest winem medytacyjnym. 

Sam region Valpolicella to obszar leżący na północ od Werony, w bezpośrednim sąsiedztwie Jeziora Garda. Według reguł, które rządzą w tej apelacji, wina muszą zawierać mieszankę trzech charakterystycznych szczepów: Corvina, Rondinella i Molinara, z niewielkim dodatkiem kilku innych odmian. 

Dzisiejsza butelka to Montezovo Valpolicella Ripasso DOC 2012 od producenta Azienda Agricola Monte Zovo di Cottini Diego e Figli. Kupiona w Dobrych Winach w ramach promocji w cenie 29,99 zł (cena regularna 49,99 zł).

Wino ma bogaty, krwisty kolor dojrzałego granatu, z ładnym połyskiem. Jest transparentne i zostawia na ściankach gęste łzy (14% alkoholu). W nosie nie jest agresywne. Mamy charakterystyczny aromat rodzynek, tak znany w Amarone, czujemy też wiśniową konfiturę, trochę nut ziołowych i migdałów. Zapach jest lekki, bardzo przyjemny, lecz trochę wycofany. W ustach wino ma średnią budowę, czujemy dobrze zarysowaną kwasowość, przechodzącą w łagodną słodycz. Znowu można zidentyfikować wiśnie, może maliny i zioła. Taniny są delikatne. Smak jest harmonijnie zbudowany, okrągły i zbalansowany. Wino kończy się lekko gorzkim finiszem.

Robert: To wino "drugiego dnia". Początkowo wydało się trochę rozwodnione. Kiedy sięgnąłem po nie kolejnego dnia (gdy pooddychało), aromaty i smak stał się bardziej rozłożysty. Oprócz nut owocowych pojawiło się gorzko-migdałowe tło, wyraźnie wskazujące na kontakt z Amarone. W tej promocyjnej cenie to naprawdę dobre wino. 86/100.

Marta: Na pierwszy plan w zapachu i smaku wysuwa się wiśnia. Owocowość tego wina stanowi jego klasę i plasuje go na dobrym poziomie. 85/100.

Próbowaliśmy je w połączeniu z jagnięciną. W tym duecie ładnie komponowało się z mięsem, a dzięki swojej lekkiej strukturze nie zdominowało dania.

Ocena - dobre +.

czwartek, 22 maja 2014

Klasyka - Chianti Classico Castello di Verrazzano 2011

Jest okazja, więc nadszedł moment, aby otworzyć butelkę Chianti Classico Castello di Verrazzano 2011.

Jak podaje kontretykieta winiarstwo w Verrazzano sięga aż XI w. Sam zamek od którego pochodzi nazwa winnicy leży na wzniesieniu w okolicy Grave. Winnica obejmuje swoim zasięgiem 52 hektary leżące na wysokości 300-400 m.n.p.m. To chianti zawiera w sobie, oczywiście oprócz nieodzownego sangiovese, domieszkę canaiolo. Wino podlega fermentacji w kontrolowanej temperaturze, a następnie maceracji przez 10-14 dni. Dojrzewanie odbywa się we francuskich beczkach przez 12 m-cy i przez kolejne 4 m-ce w butelkach. 

Wino ma czysty kolor dojrzałych czereśni z fioletowym pobłyskiem i delikatnie jaśniejszą obręczą. Jest transparentne i zostawia na szkle ładnie spływające, gęste łzy (ma 14% alkoholu). Początkowo nos nie jest intensywny. Wino wymaga przewietrzenia i pooddychania. Wówczas pojawiają się nuty drzewne, zielone. Stopniowo smak staję się coraz bogatszy. Czujemy wiśni z pestkami, nieco likieru wiśniowego, malin i ziół. Mamy też aromaty beczkowe - czekolada i wanilia. Zapach jest złożony, z każdym kolejnym kieliszkiem możemy znaleźć nowe aromaty i wrażenia.

Smak najpierw kwaskowy, z gorzkawą końcówką. Później staje się bardziej zaokrąglony. Na wierzch wypływa delikatna wiśniowa słodycz. Taniny początkowo szorstkie i wypełniające całe usta, stopniowo wtapiają się w całość. Wino staje się zaokrąglone, beczka nie przytłacza, dobrze podbija owocową świeżość sangiovese.

Robert: Wino mogące być archetypem chianti. Wszystko jest w idealnych proporcjach - radosne owoce, zadziorne taniny, świeża kwasowość, a nawet piękna stylizowana etykieta. Pełna gama zapachów i smaków połączone w całość jak idealna muzyczna kompozycja. Gra mi w ciele jeszcze długo po wypiciu i domaga się 87/100.

Marta: Klasyczna elegancja z pasjonującym zapachem, który zostawia nawet długo po delikatną ostrość w nosie. Piękny fioletowy połysk, który wprowadza smakowe doznania dobrego chianti. Zaspokoi te niewymagające gusta, a dla tych którzy poszukują klasyki w klasyce stanie się godnym uwagi przystankiem. 85/100

Dobry balans owocu i beczki. Wino od święta i na co dzień. Dobre solo i do posiłku. Gdyby nie cena - ok. 75 zł w Winnicach Południa i w podobnej cenie w innych winiarniach - sięgalibyśmy po nie częściej.

Ocena - bardzo dobre.

niedziela, 18 maja 2014

Italy - One Big Vineyard - relacja

W czwartek wpadliśmy na degustację win włoskich w ramach Italy - One Big Vineyard. Pojawić mogliśmy się jedynie na części ogólnodostępnej, stąd części win nie udało się spróbować.

Degustacja była zdominowana przez dwa regiony znane z produkcji białych win - Soave i Lugana. O ile pierwszy z nich jest apelacją znaną i w Polsce dość dobrze reprezentowaną, o tyle w przypadku drugiej mamy braki.

Lugana DOC to maleńki region leżący na południowym brzegu Jeziora Garda, na pograniczu Lombardii i Veneto. Obejmuje pięć gmin: Sirimione, Pozzolengo, Derenzano, Paschiera i Lonato. Dominujący szczep winorośli to trebbiano, przez producentów zwane "turbiana" (od Trebbiano di Lugana). Wina tam produkowane są świeże i rześkie, o aromatach owocowych, kwiatowych i orzechowych.

Najlepiej zaprezentowały się:
- La Rifra - świeże, nieprzesadnie owocowe z gorzkim finiszem;
- Ca` dei Frati - w charakterystycznej pękatej butelce (którą producenci ponoć chcą uczynić znakiem firmowym Lugany), w smaku półsłodkie, bardzo radosne i żywe.

Jeśli chodzi o Soave, to zdecydowanym faworytem jest dla nas Vigna Vecia od La Albare. Wino wyprodukowane w 100% z garganegi. Pełna owoców cytrusowych, z domieszką nut orzechowych. Mimo dojrzałego rocznika (2008 r.) dalej posiada dużo ciała i życia.

Wina czerwone nas rozczarowały. Patrząc na samą rozpiskę wydawało się, że będzie można spróbować przynajmniej kilku ciekawych pozycji, ale w rzeczywistości naszą baczniejszą uwagę zwróciły jedynie:
- Merlot DOC Piave od Cascon Italo Storia - w nosie porzeczki, trochę aromatów warzywnych, w ustach dość powściągliwe z fajnie zarysowanymi taninami;
- Cigno Moro Negroamao IGT - bardzo owocowe, sporo smażonych owoców, trochę nafty, ale w smaku zaskakująco dobra kwasowość.

Zabrakło nam czasu (i zapasu butelek), aby głębiej wejść w świat białej północy Włoch, ale nawet ta część, którą udało nam się spróbować, zaciekawiła. Mamy nadzieję, że nasi importerzy doszli do podobnych wniosków i niedługo będziemy mieli jej reprezentację na sklepowych półkach.

środa, 14 maja 2014

Co podziwiać w Chianti Mirabile 2012 z POLOmarketu?

Prawie miesiąc temu, bardzo smakowało nam wino z POLOmarketu z Apulii. Druga z butelek, w którą zainwestowaliśmy to szczególnie przez nas lubiane chianti - Mirabile 2012

Cantina Danese, skąd pochodzi nasza butelka to producent mający swoją siedzibę w regionie Soave, a więc na północy Włoch, pomiędzy Wenecją a Weroną. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. Skąd w ich portfolio Chianti, którego tradycyjny region wytwarzania leży 300 km dalej na południe. Oczywiście mogli kupić i tam jakąś parcelę i zająć się produkcją sangiovese. Pytanie, czy jednak taka daleka "kolonia" będzie w stanie wytworzyć dobre, klasyczne chianti? Czy nie należy od kilku pokoleń przesiąknąć miejscowym terroir, poznać lokalną specyfikę?

Wygląd wina.
Kolor przypomina dojrzałe czereśnie. Jest dosyć transparentny i ma ładny połysk. Łzy są dostrzegalne, ale raczej skąpe. Zapach jest wycofany i ulotny. Czujemy wiśnie, trochę ziół. Kilka razy zdawało się, że gdzieś tam daleko w tle, na obrzeżach naszych zmysłów czai się jakaś tajemniczość, drugie dno. Próbowaliśmy różnych trików - intensywniej mieszaliśmy winem, daliśmy mu pooddychać - niestety nie udało się nam się tego odkryć.

W ustach wino ma fajną kwasowość, przyzwoicie zarysowane taniny. Ale w ogólnym rozrachunku wino jest krótkie i płytkie. Owoce nie są pogłębione niczym dodatkowym. Nie ma ani dobrze podkreślonej beczki, ani szeregu smaków czekających w kolejce na ujawnienie się.

Robert: Mam problem z tym winem - nie smakowało dla mnie jak chianti. W degustacji w ciemno stawiałbym bardziej na jakiś zupełnie inny rodzaj. Nie zaskakuje niczym szczególnym. Nie ma czegoś, co można by chwycić i choć chwilę się zatrzymać. Bezrefleksyjnie przepływa przez usta. 78/100

Marta: Przeminęło z wiatrem, przyjemną włoską bryzą ale pozostawiło po sobie niewiele. 77/100.

Mirabile znaczy po włosku "godny podziwu". Jednak co mielibyśmy podziwiać w chianti nie smakującym jak chianti? Lepiej zaoszczędzić kilka złotych i np. skoczyć do Biedronki po Shiraza.

Ocena - średnie.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Sangiovese na weekend z Marksa&Spencera

Sobotni wieczór to czas, kiedy wystarczy włączyć radio, przygotować lekką kolację i cieszyć się bliskością ukochanej osoby. Winem, które znakomicie sprawdza się w takich chwilach jest sangiovese - szczep dający wina aromatyczne, owocowe i świeże.

Oprócz tego, że jest ono podstawą tak lubianych przez nas chiantii, jest też uprawiane w innych miejscach Półwyspu Apenińskiego. Tym razem zdecydowaliśmy się na zalegającą od dłuższego czasu butelkę z Marksa&Spencer - Sangiovese Puglia 2012 od producenta Cantine del Copierre Ora. Mamy tutaj wino segmentu IGP (Indicazione Geografica Tipica), czyli przynajmniej w teorii: wino nie tak szlachetne i posiadające mniej walorów niż wina z apelacji (DOC, lub DOCG).

W kieliszku prezentuje się jak typowe sangiovese. Ma delikatny kolor, przypominający świeże maliny, może ceglany mur. Jest transparentne, z delikatnym poblaskiem. Lekkie (11,5% alkoholu), ale mimo to pozostawia na ściankach delikatne łzy.

Dominują aromaty owocowe: głównie czerwone owoce (truskawki i porzeczki), ale też nieco jagód. Wyczuwalne są nuty roślinno-kwiatowe. Wino nie było beczkowane, więc nie znajdujemy w nich cięższych aromatów pochodzących z procesu starzenia. W smaku wino jest dość kwaskowe, lekkie i rześkie. Wyraźnie dominują smaki owoców. Garbniki nie są wyczuwalne. Jest krótkie, w końcówce trochę gorzkawe. 

Robert: Niby nic wielkiego - proste, owocowe wino. Trochę kwaskowe, bez drugiego dna i polotu. Ale czasem niczego więcej nie potrzeba. 82/100

Marta: I mi niczego więcej nie było trzeba; bo czy wino zawsze musi zostawiać po sobie gwiezdną poświatę?! Mnie przekonało właśnie swoją prostotą. 83/100.

Kilka słów o predyspozycjach kulinarnych. Wina próbowaliśmy do placków ziemniaczanych z pieczonymi buraczkami, kolendrą, kozim serem i gulaszem wołowych. W tym połączeniu dobrze się skomponowało się i nie stłumiło tego aromatycznego dania. Jest co prawda bardzo lekkie, ale też dość kwaskowe, więc pite solo na dłuższą metę może być nieco męczące. Polecamy zaopatrzyć się do niego w jakąś choćby małą przekąskę.

środa, 9 kwietnia 2014

Wino do meczu - Arentino Chianti 2011

Czy do meczu Ligii Mistrzów można popijać wino?
Jeszcze jakiś czas temu, do takiej kompozycji dodalibyśmy wyłącznie piwo, ale dziś przyznajemy, że im bardziej wciągnął nas winny świat, tym mniejszą chęć mamy na inne procentowe trunki. 
Aby odpocząć od dominującej ostatnio w blogosferze Portugalii, zdecydowaliśmy się na Włochy. Niestety drużyn z Półwyspu Apenińskiego nie ma już w tych piłkarskich rozgrywkach, jednak włoskie wina jak mało które nadają się do okazji, jaką jest każdy mecz.

Arentino Chianti 2011 idealnie wpasowało się w ten klimat. To podstawowe wino producenta Cantina dei Vini Tipici dell` Arentino, który w swojej ofercie ma duży asortyment win, także tych z droższych półek. Wino oczywiście powstało na bazie Sangiovese (75%) oraz Canaiolo (10%), Merlot (5%), Cabernet (5%) oraz Trebbiano (5%).

Wino o typowym dla Chianti kolorze truskawek, dachówki, czy też cegły (do wyboru z czym komu się bardziej ten odcień kojarzy), transparentne, klarowne, z delikatnym połyskiem. W nosie ładnie zaznaczone nuty beczkowe, czujemy wanilię, cynamon, toffi. Do tego sporo czerwonych owoców - maliny, poziomki. Czuć również alkohol, ale nie jest go w nadmiarze.

W ustach wino satynowe, niemal niewyczuwalne taniny. Atak (pierwsze wrażenie) to słodkie owoce, który stopniowo przechodzi w niewybujałą kwasowość, jej posmak zostaje również na finiszu. 

Gdy damy mu pooddychać otwiera się jeszcze bardziej. Zapach odkrywa kolejne niuanse:  fiołki, a smak staje się jeszcze bardziej owocowy.

Robert: Zapach bogatszy od smaku. Po nosie spodziewamy się większej eksplozji smaków, a wino tylko delikatnie syczy w ustach :). Ale w swojej cenie (ok. 30 zł w Piotrze i Pawle) to wybór bezpieczny, stąd moje 85/100.

Marta: Zapach otwiera drzwi włoskiego klimatu, smak cudownie oddaje jego toskański wymiar. O tym winie chyba nie trzeba dużo mówić, a ja już tak mam że Toskania mnie hipnotyzuje i ten spokój jest bezcenny. 83/100

Wino o charakterze dość prostym; takie stołowe chianti serwowane często w toskańskich restauracjach jako towarzysz tamtejszych dań. Pite solo do meczu, pozwalało skupić się na widowisku, a z drugiej strony stanowiło naprawdę smaczne i przyjemne tło. Trafny wybór wina na wieczór.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Winne Wtorki - Berbera D`Asti Superiore 2010 Cascina Polsino

Dziś nasz debiut w Winnych Wtorkach, serdecznie pozdrawiamy pozostałych wtorkowiczów.

Temat czerwonego Piemontu pochodzi od Mariusza Boguszewskiego. Chcieliśmy zacząć z przytupem i poszukać fajnego nebbiolo, ale jako, że w kilku winiarniach nie trafiliśmy na nic ciekawego i będąc już pod presją czasu zdecydowaliśmy się na zakup mniej szlachetnej (przynajmniej w teorii) barbery. Ostatnio w Lidlu jest nowa oferta włoskich win - zakupiliśmy butelkę Berbery D`Asti DOCG Superiore 2010 Cascina Polsino. 

Barbera powinna dawać wino o niskiej zawartości tanin, pełne owoców i bardzo soczyste. Kiedyś kojarzyła się z masowym winem stołowym, ale ostatnimi czasy coraz częściej trafiają się bardziej szlachetne wina, produkowane z tej odmiany. 

Wino o kolorze dojrzałych czereśni, lekko przezroczyste, z delikatnie zaznaczoną herbacianą obręczą i łzami. Nos raczej zamknięty, skąpy. Na początku czujemy ostrość alkoholu, stopniowo otwiera się w kierunku zapachów owocowych, wiśni i czegoś, czemu najbliżej jest do świeżych liści. Ale nie jest to zapach, który obezwładnia zmysły, cały czas jest przytłumiony, jakby za zasłoną.

W ustach wielowymiarowe, płynnie przechodzące przez trzy fazy. Najpierw atakuje nas słodyczą, potem do głosu dochodzą nuty kwasowe, by zakończyć się przyjemną owocowością (czyżby truskawki). Taniny są bardzo delikatne, niemal niewyczuwalne.

Robert: Bardzo dobra kwasowość, wino żwawe i żywotne. Jest owocowy animusz, a z drugiej strony pewna powaga i stonowanie. Nie jest to wino wybitne, ale to nie znaczy, że nie można go docenić. Na wieczorną degustację bardziej niż dobre, stąd daję 85/100.

Marta: Wyczuwalne świeże, słodkie owoce - stawiam na maliny, choć truskawki też przychodzą mi na myśl. Posiada w sobie niezwykły element relaksu, wydaje się że nie potrzebuje specjalnego towarzysza, a z drugiej strony na pewno wspaniale komponowałoby się z czerwonym mięsem. Wino jest dobre, ale brakuje mu prawdziwej głębi, tego co powinno nadać mu szlachetności. 83/100

Za 39,99 zł w Lidlu mamy wino o nieskomplikowanej strukturze, ale ładnie wyważone i zrobione ze smakiem. Taką barberę, za w sumie niewygórowaną jak na Piemont cenę, popieramy w 100% :).

A co wybrali inni wtorkowicze? Poniżej lista, którą będziemy aktualizować.
Enoeno - na koniec, ale za to z barolo

poniedziałek, 17 marca 2014

Wino spod obcasu - Luccarelli Primitivo 2013

Primitivo to prawdziwy skarb Apulii. Światu stało się znane, gdy odkryto, że jest "bratem" świecącego swoje triumfy za oceanem zinfandela. Tworzy wina bogate w cukier, a co za tym idzie z wysoką zawartością alkoholu - nierzadko zdarzają się butelki ponad 15%. Podstawowym problemem tej odmiany są nierównomierne dojrzewające grona, przez co winiarzom trudno jest wybrać odpowiednią porę zbiorów. Z drugiej strony szczep bardzo dobrze oddaje warunki glebowe, na których wzrasta. Wszystko to w połączeniu sprawia, że butelki promitivo są bardzo nierówne, wśród przeciętności trudno znaleźć prawdziwy skarb.

Tym razem naszym łupem padło Primitivo od Luccarelliego rocznik 2013, a więc najświeższe z jego win. Pięknie prezentuje się w kieliszku, lśni głębokim wiśniowym kolorem z wyraźnie zaznaczoną różową obręczą.14% alkoholu zostawia na kieliszku wyraźne ślady. 

Wino nie było beczkowane, na każdym kroku zdecydowanie dominują w nim owoce. Zapach to charakterystyczne dla primitivo aromaty wiśni oraz ziołowe tło. Wyraźnie wyczuwalne są też nuty alkoholowe. W ustach wino jest żywe, pełne owoców, lekko kwaskowe. Niestety trudno nam było wskazać jakieś konkretne smaki. Wino jest średnio zbudowane, ale mała ilość garbników w połączeniu z pieprznym finiszem postawia na języku przyjemne wspomnienie.

Robert: Cały czas nie mogę się zdecydować co sądzić o tej butelce. Podoba mi się jej owocowość, ale z drugiej strony moje pierwsze wrażenie: sok a nie wino. Po jakimś czasie dostrzegłem jego uroki - delikatną słodycz i pieprzne nuty. Nie wiem, czy moje 79/100 nie jest zbyt surowe.

Marta: Najlepszy w tym winie jest jego finisz, lekka pikanteria zrobiła na mnie największe wrażenie. Zapach i smak to połączenie słodkiej jagody z ostrością pieprzu. Moje 80/100.

Apulia to obcas włoskiego buta. Wino kojarzy nam się ze świeżo rozdeptanymi, rozgniecionymi winogronami, rześkimi, soczystymi i tryskającym sokiem. Tego wieczoru "mieliśmy smak" na coś lepiej zbudowanego, ale wydane 34 zł w Winkolekcji nie uważamy za zmarnowane :).

poniedziałek, 10 marca 2014

Niespełnione nadzieje - Chianti Classico Fortezza Dei Colli

Kabacki Lidl i Św. Graal?
W związku z włoskim tygodniem w Lidlu zauważyliśmy na półce prawdziwe Chianti Classico za 24,99 zł - Fortezza Dei Colli od Ireos Sca. Niestety ta podejrzanie niska cena przełożyła się na smak wina.

O ile sam kolor (transparentny z różową obrączką i ładnymi łzami) przypominał typowe chianti, to już zapach był zdecydowanie za płytki. Dominował alkohol, w tle wyczuwalne były nuty owocowe, ale bardzo słabe. W smaku wino było również bardzo płytkie. Nie wyczuliśmy ani garbników, ani bogatych nut owocowych.
Nie chcieliśmy się poddać, daliśmy mu pooddychać i niewiele się zmieniło w samym smaku, tylko zapach nabrał lepszej nuty - trawiastej i drzewnej, a w ustach można było wyczuć truskawki. 

Robert: W tym winie wszystko było ulotne. Ani smak, ani zapach nie miał w sobie tej miękkiej owocowej słodyczy której oczekuję od chianti. Brakowało mi w nim duszy Toskanii. To nie jest złe wino, da się je wypić, ale jednak od prawdziwego toskańskiego koguta oczekuję o wiele więcej. Stąd ode mnie jedynie 77/100.

Marta: Ja zupełnie nie potrafię opisać tego wina, mam wrażenie że czegoś mu brakuje, gdzieś popełniono błąd, stąd taka jego bezwładność, przesadzona prostota, nijakość. Wino nie miało dla mnie płci, na myśl przychodzi mi refleksja, że pasowałoby w wyjątkowo upalny dzień, nie rozgrzałoby głębi ale zostawiłoby alkohol. Moje 76/100.

Jak na wino do trzech dych nie było złe. Jak na Chanti Classico niestety nie porywało. Można kupić, ale po co? Dopłaćcie lepiej kilka złotych i rozejrzyjcie się za naprawdę niezapomnianym chianti.

niedziela, 9 marca 2014

Zlot Blogosfery - relacja i odczucia

Jak wybrać dobre Prosecco, czy Soave? Z jakim winem podawać aromatyczną rybę, czy ser Coulommiers de Caractere? Jak odróżnić beczkę amerykańską od francuskiej? Na te i wiele innych pytań uzyskaliśmy odpowiedzi, na pierwszym zlocie blogosfery winiarskiej zorganizowanej przez Winicjatywę.
Musimy przyznać, że to wielka przyjemność spotkać ludzi, dla których wino nie jest jedynie nadużywanym dziś słowem "pasja" ale jest życiem i sztuką, tworzoną ich zmysłami. 

Duże uznanie dla organizatorów za perfekcyjne przygotowanie tego dnia, zaproszenie znakomitych gości i wybór doskonałych win. Z powodu innych obowiązków nam udało się wziąć udział tylko w drugiej połowie spotkania, ale za to w niezwykle interesującej i inspirującej.

Długo można by opowiadać o winach, które spróbowaliśmy, o smakowitych daniach które skosztowaliśmy.
Przekonaliśmy się również, że wino ma tyle żyć ile zmysłów każdy z nas potrafi włożyć w jego czucie. Kiedy o winie opowiada osoba, mająca muzyczne w tym np. jazzowe upodobania, to wówczas wino w kieliszku gra na pięciolini, na jego nutach; kiedy to robi sommelier wino staje się układanką smaków, każdy kolejny to połączenie, które tworzy całość.
Trudno opowiedzieć o wszystkich tych ciekawych doznaniach, są one też subiektywne, stąd skupmy się na najciekawszej pewnie dla Was części - czyli degustacji win włoskich prowadzonej przez Wojciecha Bońkowskiego. Jej atutem były nie tylko wspaniałe wina, ale sama osoba prowadzącego, którego kwieciste i pełne metafor komentarze stanowiły wspaniałe tło tej opowieści. Dla nas Wojtek to WINOPISARZ, no bo jak inaczej określić jego porównania: " Pies po totalnym historycznym rozkładzie, genetyczny schyłek z którym nic nie da się już zrobić"!
Ogółem spróbowaliśmy 12 win. Każde z nich miało własną historię i własne atuty. Chcielibyśmy zwrócić uwagę na kilka z nich.

poniedziałek, 3 marca 2014

Nie tym razem - Sangiovese Toscana 2012, Cecchi

Dziś spróbowaliśmy tak niedobrego wina, że zastanawialiśmy się, czy w ogóle je opisywać. Warto to jednak zrobić, by ostrzec innych :)

Ale od początku... Planowaliśmy na kolację zrobić sałatkę z szynki parmeńskiej i winogron. Szukaliśmy jakiegoś wina, aby niezobowiązująco wypić kieliszek. Skoro szynka była z Parmy to i wino powinno być z Włoch. Wybór padł (ze względu na ładną etykietę) na Sangiovese Toscana 2012 od Cecchi z Biedronki.

Jest to wino o klasie IGT (Indicazione Geografica Tipica), czyli tzw. wino regionalne. Do tej pory kilka razy trafialiśmy na dość dobre wina tej klasy, niczym nieustępujące klasycznym DOC, czy DOCG. A tu taka niespodzianka!

O ile jeszcze przy sałatce wino było nawet znośne, to już pite solo wypadło tragicznie. Mimo ładnego truskawkowego koloru, w głębi mieniącego się fioletem, wino ma nieprzyjemny chemiczny zapach. Dopiero gdzieś daleko w tle ledwo da się wyczuć jakieś owocowe nuty. Smak jest jeszcze gorszy: przeraźliwie kwaśny, bardzo przez to zaburzone. Nie byliśmy w stanie wyczuć żadnych konkretnych aromatów.

Nad tym winem nawet nie ma co się rozwodzić, dość powiedzieć, że dajemy mu 67/100 (Robert) i 65/100 (Marta) ...punktów.

Jesteśmy zawiedzeni - wydane 20 zł wydane to zdecydowanie za dużo. Tak słabego wina dawno nie piliśmy. Tym razem spory minus dla Biedronki, za stawianie tego na swoich sklepowych półkach.

piątek, 21 lutego 2014

Biały wieczór

Nie planowaliśmy dziś kolejnego wpisu i degustacji, ale udało się nam złowić w Lidlu świeże mule, a jak mule to i kieliszka białego wina. Zdecydowaliśmy się udać się w nieznane wcześniej regiony i otworzyliśmy Verdicchio Dei Castelli Di Jesi z Marksa&Spencera z DOC Ancona. 

To pierwsze spotkanie z tym szczepem, dlatego kiedy Robert zabrał się za przyrządzanie muli, ja szybko sprawdziłam, że winogrono to uprawiane jest w Marche we Włoszech. Jego nazwa pochodzi od słowa "verde", czyli zielone i odnosi się do koloru jaki ten szczep daje winom. 

Tym razem kolor był bardziej słoneczny, żółty, bardzo żywy i ładnie zbudowany. Zapach jest dość płytki, ale czysty i przyjemny. Wyczuwamy nuty gruszki i coś co przypomina nam zapach świeżego papieru. Wino nie miało kontaktu z beczką, w smaku jest lekko kwaskowe, z wyraźną nutą alkoholu (bo rzeczywiście zawiera 13% alkoholu - sporo jak na białe). Smak przechodzi w cytrusy, gruszki. W tle czujemy aromat kwiatów i słomy. 

Nasze odczucia zgadzają się z typowym opisem wina które powstaje z verdicchio. Są one zazwyczaj kwaskowe z dużą paletą owocowych smaków.

Robert: Nie przepadam za białymi winami, ale uwielbiam mule. W tym połączeniu wino wypadło bardzo dobrze. Było lekkie, aromatyczne, owocowe. Niby nic specjalnego, ale mi bardzo smakowało. Zasłużone 84/100.

Marta: Przez Robertową pasję doprowadzę się do niebezpiecznej granicy codziennych degustacji, jednak przekonało mnie dziś jedno: KOLOR WINA. Lubię białą stronę tego trunku i o dziwo to połączenie szybciej trafia do mojego serca. Wino mi się "spodobało". Lekka kwasowość, wyczuwalna nuta kwiatowa, przyjemny zapach świeżości i czystości. No cóż, potwierdza się moja opinia przewagi białego nad czerwonym. Moje 82/100.